IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Gabinet Szalonego Lekarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
William Ferrant Worthtony
Doktor
avatar

Libra Liczba postów : 8
Join date : 02/11/2013
Age : 22
Skąd : Finlandia

PisanieTemat: Gabinet Szalonego Lekarza   Pon Lis 11, 2013 8:55 pm

Gabinet Lekarski, czyli miejsce gdzie szalony doktorek leczy chorych.

Opisik dopisze się później...

Osoby z obrażeniami odsyłane są do mnie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 10, 2014 12:17 pm

    Tup, tup, tup.. Sara robiła bardzo cichutkie, ale żwawe kroki w znanym tylko i wyłącznie dla siebie kierunku. Miała pewien plan i okazję jedną na milion jeżeli chodzi o owego zrealizowanie. Słyszała bowiem, że Dr. William nie pokazywał się od jakiegoś czasu, a jego gabinet stoi z zapełnionymi od leków półkami. Potrzebowała tego, musiała to mieć. Będąc już blisko rozglądnęła się, upewniając czy aby na pewno nikt jej nie zauważył. Jej wzrok nikogo nie dosięgnął, wyciągnęła z kieszeni wsuwkę. Ot co, pewnie niektórzy stwierdzają "Drzwi dla maga? Nic trudnego, to w końcu mag, może je roznieść w pył!". Sara jednak nie miała nic takiego w planach. Przystanęła na ludzkich sposobach, fakt faktem niektóre z nich były po prostu fenomenalne. Niby tak tych ludzi się nie szanuje, co jest dwustronne, ale Sara jakoś miała przeciwne do tego podejście. Nie uważała ich za debilów, może nawet podziwiała, że mimo braku magii wymyślili tyle przydatnych przedmiotów, z których nawet ona sama potrzebuje skorzystać. Świat magii bez ludzi? Nuda. Właściwie to zawsze przeglądała ogłoszenia z misjami, szukając takiej, która pozwoli na wyjście poza teren miasta. Można to uznać za jej drobne marzenie? Przebywać pośród ludzi? Chyba tak. Jednak wróćmy do tego, co dzieje się na parterze Francesy. Aktualnie wykonywała własną misję. Nie czaiła się, nie skrywała. Starała zachowywać się naturalnie, jakby nigdy nic. Wsunęła wsuwkę w otwór drzwi, drugą ręką złapała za klamkę. Lekko wytrzeszczyła oczy. Otwarte... Tak, cała akcja z wsuwką od ludzi nie była potrzebna. Otworzyła delikatnie drzwi i wpadła szybko do środka, nie chcąc dłużej przebywać na korytarzu gdzie w każdej chwili może na kogoś wpaść. Gabinet wyglądał jak każdy inny. Biurko, papiery, waga, ulotki zachęcające do zdrowszego odżywiania, półki z lekami.. Te ostatnie najbardziej interesowały panienkę Chanakye. Podeszła do nich. Musiała stanąć na palcach żeby móc po nie sięgnąć. Głupi wzrost.. Przeklinała się w myślach, ledwo dotykając buteleczek. Brała po jednej, czytała ulotki i odkładała na miejsce. Zdecydowanie szukała jakiegoś konkretu. Skupiła się na tym, otóż to. Nagle jednak, usłyszała coś. Odwróciła się za siebie, trzymając w ręce jedną z buteleczek. Ktoś nacisnął na klamkę, co dokładnie zauważyła. Po mnie.. Przelękła się, jednak nie na tyle żeby stać sztywno w miejscu. Schowała się pod biurko.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Zygmunt Ferdynand
Woźny
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 26/04/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 10, 2014 12:50 pm

Gabinet lekarski był kolejnym zleceniem Zygfryda, biorąc pod uwagę fakt że nie wiedział czego się spodziewać, uzbroił się w szczotę i pierzasty wytwór do kurzu. Skoro po doświadczeniu ze szklarni, mężczyzna był przekonany że sam gabinet lekarski będzie również przypominał groteskową wystawę ludzkich szczątków, bardziej lub mniej rozłożonych. Jeden z uroków należenia do personelu uczelni był pęk kluczy który wisiał spokojnie z pasa mężczyzny. O dziwo choć pęk był dość sporych rozmiarów, mężczyzna poruszał się z wystarczająca gracją by nie wydawać żadnych metalicznych dźwięków. Mając przez ten cały czas głowę pełną myśli prawie by przeoczył fakt że drzwi były otwarte, choć sama administracja upewniała go że gabinet był chwilowo nieczynny i wszystkie sale powinny być zamknięte. To połączenie faktów od razu oczyściło umysł Zygmunta i zaraz mężczyzna był przepełniony podejrzliwością i zaciekawieniem, w równej proporcji. Otwierając spokojnie drzwi wszedł do środka i niczym sokolim wzrokiem obadał całe pomieszczenie. Pierwsze co rzuciło mu się w oczy to kurz, oczywiście obecny element stagnacji. Lecz bardziej niż sama jego obecność, zaciekawiło mężczyznę to iż po wejściu do środka, zamiast zostać być przywitanym przez raptownie wznoszące się kłębu kurzu poprzez nagły przypływ świeżego powietrza, ów kurz już był w ruchu. Uśmiechając się lekko, stawiając dość głośne kroki jak na swój chód, stanął na środku pokoju i pozwolił sobie na kolejne rozejrzenie się. Jego militarystyczna część umysłu wrzeszczała by sprawdzić czy na pewno jest się w towarzystwie samotności, zaś jego sadystycznie-rozrabiacka błagała by pobawić się w kotka i myszkę. Najlepszymi rozwiązaniami najczęściej są te najprostsze.
- Najlepiej by było dla nas obojga, gdybyś wyszedł ze swej kryjówki. - Blef. Zyg byłby dobrym graczem pokera, gdyby miał jakiekolwiek ciągłości do hazardu. Z miną poważną niczym wyciosaną z granitu, nie wyglądał na osobę która jest pełna litości.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 10, 2014 1:01 pm

