IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gabinet Szalonego Lekarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
William Ferrant Worthtony
Doktor
avatar

Libra Liczba postów : 8
Join date : 02/11/2013
Age : 22
Skąd : Finlandia

PisanieTemat: Gabinet Szalonego Lekarza   Pon Lis 11, 2013 8:55 pm

First topic message reminder :

Gabinet Lekarski, czyli miejsce gdzie szalony doktorek leczy chorych.

Opisik dopisze się później...

Osoby z obrażeniami odsyłane są do mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 16, 2014 9:59 pm

    Rozluźniła mięśnie, kiedy w pomieszczeniu się rozjaśniło. Strach jakby na chwilę ulotnił się z niej, a zastąpił go spokój. Jeszcze kilka sekund musiała dojść do siebie, rozglądając się po każdym rogu pomieszczenia; nigdzie nie widziała sprzątacza, była bezpieczna. Odetchnęła z ulgą, odrzucając koc do tyłu. Już nie musiała się chować. Kiedy mężczyzna się przedstawił, uśmiechnęła się. Wysłuchała jeszcze co do powiedzenia ma dziewczyna; jak się okazuje Furia, tak będzie się do niech zwracać, uznała ten pseudonim za fajniejszy od łamacza języka imienia. - Sara.. - odparła krótko, nagradzając ich za pomoc swoich najżyczliwszym uśmiechem, jaki posiadała. Chwileczkę obserwowała ich wymianę zdań. Kiedy Ludwig, wróć.. Musi nauczyć się zwracać do dorosłych jak należy. A więc jeszcze raz; kiedy Pan Ludwig wymieniał poczynania dziewczyny, już nie miała wątpliwości co do tego, że miały ze sobą to i owo wspólnego. Przypomniała sobie słowa Zygmunta. " Otóż mam na myśli raport o twoim wtargnięciu, ataku na personel akademii, używania niestosownego języka wobec starszym, niszczenie mienia szkolnego i bałaganienie." Parsknęła cicho śmiechem. - Nie jestem na nic uczulona, po prostu pomóż mi pozbyć się tego robactwa z mojej głowy.. - pokręciła głową na boki, jaki powiedziała coś złego - Niech Pan mi pomoże.. - poprawiła się. Tak zdecydowanie lepiej, z szacunkiem przynajmniej nikt jej nie zleje. Przynajmniej na razie będzie taka miła, bo na walki ochoty nie ma. Później wróci do dawnego stylu wredoty. Widziała jak mężczyzna wyciąga z szufladek jakieś tabletki, obawiała się, że to nie pomoże; ale nadzieję warto mieć. Usłyszała słowa Furii, odwróciła się w jej stronę. - Nie wiem.. - wyjąkała zmieszana, wiedziała, że dziewczyna ma racje. Gdyby prędzej czy później nikt tu nie przyszedł, umarłaby. - Jak tylko stąd wstanę, zrobię wszystko żeby zlać tamtemu typowi tyłek. - dodała pewna siebie, unosząc przed siebie dłoń i zaciskając ją w pięść. Tak naprawdę nie była pewna swoich słów po tym co się wydarzyło, ale bez wątpienia będzie starać się być lepszą i kiedyś tacy jak sprzątacz będą dla niej prostymi pionkami. Chciała tego jak diabli. - Niech Pan się z nią nie droczy, przecież cierpi i tez przyda jej się jakiś lek. - dodała po dłuższej chwili, widząc cierpienie dziewczyny. Chyba fizycznie miała troszkę gorzej, skrzywiła się na mordce. Swoje złości mogą odstawić aktualnie na drugi plan, jak wstanie na nogi, mogą się nawet lać.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Ludwig

avatar

Liczba postów : 86
Join date : 15/10/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 17, 2014 3:01 pm

To jak w końcu wymawiało się jej imię? Henhen? Henhen daleko? Cóż, nie był raczej chętny na lekcje. Nie po to się męczył przy końcach roku szkolnego aby zdać, by teraz sam z własnej chęci chodził na lekcje języka. Wystarczały mu te cztery, którymi władał. A, jeżeli ktoś nie zna niemieckiego to przynajmniej powinien znać angielski lub francuski, a, jeżeli tych nie zna to nigdzie poza swoim krajem, by się nie dogadał z nikim.
- Jeżeli jest ci ona obojętna to, po co tu jesteś? – zapytał się ze sporym zdziwieniem. Przecież raczej nikt jej nie zmuszał do tego, żeby doszła do niej i uczęszczała. Wyglądała na sprawną fizycznie i w miarę „mądrą”, nie licząc ataku silniejszego, kobietę.
Gdy dziewczyna zapewniła go, że nie jest uczulona na nic podszedł do niej z trzema tabletkami. Jedną nasenną i dwoma przeciw bólowymi. W drugiej dłoni trzymał niewielki kubek z ciepłą wodą którą wcześniej zagotował.
- Proszę, nie jest to nic wielkiego, ale nie mam uprawnień, by dawać coś innego. – westchnął ciężko. Chciałby naprawdę bardziej pomóc, ale po prostu nie był w stanie, nie kończył medycyny ani nie znał zaklęć leczących, by pozbyć się tego „robactwa”. A co do tego „pana”. Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Nie był AŻ tak stary, żeby od razu mówić do niego „pan”. Równie dobrze mógłby teraz być w innej szkole jako uczeń i dalej się uczyć w kierunku magii, ale wolał zostać w tej szkole. Nie kochał jej tak mocno, że został. Wiązało się to tylko z tym, że była to łatwa praca a on jest leniwy.
- Nie musisz się tak do mnie zwracać. Ludwig wystarczy. A co do tej całej zemsty. Lepiej uważaj, żeby nie skończyło się to jeszcze gorzej niż teraz. Jeżeli był to uczeń szkoły to powiadom o tym opiekuna domu. On powinien się tym zająć a dyrekcja nie będzie o tym nic wiedziała. Jeżeli pracownik – spojrzał ostro na Furię – to najlepiej od razu skierować się do dyrektora. No, chyba że była to twoja wina. Wtedy lepiej siedzieć cicho. Prawda Hen? – spytał się brunetki i ponownie podszedł do szafki z lekami. Miała rację. W jej przypadku najlepiej było strzelić jej w łeb, by straciła przytomność, lecz nie mógł tego zrobić. Wtedy to była samoobrona, ona zaatakowała a on tylko się bronił. A, jeżeli chciała się poskarżyć na złamaną nogę to musiała, by powiedzieć jak wyglądała sytuacja a, wtedy miała, by jeszcze gorszą sytuację. Wyjął z opakowania kolejne 3 tabletki przeciwbólowe i podał je Chince.
- Nie droczę się z nią. Po prostu nie chcę obrazić jej dumy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Furia

avatar

Liczba postów : 28
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 17, 2014 5:08 pm

Słuchała ich wymiany zdań w kompletnym milczeniu, wciąż z zamkniętymi oczami. Olała zupełnie pytanie Ludwiga o szkołę. To nie tak, że była ona jej obojętna. Nie lubiła się uczyć, nie lubiła nauczycieli i sporej części uczniów, jednak samo przebywanie wewnątrz szkolnych murów wydawało się być całkiem sympatyczne. Jedyny taki czas w życiu, nie? Mhm. Uważaj, bo ci to powiem. Goń się, staruszku.
Rozluźniła w końcu zaciśnięte w pięści palce i przyłożyła otwarte dłonie wewnętrzną stroną do materaca. Odwróciła głowę z powrotem na prosto. Oddychała ciężko, nierówno. No cholera, myślała, że jak już doczołgają się do gabinetu lekarza, ból w magiczny sposób zostanie odjęty. Albo, że przynajmniej ktoś zrobi coś w tym kierunku. Tymczasem, w miarę jak sobie leżała, cierpiała coraz bardziej i bardziej. Wydawało jej się, że ma sporą odporność na tego typu bodźce, ale okazało się, że uszkodzenia kości nie można porównywać do gówniarskiej bójki. I po co jej to było.
- To dobre nastawienie, skop tyłek każdemu, kto cię zrani - odezwała się wreszcie, w odpowiedzi na zapowiedź zemsty dziewczyny. Tak, to było dokładnie to, co siedziało w jej głowie. Walczyć, walczyć i jeszcze raz walczyć. Jeśli ktoś zrobił komuś krzywdę, poszkodowany nigdy nie powinien się poddawać. Zamiast tego należało ćwiczyć, stać się silniejszym, by ostatecznie odpłacić mu ze zdwojoną mocą. Widocznie pan konserwator nie podzielał takiego nastawienia.
- I nie słuchaj tego starego gbura - no tak, typowe myślenie, pracuje w szkole, więc jest stary, niezależnie od tego, co mówi - jeśli odpowiednio się przygotujesz, jeśli uwierzysz w siebie, nie przegrasz.
Ból siadał jej na mózg? Sama już nie wiedziała jaki jest cel jej wypowiedzi. Chciała pocieszyć dziewczynę? Chciała ją zagrzać do walki? Ale kurde, po co? Nie miała pojęcia o tym, jak wiele mają wspólnego, więc to nie dlatego. Nie przeszło jej nawet przez myśl, że takie chucherko mogło startować do dorosłego.
Otworzyła oczy, na szczęście sporą chwilę po tym, jak Ludwig posłał jej ostre spojrzenie. Gdyby była bardziej mobilna, wydłubałaby mu te ślepia.
- Nie jestem kurą. Poza tym wiemy dobrze, że spadłam ze schodów podczas schodzenia do podziemi, a zmartwiony pan konserwator, usłyszawszy hałas, wybiegł na korytarz i pomógł mi zebrać się z podłogi. Jakże miło z jego strony.
Wiedziała, że dyrekcja tego nie kupi, ale prawdy również z niej nie wyciągną, więc będą musieli zadowolić się taką historyjką. Przynajmniej jej oberwie się trochę mniej, a Ludwigowi w ogóle, dzięki czemu wciąż będzie pracował w tej szkole, wciąż będzie go mogła znaleźć tam, gdzie wcześniej. Wszyscy będą szczęśliwi.
Wzięła od niego tabletki, przyjrzała się im, ale nie połknęła.
- Tabletka nie pomoże. Masz zamiar w ogóle zawołać lekarza, czy czekasz aż zdechnę? Co jej dałeś? - W tym momencie skinęła głową w stronę Sary. - Jeśli coś w efektach ubocznych ma uczucie senności, a dziewczyna cierpi przez koszmary, to gratuluję wyboru, panie doktorze. Umrze ze strachu zanim zdąży się wybudzić.
No by ich diabli, ile mówienie kosztowało wysiłku. Ciekawe, czy gdyby nie trenowała przez tych kilka lat, byłaby w stanie wytrzymać to wszystko bez zwijania się w kłębek, bez wycia i krzyków. Nawet teraz miała ochotę uderzyć kilka razy pięściami w materac, wykrzykując jak bardzo przyjemnie się czuje. Szkoda, że siły nie szły w parze z ochotą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 17, 2014 6:15 pm

    Nie mówiła już nic więcej, to także trochę wysiłku ją kosztowało więc postanowiła się oszczędzać. Marzyła aktualnie o długim, spokojnym śnie. Kto by pomyślał, że to niemożliwe; a jednak. Słuchała słów Furii nieco zafascynowana. Widziała w niej kogoś, typu wzoru. Jakby starsza siostra, która dobrze wie co czujesz. To miłe uczucie, na jej słowa tylko przytaknęła głową i posłała jej uśmiech. Wróciła wzrokiem do Ludwiga; skoro tak chce, może się do niego tak zwracać; w sumie tak jej wygodniej, nie lubiła grzecznościowych zwrotów wobec dorosłych. Używając ich czuła się jak małolata, gorsza; owszem, może coś w tym jest, ale w świecie magów nie powinno być podziału na lepszych i gorszych. Z drugiej strony ponoć dorośli mają jedną moc więcej.. Cóż, ona też w przyszłości ją zdobędzie, a co więcej ma zamiar to zrobić zanim stanie się dorosłą. Wtedy będzie miała cztery i nikt jej nie podskoczy, ot co. No tak; Ludwig, ten tutaj nie był doktorkiem, który od razu będzie wiedział co je dolega. Wzięła tabletki do ręki, długo na nie patrzyła, a kiedy dziewczyna powiedziała, że Sara może umrzeć od koszmarów, ta zacisnęła rękę z tabletkami i położyła na materac. Nie ma ratunku.. Złamała się na chwilę. Z jednego okna poleciał jej strumyczek, była zrezygnowana. Szybko go otarła, co aby pozostała w pomieszczeniu dwójka nie dostrzegła go. Drugą ręką pomogła sobie podciągnąć się nieco do siadu i sięgnęła po kubek z wodą. Była przerażająco odwodniona i głodna. Przyłożyła szklankę do ust i wypiła duszkiem, jakby piła na czas i po kilku sekundach ktoś mógł jej go odebrać. Nagle jakby od przypływu wody dostała olśnienia. Wbiła wzrok w Ludwiga i choć ten spoglądał na Furię i tak postanowiła się do niego zwrócić. - Wiem, że to może trochę dużo.. Ale znam kogoś kto może nam pomóc. Mógłbyś jakoś ściągnąć tu Virtusa Jaquelina? - zapytała ochrypłym głosem, to naprawdę nie był taki głupi pomysł ściągnąć tutaj chłopaka, który włada magią uzdrawiania. Poza tym wiedziała, że kiedy ten ją zobaczy; bez zastanowienia ukoi jej ból nie tylko swoją obecnością. Z drugiej obawiała się jakiejś groźnej miny, że skarci ją za to, że wdała się w taką bójkę. Mimo to, tylko w nim widziała ratunek, liczyła na niego jak zawsze.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Cadoc de Cornvalie
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 100
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 17, 2014 8:27 pm

W takim paskudnym stanie jeszcze nigdy nie był. Dumny Kornwalijczyk kroczył po szkole przykryty brudną płachtą, którą miał szczęście znaleźć w jakimś składziku w podziemiach. Tylko ten kawałek materiału ukrywał jego nagość. Oprócz tego miał szczęście jedynie zachować buty oraz laskę, na której się wspierał. Gdy tylko wyszedł ze szkolnych lochów, od razu mógł wziąć wdech świeżego powietrza, co go bardzo ucieszyło. Chyba jakoś przeżyję - uśmiechnął się do siebie w myślach.
Cieszył się niezmiernie, że gabinet znajdował się właśnie na parterze, a nie gdzieś wyżej, ale i tak korytarze wydawały mu się ciągnąć kilometrami. Wzrok co chwilę mu się rozmazywał z bólu i wiedział, że długo w ten sposób nie pociągnie.
W końcu, po morderczej wędrówce po prostu wszedł do gabinetu, pchnąwszy drzwi. Zdążył ujrzeć jedynie jakieś sylwetki, słysząc przede wszystkim dziewczęce głosy. Niespodziewanie upadł na brzuch z głuchym hukiem, a podłoga wokół niego zaczęła się barwić na czerwono. Zresztą cały jego szlak był oznaczony kropelkami krwi, które regularnie kapały na podłogę.
- Pomocy - zdążył wymamrotać wykrzywionym z bólu, cichym głosem, zanim odleciał.
A co konkretnie mu się stało? Po odsunięciu płachty rzucą się w oczy rany na plecach jakby od pazurów razem ze standardowymi ranami ciętymi, płytszymi i głębszymi. Lewa strona szyi została poraniona w bardzo dziwny sposób, ktoś doświadczony pokusi się o stwierdzenie, że to ślad po ugryzieniu. To, co najbardziej zatrważa, to szczególnie paskudna, długa, cięta w poziomie rana w boku.
Kolejne szczegóły? Proszę bardzo. Brzuch też wydaje się poważnie podrapany, a oprócz tego jest umazany, a może wypadałoby powiedzieć, umalowany krwią. Można rozróżnić czerwone ślady ludzkich dłoni, raczej małych z czego wniosek, że to może być robota kogoś młodszego lub po prostu kobiety.
Gdyby ktoś się wziął za proste badanie pechowca, z łatwością się zorientuje, że tam, gdzie są żebra, coś chrzęszczy i chrupocze w kilku miejscach w niemiły sposób.
Podsumowując: obraz nędzy i rozpaczy wymagający natychmiastowej pierwszej pomocy oraz w miarę szybkiej interwencji lekarza.

(Wybaczcie, jeśli w ten sposób coś przerwałem, ale w tym stanie Cadoc nadaje się tylko do miejsca takiego jak to)

_________________
Relacje KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ludwig

avatar

Liczba postów : 86
Join date : 15/10/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sro Maj 21, 2014 5:15 pm

Dobre nastawienie? Odbiło mu się w płucach śmiechem, lecz na czas zasłonił usta i wyglądało jakby niemo kichnął. Jeżeli tylko dobre nastawienie wystarczy, żeby pokonać każdego to gratulację dla tej osoby, która to wymyśliła. Tak samo z przygotowaniem.
Furia była przecież przygotowana na zaatakowanie jego osoby a widać było jak skończyła. Teraz mógł nawet ją drażnić a ona nie mogła, by nic zrobić. Oczywiście mógłby, ale był gburem, bo jak, inaczej. Przecież musiał trzymać język za zębami, by nie obrazić, znad to, ucznia szkoły.
Ale w jej przypadku....
Zaraz wstał i podszedł do niej z lekkim uśmiechem wpatrując się w jej twarz, w której malował się grymas bólu, złości i niecierpliwości.
Chyba te dwie ostatnie cechy mogły idealnie podsumować samą osobę jaką była Zen. Może miała jakieś inne wnętrze, ale skutecznie je ukrywała.
A może była jedną z tych, które głośno krzyczą a śpią z misiem?
W sumie pasowałaby do takiego charakteru. Lecz nie zmieniało to jego twierdzenia, że to co mówi jest w jakimkolwiek stopniu słuszne.
Tak, więc, by ją troszkę uciszyć - położył dłoń na jej zgruchotanym kolanie i lekko docisnął, poruszał na boki i przytaknął jakby na tym się znał.
- Możliwe, że masz z rzepki talk. A, poza tym, myśl dalej. Na takie coś ani dyrektor ani vice, no może tylko vice, nie da się nabrać. Jakbyś spadła z schodów to byś miała siniaki na rękach i tak dalej. - powiedział głośno, lecz z zdołowaniem. Dziewczyna nic nie myślała, może i bolało ją to, ale jak tak to niech nic, by się nie odzywała.
Zaraz po jej uwadze odwrócił się w stronę Sary i z powrotem na Zen. Miała trochę racji, TYM RAZEM. Jednym krokiem znalazł się przy młodszej i wziął lek nasenny. Vituas? Kojarzył to imię bądź nazwisko, lecz nie mógł przypomnieć sobie twarzy. Lecz, jeżeli operował taką magią to byłoby wskazane, żeby zaraz tu się znalazł.
- Możesz wziąć resztę tabletek. Są przeciwbólowe, to samo tyczy się ciebie Zen, nie rób z siebie bohaterki, ponieważ ci to... - i w tym momencie do sali zjawił się chłopak, który wyglądał jakby postanowił się siłować z niedźwiedziem, co w sumie było możliwe. W myślach Ludwigowi przeszła wiązanka niemieckich wulgaryzmów, lecz już z przyzwyczajenia ich nie wypowiedział. Zaraz po upadku chłopaka znalazł się przy nim.
- Sara, wstawaj i biegnij po Vituasa. - nie brzmiało to, jak prośba. Był to czysto krwisty niemiecki rozkaz z charakterystycznym gniewem. On sam zaś wyciągnął z szafki bandaże i zaczął tamować krwawienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Furia

avatar

Liczba postów : 28
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sro Maj 21, 2014 6:24 pm