    Jedyne co dziewczyna widziała z tej pozycji, to nogi. Niemniej jednak owe nie mówiły niebieskowłosej nic, kiedy to przyglądała im się obserwując uważnie każdy krok. Przypalić mu nogi i uciekać kiedy będzie zwijał się z bólu? Przeszło jej przez myśl, nałożyła na głowę kaptur od czarnej bluzy, którą miała dzisiaj na sobie. Charakterystyczny kolor włosów nie zawsze był czymś super. Nie.. Nie mam jeszcze tego po co tu przyszłam. Skrzywiła się delikatnie na buźce, skupiając ponownie na osobniku przed nią. Po nocach nie miała pojęcia kto to może być. Jedno było pewne - żaden uczeń. Po chwili usłyszała donośny, męski głos. Ponownie zlękła się, aby kilka sekund później móc uspokoić i racjonalnie myśleć. Woźny.. Zacisnęła mocno jedną pięść, która leżała na ziemi. Starała się za wszelaką cenę nie zdradzić swojej kryjówki, jednak była tak lipna, że było to nie lada wyzwanie. Nie znała woźnego, widziała nieraz jak kręci się po szkole ale cholera wie, czy zaraz nie złapie ją za nogę i nie zaciągnie do dyrektorki. Nie mogła sobie na to pozwolić. Było dużo innych sposobów, musiała tylko pozwolić pomysłom przechodzić przez jej głowę. A więc plan drugi. Naciągnąć kaptur mocniej i walczyć. Powalić woźnego na ziemię, znaleźć to czego potrzebuję i wiać. Co jeżeli jednak okaże się jakimś bezlitosnym mordercą z magią dużo potężniejszą? Nic o nim nie wiem.. A niech to szlag. Poważnie nie wiedziała co ma ze sobą zrobić, jednak nie miała zamiaru posłuchać mężczyzny. Nadal siedziała cicho, musiała to jakoś rozegrać pokojowo nie zbezczeszczając przy tym nazwiska Chanakya. Tylko jak, no jak!

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Zygmunt Ferdynand
Woźny
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 26/04/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 10, 2014 1:16 pm

Parę chwil przytłumiającej ciszy, no cóż, albo nabyta paranoja po militarnych konfliktach wreszcie odbiera mu zmysły, albo osóbka stara się grać tą trudną do zdobycia. Robiąc szybki rachunek sumienia, doszedł do wniosku skoro i tak "teoretycznie" jest sam w gabinecie, można tą samotność wykorzystać. Przyglądając się lepiej ścianom, dotarło do Zygfryda że ów sala została zaprojektowana tak by nie przepuszczać za dużo dźwięków dla świata zewnętrznego, ciekawe dlaczego pan lekarz wymagał aż takiej prywatności ze swymi pacjentami. Zostawiając szczotę opartą o ścianę, mężczyzna zaczął wycierać kurze przy pomocy pióropuszka, przy okazji nucąc sobie pieśń w starej łacinie, znaną przez większość demonów jako "Symfonia potępionego umysłu", która brzmiała niczym chaotyczny szept. Gdyby nie fakt że dziewczyna wiedziała że oprócz Zygmunta w pokoju więcej osób nie ma, przez jego cichą pieśń, mogła by przysiąc że słyszała więcej niż dwa głowy. Zaś mężczyzna dobrze wiedział że ta miła piosenka przyprawia śmiertelników o koszmary i niepewność, z ekstremalnymi efektami przytłaczającej paniki, zwłaszcza w tych kościelnych smerfach. Najłatwiejszym sposobem było by oczywiście przywołanie sługi strachu i przestraszenie nawet najpaskudniejszego monstra z najciemniejszych zakamarków tego pomieszczenia. Lecz gdzie było by w tym wyzwanie, czy też zabawa!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 10, 2014 6:26 pm