Furia skończyła w ten sposób, bo nie spodziewała się natrafić na tak dziwną przeszkodę. Owszem, niby byli w świecie magów, więc powinna chociaż pomyśleć przed zadaniem ciosu, ale kto by myślał w chwili, w której aż kipi ze złości. Była w gorącej wodzie kąpana i trzeba było do tego przywyknąć, tyle w tym temacie.
- Ej, nie podchodź - zaczęła, niestety nie udało jej się dokończyć zdania. Kiedy dłoń Ludwiga spoczęła na jej kolanie, rozszerzyła oczy prawie tak samo jak wtedy, kiedy go kopnęła i zorientowała się, że coś jest nie tak. Zaraz też krzyknęła na całe gardło, zerwała się do siadu w nagłym przypływie nie-wiadomo-czego i już chciała złapać go za rękę, kiedy sam ją puścił. Opadła na łóżko z powrotem, z głośnym hukiem i skrzypiącym protestem mebla. W efekcie zadudniło jej trochę w głowie, ale poduszka na szczęście odrobinę zamortyzowała upadek. Zaczęła ciężko dyszeć, jednocześnie znów zaciskając palce na pościeli. Zrobił to specjalnie, dupek jeden! Nie usłyszała nawet co powiedział dalej, tak bardzo skupiona była na swojej biednej kończynie i chęci skopania go na kwaśne jabłko. Cóż, szybko nie zrealizuje swoich planów, ale kiedyś na pewno.
W ogóle, jaki znów Virtus? Chyba tak usłyszała? Nie była pewna przez to, że KTOŚ postanowił nacisnąć na jej nogę. Popieprzyło go jak nic. Zresztą, nieważne kto miałby tu przyjść... Cholera, ważne. Nie zaufa jakiemuś uczniowi. Gdzie, u diabła, jest lekarz?!
I kiedy już miała wyrazić na głos (o ile jeszcze była w stanie mówić w miarę spokojnie), co myśli o jego zakichanych tabletkach, kolejny ktoś wpadł do sali. Ktoś, kto wyglądał na... umierającego? No ludzie, ile osób miało dzisiaj zdechnąć?
Wciąż próbując uspokoić swój oddech, przebiegała spojrzeniem od Sary, przez Ludwiga do wykrwawiającego się chłopaka. Nie usiłowała się podnieść - nawet gdyby chciała pomóc, i tak nic by nie zdziałała. Nie doczołgałaby się do niego, a jeśli jakoś, nie znała się na pierwszej pomocy. Nigdy nie pomagała zatamować krwawienia, zawsze raczej była jego przyczyną.
- Lekarza, kuźwa - wydyszała i tak jak sądziła, głos jej się załamał. Wzięła kilka głębszych wdechów. - Żaden uczeń go nie poskleja. Znajdźcie tego pieprzonego lekarza.
Nie wiadomo czy martwiła się teraz o siebie, czy nie chciała by chłopak umarł bez walki... Dobra, prawdopodobnie miała na celu uratowanie własnego dupska, ale tak czy siak doktor zająłby się nim w pierwszej kolejności. Tak coś czuła.
Tylko czy Sara była w stanie wstać z łóżka i pobiec po pomoc? Też była mocno sponiewierana, a patrząc na jej delikatną budowę ciała, mogła nie dać rady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sro Maj 21, 2014 7:52 pm


    Nie zwracała już uwagi na to, co działo się między Furią, a Ludwigiem. Jako pierwsza dostrzegła, że drzwi powoli uchylają się. Od razu wyobraziła sobie, jak wpada przez nie Virt, patrz na nią tymi swoimi tęczowymi oczami i zmartwiony pomaga jej pozbyć się bólu. Tak się nie stało, a zamiast tego do ujrzała, jak przez drzwi wpełza jakiś nieznany jej mężczyzna na wyczerpaniu wszystkich życiowych sił. Wytrzeszczyła oczy nie dowierzając w jego stan, zaczęła drżeć; naprawdę bardzo dawno nie widziała człowieka w aż tak opłakanym stanie. Nie miała nawet odwagi nic powiedzieć, tylko patrzyła na niego zmęczonym wzrokiem. No cóż, nawet kiedy czuła się tak marnie i tak nie powinna narzekać, wiedząc że inni mają gorzej. Nagle te wszystkie ściany dookoła zaczęły jej brzydnąć; ile można na nie patrzeć. Wszyscy dookoła w jakiś sposób cierpieli, a ona wylądowała wśród nich przez nic innego, jak swoją głupotę. Nie, taki styl życia zdecydowanie jest straszny. Po prostu pożałowała tego, co dzisiaj zrobiła. Lepiej późno, niż wcale. - Ja... - chciała coś powiedzieć, nadal patrząc na mężczyznę, który dopiero co się pojawił. Przerwał jej jednak ostry głos Ludwiga, od którego aż podskoczyła; tak ją przeraził. Spojrzała na niego jak przestraszone zwierze, krótko po czym zrzuciła z siebie koc i zmusiła do pozycji siedzącej. Najpierw powoli spuściła jedną nogę z łóżka, później zrobiła to samo krzywiąc przy tym nieco twarz. - Nie patrzcie na mnie.. - wyjąkała ze spuszczoną głową, rzuciła przelotne spojrzenie Furii i podpierając się na łóżku wstała na zgiętych kolanach, przygarbiona. Krok po kroku, starała się przyśpieszyć. Krzywiła się przy tym jak cholera, ale to nie było teraz najważniejsze. Ona się wyliże nawet bez pomocy, ale ten leżący teraz jej na drodze niekoniecznie. Niefartem nie udało jej się postawić nogi tam gdzie planowała i bosymi stopami poślizgnęła się na krwi przybysza. W porę zdążyła tylko odepchnąć się sprawniejszą ręką w przeciwnym kierunku do niego i runęła na ziemię metr dalej. - Niech mnie diabli biorą.. - wysyczała, tą samą dłoń unosząc do góry. Była cała ubrudzona cudzą krwią, pięknie. Spadła na plecy, na początku nawet przez myśl jej nie przeszło podnosić się z ziemi ale.. To od niej teraz zależy, czy ten człowiek przeżyje. Być odpowiedzialnym za cudze życie? To już coś innego, niż ciągłe narażanie własnego na porażki. Głowa do góry, obydwie ręce skazane na wysiłek, wysunęła je nieco do przodu i podniosła się niezdarnie. - Zaraz wrócę. - burknęła, łapiąc się drzwi, na których od razu odbiły się ślady krwi z jej dłoni. Nie zamknęła ich, po prostu wyszła na zgiętych kolanach; jej chód przypominał teraz jakiegoś zombiaka.. No, właściwie jak się na nią popatrzy to nie sam chód. Rozejrzała się po korytarzu, zero żywej duszy. Skierowała się w kierunku terytorium Ordinarium, mając nadzieję, że zastanie Virtusa o siebie. Niefartem szła obok śladów krwi tamtego człowieka. Trochę przerażające, że wyszedł akurat z podziemia, gdzie znajduje się owe dormitorium. Każdy krok męczył ją coraz bardziej i choć daleko tak nie pociągnie i zaraz skończy się to na czołganiu po ziemi, to i tak tam dojdzie. Choćby nie wie co, chciała pomóc tamtemu człowiekowi. Najwyżej jeżeli go nie będzie u siebie, to zacznie się drzeć "GABINET LEKARZA" na tyle, ile pozwolą jej struny głosowe. W końcu niemożliwe jest, że każdego z tej szkoły wywiało; a każde ręce pomogą się do pomocy. Tylko, że.. Dłonie Jaquelina.. Zmrużyła oczy, próbując sobie przypomnieć ten kojący rany dotyk. Od razu zrobiło jej się nieco cieplej na sercu, szła dalej. - Virt..

    No to chwilowe z/t żeby rozegrać akcje z Virtem w korytarzu.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Sara dnia Sro Maj 21, 2014 9:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Cadoc de Cornvalie
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 100
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sro Maj 21, 2014 8:41 pm

Nie miał pewności, czy to wszystko jest snem, czy też zwyczajną rzeczywistością. Rzeczywistością? Cadoc nigdy nie doświadczył rzeczywistości tego typu, dlatego też miał podejrzenia co do jej prawdziwości.
Słyszał męski, stanowczy głos z być może niemieckim akcentem. To były tylko jego przypuszczenia, bowiem nie spotkał szczególnie wielu Niemców w swoim życiu. Były też bardzo ciche głosy, a na pewno cichsze. Może to duchy, albo demony, które przyszły zabrać jego życie? Czy diabły mają kobiece głosy?
Ona. Ona? Czy tamta dziewczyna była istotą z czeluści piekieł? Nie pamiętał jakie miała włosy, nie pamiętał jej ciepła, nie pamiętał smaku jej ust, ani nie pamiętał jej zapachu. A jednak wiedział, że...
Coś przebiegło obok niego. Wszystko było dla niego zamglone, a także zupełnie niespodziewanie, jego powieki stały się ciężkie, jakby wykute z żelaza.
Usłyszał głuchy łomot ciała Sary upadającej na posadzkę. Czyżby to bestie piekielne szykowały z niego ucztę? Miał być teraz nabity na rożen i zawieszony nad ogniskiem? Cóż, to byłaby bardzo głupia śmierć. Ale coś takiego powinno się zdarzać po śmierci!
To w końcu żyje, czy nie żyje?! To pytanie zaprzątało z ogromną upartością jego umysł, ale nieważne jak bardzo się starał, jego wysiłki spełzały na niczym. Wspomnienia zupełnie mu się nie kleiły, uniemożliwiając ustalenie sensownej wersji wydarzeń. Wszystko mieszało się ze wszystkim, niewidziany przez niego świat wydawał się być istnym obłędem. Głowę rozdzierał mu ból, którego się chyba nabawił upadając na tę jakże miękką posadzkę. Też dobrym pytaniem jest, dlaczego czuł na sporej części ciała wilgoć. Przecież by się nie zeszczał, o tym na pewno by wiedział. W całym zamieszaniu zapomniał, że jest cały umorusany krwią jak świnia z urżniętym łbem.
Pewną chwilą zajęło mu uświadomienie sobie, że ostry, nieustający ból pochodzi z bardzo wielu zakamarków jego ciała. Resztki adrenaliny, dzięki którym jakoś dotarł do tego gabinetu, już dawno stały się przeszłością. Teraz nie wiedział nawet, gdzie się znajduje, ani w jakiej pozycji jest jego ciało.
Kiedy Ludwig podejmował wysiłki zatrzymania krwotoku, jasne było, że panicza z Saevy to „trochę” zaboli. Jego rany to nie była zabawa, ale coś całkowicie poważnego. I całkowicie poważnie jęczałby i krzyczał, gdyby miał na to siły. Zamiast tego drżał i charczał pod nosem, gdy konserwator starał się zapewne z całego serca, aby wyratować pechowego dżentelmena.
W sumie trochę głupio było mu znikać z tego świata, nie wiedząc z jakiego powodu się umarło. To był jak najbardziej konkretny argument, aby się wziąć w garść. Jego jakże ciekawe i warte uwagi rozważania przerwała kolejna fala bólu.
Za co on tak cierpiał? W imię kogo, albo czego został dotkliwie poraniony? Był poraniony, czy to dalej było złudzenie? Każde pytanie wkręcało go w spiralę szaleństwa. Czując, że odpowiedzi się nie pojawiają, a liczba pytań nieustannie rośnie, spróbował się wyciszyć.
Jak ci wszyscy Azjaci to robią? Jak się medytowało? Może używają jakichś ziółek? O właśnie! Tak, nareszcie zrozumiał, czego w tym wszystkim brakowało.
- Herbaty - wyrzekł to jedno słowo, które dla niego tyle znaczyło. Wypowiedział je na głos, mimo, że organizm mu nie pozwalał. To jedno, jedyne, cudowne zioło jest rozwiązaniem problemów całego świata. A na pewno rozwiązaniem jego problemów. Kiedy się napije, po prostu wstanie i z uśmiechem oraz z laską u boku wróci do dormitorium, aby wypić jeszcze więcej. Taki właśnie ociekający geniuszem plan ukształtował się w głowie chłopaka.
Któż jednak z tutaj obecnych mógł wiedzieć, że Cadoc jest uzależniony od herbaty? Miał pecha, bo więcej, niż pewne, że nikt... A to oznaczało, że jego prośba o cudowny napój zostanie pewnie zignorowana.

_________________
Relacje KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ludwig

avatar

Liczba postów : 86
Join date : 15/10/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Czw Maj 22, 2014 12:52 pm

Nigdy nie wiedział tyle krwi co w tej właśnie chwili. Z całego serca cieszył się, że uczennica jednak pokonała własną "słabość" i wstała z łóżka. Nie było po prostu innego wyjścia. Jakby mógł sam by ruszył w stronę dormitorium by wezwać pomoc, a jak nie to... nagłośnienie! Starając się jak najszybciej obwiązać mężczyźnie wszystkie wcięcia oraz zadrapania pluł sobie w myślach w brodę, że wcześniej nie zajął się studiem. Teraz wystarczyłby jeden mikrofon i już pojawiła by się pomoc. Ale nie zrobił tego. W jego żyłach zaczęła płynąć adrenalina a w bębenkach odbijało się echo jego serca które waliło niczym dzwon w wielkie święto kościelne.
Bandaże przenikały krwią a z nimi on sam. Ten zapach drażnił mu węch i jeszcze zwiększał w tępo w którym starał się jemu pomóc. Gdy tors rannego był obwiązany niczym u mumii postanowił go przenieść na jedno z wolnych łóżek. Złapał go za plecami i pod kolanami i sprawnym ruchem podniósł się do pionu. Nie należał chłopaczyna do najcięższych i w moment znalazł się na dużo wygodniejszym miejscu. Już w myślach miał swój odczyt tętna na poziomie 160 ale - Pierdolić to! - krzyknął w myślach.
Nie miał za wiele czasu. Najgorsze co mogło się, by stać w tym momencie to sen tego najbardziej poszkodowanego. Zacisnął dłoń na łóżku Zen i przyciągnął go do siebie tak by było ramę w ramę z Cadoc'em.
- Trzymaj rękę przy jego szyi gdzie przesiąka krew i licz tętno. - wiedział, że też z nią nie jest najlepiej, lecz nie mógł się zając dosłownie wszystkim co go otaczało. Jej życiu nic nie zagrażało, a nie znał osoby która znała się na nekromancji czy coś.
Podbiegł do szafki niemal nie wywalając się na krwi i otworzył ją w poszukiwaniu opaski uciskowej. Rzucił kilka rurek na łóżko Furii - póki co - i westchnął ciężko. Nie chciał tego robić, ale, jeżeli zaśnie to będzie już po wszystkim. Tak, więc chwycił ampułkę z adrenaliną i strzykawkę. Wypełnił ją płynem do zalecanej dawki i zdecydowanym ruchem wbił w mięsień, by wprowadzić ją do organizmu.
- Żyj psia jego mać! Żyj! - zaczął krzyczeć co musiało wyglądać zarazem komicznie, jak i przerażająco. Sam był tak czerwony, jakby to on go rozszarpał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Furia

avatar

Liczba postów : 28
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Czw Maj 22, 2014 2:54 pm