    Fakt, że mężczyzna zaczął się czymś zajmować bardzo ją ucieszył. Czyżby uwierzył, że nikogo poza nim w pomieszczeniu po prostu nie ma? Zaraz jednak zaczęła słyszeć jego śpiew. Szybko zaczął ją przerażać. Skuliła się, zatykając uszy dłońmi. Może nie był to najlepszy pomysł, bo aktualnie słyszała o wiele mniej. Gdyby ktoś teraz wszedł, albo mężczyzna zakradłby się, bez problemu złapałby ją w swoje sidła. Mimo, że melodia ją przerażała, starała się zachować trzeźwy umysł. Buźka ponownie jej się skrzywiła. Uszy zatkała mocniej. Starała się chociaż zachować zmysł wzroku, więc obserwowała wszystko uważnie. Woźny odwrócił się bokiem do niej. To była jej chwila. Odetkała uszy, starała się skupić na czymś innym. Szybkim ruchem przemknęła na przeciwny bok biurka, przez co mężczyzna był jeszcze metr więcej, dalej od niej. Wyjrzała delikatnie zza metalowego stolika, spoglądając w jego stronę. Ta melodia... Ponownie zasłoniła uszy, chcąc od niej kolejną chwilę odpocząć. To naprawdę ją męczyło. Czy powinna to odebrać jako atak ze strony mężczyzny? Jeszcze nie. Powinna wstrzymać się z użyciem mocy zważając na to, że nie będzie trwać wiecznie. Siedziała teraz na przeciwko półki z lekami. Rzuciła przelotne spojrzenie w ich kierunku i niech to licho trafi. Znalazła tą buteleczkę, której szukała wcześniej. Stała na samym środku. Nie wyjdę bez niej, nie mam mowy. Nie po tym, jak zaszłam tak daleko. Zerwała się na równe nogi, rzucając w stronę woźnego. Rzuciła się na jego plecy, całym ciężarem naciskając na jego ciało. Chciała go po prostu przewrócić, usiąść na nim, przygwoździć go do ziemi cholera. - Słuchaj, poleżysz tak jeszcze przez dziesięć sekund i nikt nie będzie miał problemów. W innym przypadku, rozerwę Ci flaki. - warknęła, zmieniając przy tym nieco swój głos. Już nie był taki wysoki i słodziutki, jak to miała w zwyczaju. Starała się być jak najbardziej przerażająca. Nie zależało jej na tym, żeby woźnemu stała się krzywda. Chciała tylko wziąć buteleczkę i uciec. Nawet miała cichutką nadzieję, że z nim się dogada i pozwoli jej na to, nie wydając jej dyrekcji. Kłopotów, to ona na pewno nie szukała. Nie była jakąś szkolną rozrabiaką, buntowniczką która liczyła swoje pobyty na dywaniku. To pierwsza taka sytuacja, kiedy działa w taki sposób. Jednak innej opcji nie widziała, w życiu nie uzyskałaby pozwolenia na te tabletki. Tak wszystko dokładnie obmyśliła.. Musiałeś akurat teraz zabrać się za porządki?! Przeklinała woźnego w myślach.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Zygmunt Ferdynand
Woźny
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 26/04/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 10, 2014 9:49 pm

Jego przemiła melodia przepełniła całe pomieszczenie. Tak to było dość dobre posunięcie. Zwłaszcza że praktycznie automatycznie pozwoliło to mężczyźnie wyleczyć się z lęku co do swej paranoi. Otóż jego towarzysz "samotność" postanowiła stać się nieco głośniejsza w swym zwykłym zachowaniu, jeden lekki dźwięk zza biurka wystarczył dla Zygfryda by mieć pewność że ostatecznie nie jest sam. O ile leżenie płazem zapewne nocnemu Markowi wychodziło wspaniale, nagłe ruchy zapomniały o poprzedniej gracji. Uśmiechając się złowieszczo, woźny dalej starał się zachować pozory niewinności, co jak co ale nie tylko ma przewagę ze strony administracyjnej, lecz może zaraz uda mu się też zdobyć dominację na polu moralnym. Ah niszczenie swych przeciwników totalnie i bez żadnych skrupułów bywa monotonne, lecz nigdy bez całkowitego spełnienia i satysfakcji. Brudne myśli na bok. Gdy ot kątem oka mężczyzna ujrzał mała spryciule, starającą się jak może by ją nie zauważono, nie mógł sobie pozwolić na zabicie tych nadziei, przynajmniej nie tak szybko. Wszystko wymaga poprawnego wyczucia czasu, każda scena tego przedstawienia musi być profesjonalnie napisana. I tak więc Zygfryd czekał i gdy dziewczyna postawiła stanowczy krok by ot patrzcie, rzucić się na niego, ten po prostu odwrócił się w jej stronę i łapiąc ją obiema rękoma, w niczym ojcowski tulasek (gdyby nie fakt że siła z którą ja trzymał nie wróżyła niczego