Dziwne. Wszyscy wydawali się niesamowicie przejmować sytuacją, a ona... ona po prostu leżała, obserwując zmagania całej reszty. Obserwowała więc jak Sara, mimo jej (uzasadnionych zresztą) wątpliwości, podnosi się z łóżka i dzielnie stawia małe, chwiejne kroczki ku drzwiom. Zauważyła też oczywiście jak dziewczyna przewraca się i ląduje tuż obok umierającego chłopaka, brudząc się mocno jego krwią. Ku jej zdziwieniu na tym się nie skończyło. Zastanowiła się dlaczego ta poderwała się z ziemi i podjęła przerwaną przed chwilą drogę do celu. Byli aż tak zdeterminowani? Aż tak chcieli mu pomóc?
Opuściła uniesioną wcześniej głowę z powrotem na poduszkę. Zamrugała. Ona planowała uratować tylko siebie. Nie zależało jej na nieznajomych, nawet na tych będących w opłakanym stanie. Zresztą, nie wiadomo czy cokolwiek by się zmieniło, gdyby znała tego chłopaka. Czy taka właśnie powinna być? Czy chciała taka być? Szlag, poważnie jej odpierdziela, skoro wchodzi na sferę słuszności podejmowanych decyzji.
Sara wyszła, zostali tylko we trójkę. Została z wykrwawiającym się facetem, którego próbował uratować ktoś, kogo życie przepuściłaby swobodnie między palcami, a później zgniotła butem, dla pewności. Dawno nie czuła do nikogo takiej niechęci, dziwnie więc oglądało jej się obraz, na którym ten osobnik nie jest akurat szkodnikiem.
W ogóle, czy ona właśnie usłyszała "herbatę"? Nie był to głos Ludwiga. Podparła się na łokciach, by móc podnieść się na wysokość odpowiednią do obserwowania tego, co działo się na ziemi. Czyli co, nie umierał, skoro mówił? Z drugiej strony, może po prostu majaczył? Tak, to było najbardziej prawdopodobne, dlatego ani nie pomyślała, by zwrócić na to uwagę konserwatora. Zwłaszcza, że i tak nie byłoby jak mu jej podać. Nie był w stanie, który pozwalałby mu się napić. Przynajmniej tyle wynikało ze wstępnych oględzin.
Później wszystko działo się szybciej, jakby ktoś wcisnął klawisz dwukrotnego przyspieszenia. Chłopak zaraz znalazł się na łóżku, po czym migiem jej łóżko znalazło się blisko niego. Na szczęście zdołała utrzymać łokcie w tej samej pozycji, więc jej ciało nie było skazane na gwałtowniejsze ruchy.
- Nie obchodzi mnie ten człowiek - rzuciła w odpowiedzi na rozkaz Ludwiga i zacisnęła zęby. Miała więc pozwolić mu umrzeć? Taka właśnie była? Ehe. Miej w poważaniu innych, dbaj tylko o siebie, wkrótce zostaniesz sama aż do usranej śmierci. To raczej nie była idealna wizja przyszłości.
- Kuźwa - dodała jeszcze, ale tamten jej raczej nie słuchał, bo już krzątał się gdzieś przy szafkach. Podniosła się do siadu, mocno podpierając się na rękach i złapała obiema rękami za nogawkę dresów uszkodzonej nogi. Zupełnie tak, jak to zrobiła w podziemiach, w pracowni. Pociągnęła w bok, powodując przemieszczenie kończyny, z czym wiązała się kolejna dawka bólu. Nie pozwoliła mu wydostać się w postaci krzyku. Dźwignęła jeszcze resztę swojego ciała, przesuwając się na krawędź materaca.
Teraz, kiedy już mogła w miarę spokojnie dosięgnąć głowy chłopaka, położyła się całkiem na łóżku. Wyciągnęła rękę w bok, przykładając ją do miejsca, w którym, jak mówił szanowny pan konserwator, przesiąkała krew. Liczyć tętno? Kim ona u diabła była, pielęgniarką?!
- Zamknij się, Ludwig - powiedziała cicho, dalej nie mogąc zrozumieć całego tego zamieszania. No dobra, niby ktoś umierał, ale tak bardzo poświęcać się dla obcego? A może go znał? - Jeśli będzie miał przeżyć, to przeżyje. Wszystko zależy od jego woli życia. W ogóle, przykryj go czymś, przemakające bandaże raczej go nie ogrzeją.
Postanowiła nie pytać, co wstrzyknął do organizmu tego biedaka. Niech się dzieje co chce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cadoc de Cornvalie
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 100
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Czw Maj 22, 2014 7:18 pm

Poczuł się tak, jakby ktoś go w coś owijał. Niemniej, bandaże zawsze były jakąś poprawą, której i tak nie poczuł. Ból jak był, tak dalej egzystował.
Nie wiedział dlaczego, ale uniósł się w górę. A teraz co? Idę do nieba? - zdziwił się. Nie był specjalnie pobożny, a w zasadzie sam nie wiedział w co wierzyć, co było dostatecznie dobrym powodem, aby nie zaznał zbawienia.
Opadł i jakoś tak wyszło, że było mu całkiem wygodnie. Miał zupełnie inne wrażenia od leżenia na podłodze... oczywiście w ogóle nie ogarniał gdzie i kiedy leżał. Nie umknął jego przytłumionej uwadze dotyk na szyi, nie znał jednak jego źródła. Po prostu leżał i gapił się w sufit.
Kolejne głosy, kolejne dialogi. Znacznie głośniejsze, znacznie bardziej żywiołowe, pełne emocji. On nie potrafił okazywać aż tylu emocji. Nawet jeśli czuł, nie potrafił mówić i krzyczeć z takim zapałem, z jakim wymieniała zdania pozostała dwójka. Nie był teraz zdolny rozróżnić słów, ale za to rozróżniał unoszące się w powietrzu płonące uczucia.
Wśród całego odczuwanego bólu nagle się pojawiła się wyjątkowa, niepasująca nutka - ukłucie. Jeszcze bardziej było dla niego niezrozumiałe, że widział coraz lepiej, a słowa wydawały się układać w spójną całość.
Parę razy zamrugał, spróbował pokręcić głową, ale rana od ugryzienia dała mu o sobie znać w nieprzyjemny sposób. Kilka spojrzeń wystarczyło, aby stwierdzić, że w szkole istnieje tylko jedno takie miejsce. Był w gabinecie i leżał, a jako, że był obolały i wokół niego trwały gorączkowe rozmowy, wykoncypował, że nie powinien się ruszać. Tak, nareszcie odzyskiwał jako taką "przytomność", chociaż dalej wszystko było nieco niewyraźne.
Głos kobiety na pewno nie był przyjemny, ani miły, raczej szorstki i chłodny. Ale czy on był lepszy?
Patrzył na tak wiele spraw z obojętnością, łaskę oraz niełaskę opierał wyłącznie na swoich własnych kaprysach. Czy tak się godzi? A może tak było łatwiej? Ile jego życie było warte w jednostkach innych od walut?

_________________
Relacje KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virtus Jaquelin
Klasa Czwarta
avatar

Taurus Liczba postów : 433
Join date : 14/12/2013
Age : 23
Skąd : Wałcz/Poznań

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 23, 2014 6:18 pm

Biegłem ile sił w nogach przez korytarz podążając za śladami krwi - "I nikt tego nie zauważył?!" - rzuciłem donośnie w myślach z mocno przejętym wyrazem twarzy - "Poza tym... czemu miałbym do nich biec? Rozumiem, że moja moc można ratować umierających, ale nie powinien tam być lekarz?" - dokończyłem myśl, po czym głośno dysząc wpadłem do gabinetu lustrując tęczowym wzrokiem ludzi dookoła. Bez słowa podbiegłem do osoby, która była ledwo żywa. Nie trudno było ocenić, że był to Cadoc, widząc stan pozostałej dwójki. Ściągnąłem brwi i zmarszczyłem czoło zaciskając widocznie zęby. Obadałem dokładnie jego ciało, aby wiedzieć jak leczyć - "Cholera!... Straszne obrażenia... Zajmie mi to o wiele więcej czasu niż sądziłem, ale dam radę... chociaż nigdy nie leczył nikogo w takim stanie..." - starałem się w miarę szybko i sprawnie ocenić obecną sytuację, po czym ustawiłem prawą rękę nad jego głową, zaś lewą nad brzuchem. Obydwie tak około trzydziestu centymetrów nad ciałem. Zamknąłem oczy i postarałem się skupić. Nic nie mówiłem, bo nie chciałem tracić czasu. Sara brzmiała tak przejęta stanem tego maga, że faktycznie może wyzionąć ducha - "Czas zacząć... ale trochę to potrwa..." - po chwili na ramionach pojawiły mi się mocno widoczne żyły aż po szyję. Moje dłonie zostały spowite zieloną poświatą, która spłynęła na całe ciało pacjenta. Obecnie... ja potrzebowałem skupienia... a chłopak nadziei...

_________________




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ludwig

avatar

Liczba postów : 86
Join date : 15/10/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 23, 2014 9:29 pm

I co teraz miał zrobić? Jakby cały cholerny świat się uwziął i wysypał wszystko, co najgorsze na jego głowę. Może jeszcze brakowało apokalipsy zombie... lepiej, żeby nie wykrakał tego. Co, by było wtedy? Eh, a do tego jeszcze postawa Zen. Może nie przepadała za innymi, nie słuchała się starszych, była w gorącej wodzie kąpanej oraz kochała bić się, ale tu chodzi do cholery jasnej o ludzkie życie! On też go nie znał tak dokładnie, by coś o, nim powiedzieć, ale jednak starał się utrzymać jego osobę przy życiu jak tylko mógł, a przecież mógł wzruszyć barkami i powiedzieć " Nie jestem lekarzem" bądź cokolwiek innego. Ale nie, dla niego ludzkie życie coś znaczyło i chciał je utrzymać tak długo, jak był w stanie. Póki nie zjawi się pomoc.
A zjawi się? Sarze mogło coś się stać i teraz ona jest umierająca?! Zacisnął zęby z oczyma i wyciągnął z ciała chłopaka pustą strzykawkę. Widać było, że adrenalina zadziałała tak jak miała na jego ranny organizm. Teraz tylko mogli czekać a Ludwig zaś musiał wypierać się myśli, by wybiec i zacząć szukać Sary.
Co do słów Zen, może miała rację? Może on nie chciał żyć? Może tylko niepotrzebnie wydłużali jego cierpienia? Co wtedy? Będzie tym dobrym czy złym? Śmierć nie jest najlepszym rozwiązaniem problemów, ale zawsze jakimś jest, a tym bardziej, jeżeli wierzy się w coś po śmierci. Jeżeli po śmierci miała, by go czekać pusta to wolałby cierpieć tu - na tym padole łez.
I jak grom z jasnego nieba pojawił się wyczekiwany uczeń. Konserwator westchnął krótko i nawet się nie dopytywał. Jego mina dokładnie wyrażała stan w jakim był Cadoc. Niemiec tylko położył dłoń na nadgarstku Zen i odsunął go. Zrobił to głównie dla tego, że część leczniczej mocy mogła przechodzić bezpośrednio na dziewczynę tym samym pogarszając sytuację osoby, która jest krok od śmierci. Nie mając co już robić - zaczął sprzątać bałagan jaki się zrobił z krwią. Aż ciarki go przechodziły, gdy wyobraził siebie przed lustrem, jak źle wygląda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Furia

avatar

Liczba postów : 28
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 23, 2014 11:59 pm

No i masz, trzymała właśnie dłoń na krwawiącej szyi chłopaka, którego nawet nie znała. Po co? Jego tętno nie zdawało się zwalniać. Może to przez to, co wstrzyknął mu Ludwig? Cholera go wie. Może powinna była ją już zabrać? Nie. Zdecydowanie nie chciała się ruszać. Wystarczająco sponiewierała już swoją uszkodzoną kończynę. I jeszcze wpieprzył jej się w całą sprawę jakiś umierający koleś.
Na szczęście jej niezbyt kolorowe myśli przerwał jasnowłosy uczeń, który dopiero co pojawił się w drzwiach. Wyglądał na mocno zmęczonego, więc ktoś (w domyśle: Sara) musiał go tu przysłać, stąd ten pośpiech. Ciekawe co mu powiedziała, że wprawiła go w taki bieg. A może sam przybiegł, chcąc uratować ludzkie życie? Chrzanić to. Guzik ją to obchodziło. Odetchnęła głęboko, przymknęła na chwilę oczy, po czym spojrzała na twarz rannego. Czyżby stawała się trochę podirytowana całą tą sytuacją? To nie było właściwe. Wcale nie była bezdusznym potworem.
Przyglądała się więc w milczeniu jak Virtus podchodzi do zabandażowanego chłopaka i jak rozkłada nad nim ręce. Chciała zabrać swoją dłoń widząc magię w akcji, ale Ludwig ją wyprzedził. Tym razem nie zaczęła pyskować, nie posłała mu nawet wrogiego spojrzenia. Ułożyła rękę wzdłuż ciała, nie dbając o to, że krwią, jaka znalazła się na jej skórze, zabrudzi prześcieradło czy nawet swoje ciuchy. Cały czas obserwowała proces uzdrawiania. A może przywracania do życia? Wszyscy naprawdę usiłowali go uratować. Za wszelką cenę. Dziwne. Ludzie rzeczywiście są wielką zagadką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cadoc de Cornvalie
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 100
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 24, 2014 7:45 am

Pośpiech Virtusa był jak najbardziej wskazany. Tak się złożyło, że lekarza nie było w momencie, w którym ludziom zaczęły się dziać niemiłe rzeczy. Cóż, zdarza się.
Faktem niezaprzeczalnym było, że przypadek Cadoca był opłakany i dość rzadko spotykany, ale tak bywa, kiedy dochodzi do bliskiego spotkania pechowego faceta z nieśmiertelną sadystką nimfomanką. Tak się też złożyło, że na pewno nikogo nie ostrzeże przed tą osobniczką, gdyż wyżej wymieniona zadbała o utratę pamięci przez chłopaka.
Innymi słowy, uczniowie umazani we krwi od stóp do głów przestaną być rzadkością. A więc jeśli lekarz nie wróci, to i młodociany szkolny uzdrowiciel będzie miał ręce pełne roboty.
Ale w tym momencie Kornwalijczyk myślał bardziej o sobie, niż o innych. Nie zapowiadało się, aby potrafił ostrzec kogokolwiek przed złem czającym się w szkole. On sam oraz stan w jakim trafił do tego pomieszczenia były najwyraźniej dostatecznym ostrzeżeniem.
Oprzytomniały odczuwał ból wyraźniej. Zauważył jakiegoś blondyna i wywnioskował, że musi tu przebywać od niedawna, chyba, że od czasu jego przybycia się nie odzywał. Teraz też w sumie się nie odzywał, a on nie wiedział, kiedy i jak tu trafił. Jego zakrwawiony szlak z podziemi był dla niego snem, który niemal w stu procentach zdążył wylecieć mu z głowy.
Patrzył ze zdziwieniem, jak mag ustawiał ręce ponad jego ciałem. Cadoc też był magiem, więc nie powinno go to zaskakiwać, ale okoliczności go usprawiedliwiały. Z trudem ogarniał aktualną sytuację, która wcale nie była skomplikowana. Ot, po prostu umierał, a jak będzie miał farta, to nie umrze.
Szkoda było znikać z tego świata, zostawiając swój ród bez dziedzica. Z drugiej strony zapisałby się w historii jako ostatni "Kornwalijczyk". Głupio z kolei wyjdzie, kiedy majątek, który powinien w całości odziedziczyć, zostanie rodzielony na wiele części przez jakże sporą rodzinę jego matki. Ahhhh... no tak, ostatnio rodzice mu pisali, że jest zaręczony. Chyba jednak musi przeżyć, aby nie zawieść nie tylko swojej rodziny, ale też rodziny przyszłej panny młodej.
Utwierdził się w przekonaniu,  że chce żyć, inna sprawa że z tak błahego powodu. Możliwe jednak, że właśnie wysysano mu duszę. Albo robiono z nim coś o wiele gorszego. Nie był tego pewien.
Mimo swoich absurdalnych przypuszczeń, przyjął tą pomoc z optymizmem. Jeśli właśnie go zabijano, to i tak nie potrwa to długo. A jeśli jego rany się zasklepiały dzięki tej magii, to też nie musi się przejmować.

_________________
Relacje KP


Ostatnio zmieniony przez Cadoc de Cornvalie dnia Nie Maj 25, 2014 8:40 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ludwig

avatar

Liczba postów : 86
Join date : 15/10/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Nie Maj 25, 2014 8:33 pm

Widząc, że sam Virtus jest w pełni skupienia nad leczeniem Cadoca w opłakanym stanie, a Furia grzecznie, jak na nią, leży i czeka na swoją kolej, mógł bez problemu skończyć czyszczenie podłogi. Posłużyła do tego mu rolka ręczników papierowych. Nie były idealnym środkiem czystości i w chwilę zamieniły się w czerwoną breję, lecz je mógł, choć wyrzucić do śmietnika. A z plamy krwi zostały tyko różowe ślady i kreski na płytkach na podłodze. Jeszcze zapewne przez jakiś czas utrzyma się specyficzny metaliczny zapach krwi przypominający rdzę bądź rozgrzany metal. Chociaż wydawało, by się to dziwne, mimo na początku drażniącego zapachu, teraz czuł lekką przyjemność. Przecież sam niemal podobnie pachniał, tak.... przecież sam był cały we krwi. Jedyną zachciankę którą teraz miał w głowie to przebrać się i wziąć ciepłą kąpiel, lecz zapach tylko, by osłabł.
Pozostawił resztki do wyschnięcia i usiadł na łóżku Zen. Ostrożnie, ponieważ mimo wcześniejszych złośliwości nie chciał na prawdę, by coś złe go się jej stało, żeby coś WIĘCEJ złego się jej stało.
- Umówmy się, że spadłaś z schodów i wylądowałaś na kolanie podpierając się rękoma. Ja cię znalazłem i tu przyniosłem. - powiedział szeptem do niej widząc, że uczeń, który leczył innego był, nim całkiem zajęty.
Po tych słowach Ludwig wstał i podszedł do drzwi wyjściowych, rzucił jeszcze wzrokiem na osoby w środku. Będą przez to problemy, największym była niewiedza, kto coś takiego czarnowłosemu zrobił. Dyrekcja szybciej czy później się dowie i zapyta, a, wtedy lepiej, żeby śledztwo nie trwało długo.
- Zgłoście się później do opiekunów domu tego chłopaka i poinformujcie o sytuacji. - powiedział spokojnie, jako prośba. Nie zmuszał ich do tego, mogli wzruszyć tylko barkami i uważać, że nic się nie stało, lecz takie podejście do tego - źle, by się dla niech skończyło. A teraz czas na niego. Odwrócił się i wyszedł z gabinetu.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Furia

avatar

Liczba postów : 28
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pon Maj 26, 2014 11:49 pm

Po jakimś czasie oderwała w końcu wzrok od Virtusa, by przenieść go na pana konserwatora. Nie widziała za dobrze podłogi, bo nie chciało jej się podnosić głowy, ale w sumie nie musiała tego robić żeby zorientować się, co Ludwig robi. No cóż, był jedyną wolną osobą w tym pomieszczeniu, niech się sprawdza w roli sprzątacza.
Pociągnęła nosem, zupełnie jakby dopiero teraz wyczuła specyficzny zapach krwi. Prawda jednak była taka, że powoli zaczynała się do niego przyzwyczajać. Tak samo jak do widoku zakrwawionych ludzi. Zerknęła na swoją dłoń i wytarła ją o prześcieradło, zostawiając na nim delikatne, czerwone smugi. Reszta zdążyła już zakrzepnąć, choć i tak nie było tego dużo, bo ktoś tu się sprawdził w roli pielęgniarki. Cóż za wielofunkcyjność.
- Nie waż się... - zaczęła, widząc podchodzącego do niej Ludwiga, ale kiedy zwyczajnie usiadł na jej łóżku, dała za wygraną. Wysłuchała go do końca, z każdym wypowiedzianym przez niego słowem uśmiechając się coraz szerzej. Czyli wygrała, huh. Tylko po co te szepty? Guzik ją obchodziło czy któryś z chłopaków usłyszy o tym, co tak naprawdę się stało. Uczniowie nie byli tacy głupi, by kablować na innych. Zwłaszcza po takich ciężkich przeżyciach. Zaśmiała się w duchu.
Odprowadziła wychodzącego mężczyznę wzrokiem aż po same drzwi, za którymi zniknął. Miał tu z nią siedzieć, ale... niech idzie w cholerę. Wróciła spojrzeniem do leżącego obok chłopaka. Pomilczała jeszcze przez chwilę, w końcu jednak ukazała swoje delikatne zniecierpliwienie.
- Zgaduję, że po ożywieniu tego umarlaka nie wystarczy ci energii na moją nogę - spytała, a może raczej stwierdziła. Skoro gość był wyraźnie skupiony nad swoją pracą, mógł jej nawet nie usłyszeć. Gdyby oczekiwała odpowiedzi, a jej nie otrzymała, tylko niepotrzebnie by się wkurzyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virtus Jaquelin
Klasa Czwarta
avatar

Taurus Liczba postów : 433
Join date : 14/12/2013
Age : 23
Skąd : Wałcz/Poznań

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Wto Maj 27, 2014 2:34 pm

Pierwsze krople potu zaczęły pojawiać mi się na twarzy po dłuższym czasie uzdrawiania poszkodowanego - "Nigdy nie widziałem kogoś tak poszkodowanego... jak on mógł się dopuścić do takiego stanu?" - nie miałem kompletnie pojęcia co stało się wcześniej, ale myśli zbiegały mi się w jedno - cała trójka z czymś lub kimś musiała się zmierzyć. Co jak co, ale w obecnej sytuacji nic innego nie przychodziło mi do głowy, jako że byłem skupiony na Cadocu. I jeszcze ten mężczyzna... czemu wyszedł tak szybko? Był w to wszystko zamieszany w jakiś sposób? Powoli uchodząca krew z mojego nosa i kapiąca na podłogę była oznaką zbyt intensywnego korzystania z mocy leczenia - "Cholera... czyli chłopak miał jeszcze jakieś obrażenia wewnętrzne... Szkoda, że nie wiedziałem wcześniej, no ale trudno. Przecież nie przestanę w tym momencie." - komentowałem cały czas w myślach. Cadoc właśnie w tym momencie mógł czuć się prawie jak nowo narodzony, za to ja.... ja skończyłem swoją robotę odnośnie ucznia z Saevy. Wyprostowałem się i starłem krew spod nosa otwierając ostatnią paczkę chusteczek truskawkowych. Następnie przecierając oczy odparłem dziewczynie - Ordinarium nie zna pojęcia braku sił. - pomimo niewiedzy, albo inaczej "braku diagnozy" moja moc pozwalała mi wyleczyć prawie każdą ranę kosztem zmęczenia, bądź krytycznego wyczerpania w zależności od obrażeń obiektu. Trzeba też przyznać, że uzdrowienie chłopaka nie należało do najłatwiejszych... i kosztowało mnie sporo sił - "Ciekawe co z nią jest nie tak... Nie wygląda na szczególnie poturbowaną." - wyciągnąłem ręce przed siebie i zamknąłem oczy, po czym zielonkawa chmurka zaczęła spokojnie lecieć w stronę ciała dziewczyny, aby uporać się z jej dolegliwościami. Katar, gorączka, omdlenie, złamanie, zniszczona wątroba lub inne? Nie ma problemu. Potrzebuję tylko czasu. Powoli zaczynałem odczuwać uporczywe promieniowanie niewielkiego bólu głowy.

_________________




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cadoc de Cornvalie
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 100
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Wto Maj 27, 2014 3:20 pm

Ostatecznie nie zabrano mu duszy. Chyba. Nawet jeśli, to czuł się lepiej. Może wyzbycie się duszy jest drogą do szczęścia?
Cadoc był już taką osobą, która nie krzyknie na pół szkoły "Ja żyję!", chociaż chwilę temu był u brzegów Styksu. Nie chodziło tu o wstyd, po prostu to było... dziwne? Kogo w ogóle obchodziło jego życie?
Na pewno obchodziło ono jego wybawiciela z Ordinarium. Nieważne, co myślał, i tak w jego umyśle zagnieździło się poczucie wdzięczności do Virtusa.
- Dziękuję. Kiedyś się odwdzięczę - możliwe, że wszyscy tak mówią, a potem zapominają o swoich długach. Ale przecież nie mógł tak po prostu ignorować takich czynów. Z pewnością zaraz by się przedstawił i wymienił uścisk ręki, gdy sobie coś uświadomił... On był kimś wielkim. Tak po prostu wziął się za następnego rannego nie zważając na siebie. Może to była lekkomyślność, a nawet głupota, ale któż potrafił dzisiaj najzwyczajniej w świecie zapomnieć o sobie? Jego usta wygięły się w uśmiechu, a on nie okazywał uczuć bez powodu. Do wielu ludzi miał szacunek ze względu na maniery oraz zwyczaje, ale bardzo wąską grupkę darzył szczerym uznaniem płynącym z głębi serca. Virtus właśnie trafił do tej nielicznej garstki.
Czy on w ogóle się z kimś zmierzył? W pamięci zapisał się tylko niewyobrażalny ból oraz dziewczyna. Czy doszło do jakiejś walki? Na pewno coś z nią robił i na pewno nie jest już prawiczkiem, jednak nie sądził, że jest co świętować. Prawdopodobne jest, że miała swoje uczestnictwo w ranieniu go, ale co z tego, skoro nawet nie kojarzył jej twarzy? Mimo to, ta sprawa go wyjątkowo ciekawiła, w końcu miał lukę we wspomnieniach. A jeżeli ma się coś takiego, to chyba to było coś interesującego.
Spróbował ustalić bieżące fakty, skupiając się. No więc szedł sobie przez lochy, ciężko powiedzieć dlaczego, a tu nagle... Okej, jednak na razie nie da rady. Za to zrozumiał, że jest nagi. Tyle dobrego, że w pobliżu leżała gdzieś na podłodze jego laska. Nawet jeśli był o dziwo cały i zdrowy, dalej był umorusany we krwi. Skoro zapaskudził na czerwono prześcieradło, natychmiast się nim owinął. Liczył, że pyskata dziewczyna obok nie przyglądała się bacznie jego męskości. Nadzieja umiera ostatnia.
Więc co teraz? Dalej tylko w milczeniu patrzył na rozwój sytuacji. Uzdrowiciel chyba teraz kiepsko się trzymał i może niedługo stracić przytomność, na pewno zarobił co najmniej zadyszkę. Przez ten czas odpocznie i sobie poukłada wszystko w głowie. To znaczy to, co pamięta.

_________________
Relacje KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Furia

avatar

Liczba postów : 28
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Wto Maj 27, 2014 8:41 pm

I co, to już? Był całkowicie wyleczony? Zmrużyła podejrzliwie oczy, kiedy leczenie Cadoca zostało zakończone. Nawet na tak ciężkie obrażenia wystarczyło tak niewiele czasu? Myślała raczej, że potrwa to jeszcze kilka godzin, jeśli nie dłużej. Taka moc mogła być bardzo przydatna. Cóż, była przydatna. I właśnie dla takiej osoby jak ta tutaj, która rwie się do pomocy nieznajomym, nie zadając żadnych pytań.
Nie umknęła oczywiście jej uwadze krew sącząca się z nosa blondyna. Nie zna pojęcia braku sił? Szkoda, że jego organizm wyraźnie temu zaprzecza. Jej obrażenia nie powinny być aż tak ciężkie do zlikwidowania, ale jednak również wymagały zużycia pewnej ilości energii. Co się stanie, gdy chłopak przekroczy granicę? Straci przytomność? Umrze? Powinno ją to w ogóle interesować?
Chwila, powiedział Ordinarium? Pogrzebała w pamięci, próbując wyszukać w jej odmętach twarz chłopaka. Byli z jednego domu, a ona go nie kojarzyła? Totalna beznadzieja. A gdyby okazało się, że również z tej samej klasy... Chociaż nie, miała prawo nie znać ludzi ze swojej klasy. Jeśli już ruszyła zadek na lekcje, i tak na nich spała albo robiła wszystko, czego robić nie powinna. No i przecież wciąż była o rok starsza, więc z tą grupą miała do czynienia dopiero od kilku miesięcy. Zawsze to jakieś wyjaśnienie.
- Może to tylko złamana kość w kolanie, a nie głębokie rany cięte, ale spróbuj nie mdleć - rzuciła w odpowiedzi, patrząc jak zmierza ku niej moc Virtusa. Normalnie byłaby dość sceptycznie nastawiona do umiejętności uczniów, ale nie chciało jej się już kłócić. Dodatkowo wizja wyleczonej nogi wyglądała obiecująco. To nie tak, że mu zaufała. Potraktowała jego pomoc jako ostateczność.
Później jej uwagę zwrócił nagły ruch osóbki, która jeszcze przed chwilą nie mogła ruszać się w ogóle. Owinął się prześcieradłem? Czyli Ludwig jej nie posłuchał i niczym go nie przykrył. Dopiero teraz się zorientowała, więc nie, nie przyglądała się bacznie jego męskości. Ale skomentować nie zaszkodzi, nie?
- Nie bój się, bardziej interesowała mnie jego moc, a ręce trzymał trochę wyżej - rzuciła niby obojętnie, nie mając nawet pojęcia czy przykrył się, bo uznał, że tak wypadało, czy się wstydził. A może było mu po prostu zimno? No, kogo to obchodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virtus Jaquelin
Klasa Czwarta
avatar

Taurus Liczba postów : 433
Join date : 14/12/2013
Age : 23
Skąd : Wałcz/Poznań

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Czw Maj 29, 2014 1:41 pm

- "Przeziębiony, lekko zdyszany i niewyspany sprawiłem, że jedna osoba pożyje o kilka dni dłużej, jakaś druga istotka już nie będzie musiała się martwić o bóle nogi, za to moja dziewczyna leży gdzieś w innym pokoju będąc leczoną przez demona. No po prostu super... lepiej być chyba nie mogło..." - przerzuciłem tęczowy wzrok na twarz Furii i odparłem zmęczonym głosem - Złamanie czy nie... i tak nie będzie problemu... - lekko przymknąłem powieki, aby dać odpocząć oczom, po czym otworzyłem je ponownie szeroko i rzuciłem do Cadoca - Potrafię Cię wyleczyć, ale nie przywrócić Ci energię do poruszania się. Dobrze by było, gdybyś odpoczął jedną lub dwie godziny zanim zaczniesz chodzić. - przestałem leczyć dziewczynę, z którą nie powinno już być problemów - Nie wiem co Wam się stało, ale lepiej albo to zgłoście, albo uważajcie, żebyście następnym razem nie zginęli, bo patrząc po nim... - skinąłem głową w stronę chłopaka - ...wcale nie wygląda mi to na pozostałości po zleceniu dla magów. - przetarłem jeszcze oczy kierując się ku drzwiom - Virtuoz jak zwykle do usług. - rzuciłem od niechcenia. Przed postawieniem nogi przez próg jednak jeszcze na chwilę się zatrzymałem dodając na koniec bardzo poważnym i chłodnym tonem - A jeśli to miało coś wspólnego z demonami... - spojrzałem w ich stronę, po czym dokończyłem - ...to dajcie mi znać. - a później już w końcu wyszedłem.

z/t

_________________




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cadoc de Cornvalie
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 100
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Czw Maj 29, 2014 3:14 pm

- Jasne... - tylko tyle zdążył powiedzieć, zanim blondyn wyszedł z pomieszczenia. Prawdopodobnie się gdzieś śpieszył. Bywa i tak.
Chociaż Virtus był niewątpliwie wycieńczony, najwyraźniej nie utracił nic ze swojego "wdzięku", jeżeli wolno tak mówić o mężczyznach. Profesjonalny od początku do końca, nie tracił czasu na zadawanie zbędnych pytań, od razu wiedział, co ma robić. Chociaż była to postawa godna podziwu, Cadoc nie czuł, że chciałby być kimś takim. Albo inaczej, na pewno trudno jest być kimś takim. A nie wiąże się to koniecznie z życiowym spełnieniem, czy choćby najzwyklejszym szczęściem. Oczywiście posiadacz mocy, której dopiero co zasmakował, musiał mieć jakieś poczucie misji. Widocznie rozumiał, że dostał w swoje ręcę taką potęgę aby służyć dobru.
Uśmiechnął się pod nosem. Kiedyś będzie musiał go zaprosić na herbatkę i jeszcze raz podziękować. Herbatkę. Herbatę. Herbatę!
Herbaty! - krzyczał głos w jego umyśle, ale tak jak powiedział uzdrowiciel, nie mógł znaleźć w sobie siły na bardziej wymagające ruchy. Opadł na łóżko. I tak był nagi, więc chyba wyjdzie stąd w nocy. Z drugiej strony pragnienie napojenia się herbatą było nie do zniesienia. Dopiero wyrwał się śmierci, a miałby znowu odchodzić od zmysłów, tym razem przez swój nałóg? To byłoby bardzo głupie.
Ostatecznie ułożył się wygodnie, kątem oka zerkając na pobliską dziewczynę. Nie miał ochoty się odzywać, więc może zapanuje zwykła cisza. Nie miał nic przeciwko, podobnie było z pogawędką. Zorientował się już, że Furia nie jest towarzyską osobą, co było dodatkowym argumentem przemawiającym za zachowaniem milczenia.

_________________
Relacje KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Furia

avatar

Liczba postów : 28
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Czw Maj 29, 2014 9:27 pm

Kiedy tylko Virtus przestał kierować w jej stronę swoją moc, od razu poderwała się do siadu. Położyła ręce na kolanie i przycisnęła, jakby kompletnie nie wierzyła, że już jest po wszystkim. Nawet jeśli przed chwilą była świadkiem uzdrowienia umierającego człowieka. Dopiero po pewnym czasie zorientowała się, że rzeczywiście nic ją już nie boli. Zgięła powoli nogę. Działała prawidłowo.
- Dzięki. - Zsunęła obydwie kończyny z łóżka, dotykając stopami podłogi. Jej głos wyrażał bardziej zdziwienie niż szczerą wdzięczność, ale gdzieś tam w głębi duszy skrywała podziw dla jego umiejętności. Może nie czuła się jego dłużniczką i mogłaby nie przyjść mu z pomocą, gdyby takowej potrzebował, ale na pewno nie usiłowałaby go skrzywdzić w żaden sposób. W końcu miał jej pomóc lekarz, a on napatoczył się przypadkowo, nie była mu nic winna.
- Skoro nie zlecieli się tu nauczyciele, nie mam zamiaru niczego zgłaszać. Sama się z nim rozliczę - rzuciła dość ponuro w przestrzeń, odzywając się wbrew oczekiwaniom Cadoca. - Zwłaszcza, że do demona temu dupkowi daleko.
Podniosła się powoli, niepewnie stawiając złamaną wcześniej nogę na ziemi. Cholera, jakież to było przydatne. Możesz się łamać i łamać do woli, a później i tak zostaniesz wyleczony, podczas gdy dla większości zwykłych ludzi takie wypadki skończyłyby się kalectwem.
- Ale chyba ty powinieneś to zgłosić. Byłam pewna, że jesteś trupem. Nie pomogę ci dojść do gabinetu dyrektora, więc serio sobie odpocznij. Na razie.
Jakie to miłe uczucie znów czuć władzę w nogach. Tak miłe, że traciło się ochotę na wszelkie pyskówki i złości. Nie odwracając się już w stronę chłopaka, ruszyła w kierunku wyjścia. Właściwie mogła zostać i wypytać go o okoliczności wypadku czy czego tam doświadczył, ale nie należała do osób ciekawskich. Nie jej sprawa, więc nie będzie drążyć. Miała swoje życie i nie potrzebowała wpieprzać się do życia innych.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cadoc de Cornvalie
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 100
Join date : 22/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 30, 2014 7:29 pm

Dziewczyna widocznie również szykowała się, aby go opuścić. Najwyraźniej nie istniał w niej instynkt nakazujący pomagać słabszym. Mam nadzieję, że nie ona jest moją narzeczoną - pomyślał. Nieco się tego obawiał, ponieważ wydawała się mieć nieco orientalną urodę, a przeznaczona mu druga połówka miała jakieś azjatyckie nazwisko. Szczególnie go przerażały maniery pannicy, przede wszystkim sposób wypowiedzi. To mocno odpychało ludzi pokroju Cadoca, którymi się prawdopodobnie w ogóle nie przejmowała. Może nawet nimi gardziła.
On raczej nie myślał o zwyczajnych śmiertelnikach, którzy na jego miejscu już pewnie by byli owijani w białe płótno, ewentualnie wsadzani do trumny. Był z niego egoistyczny typ, ale i tak pomagał innym, jeśli tego potrzebowali, głównie dla zabicia czasu oraz nudy.
Westchnął, spoglądając jak Zhenzhen opuszcza pomieszczenie wspominając coś o meldunku do dyrekcji. Nie miał ochoty bawić się w szczegółowe raporty z wydarzeń, których nie pamięta. Dopóki nie odzyska wspomnień, nie zamierzał niczego z tym robić. Żadnego śledztwa, ewentualnie może spróbować poszukać tamtej tajemniczej dziewczyny, której wygląd wyleciał mu zupełnie z głowy.
Gabinet był moment później opustoszały i tylko on tutaj pozostał. Zmęczenie dało mu o sobie znać ziewnięciem, którego nie był w stanie powstrzymać. Zawinięty w zakrwawione prześcieradło zamknął oczy.
Kiedy się rozbudził, panowała już pernamentna noc. Czuł się znacznie lepiej, dlatego też spróbował wstać. Pozwolił sobie na uśmiech, kiedy już odniósł sukces mimo początkowych trudności. Zdecydowanie nie mógł na razie biegać, ale i tak było dobrze.
Owinął się we wspomniane prześcieradło. Nikt nie będzie za nim tęsknić, nikt nie będzie szukał "złodzieja". A on potrzebował go, aby się prześlizgnąć do dormitorium Saevy, a potem do swojego pokoju.
Droga jednak ponownie okazała się być nieznośnym doświadczeniem. Brak herbaty dotkliwie na niego działał. Z rozmazującym się wzrokiem i falami dreszczy przechodził przez ziejące pustką korytarze, licząc, że nie natrafi na amatorów nocnych spacerów.
W końcu wszedł do swojego pokoju i natychmiastowo przystąpił do robienia upragnionego napoju. Napoiwszy się, poszedł spać, tym razem we własnym łóżku.
Tak właśnie się kończy śmiertelnie szalona przygoda znudzonego życiem Kornwalijczyka.

[z/t]

_________________
Relacje KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet Szalonego Lekarza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Gabinet Banshee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: St. Francesa :: Parter-
Skocz do: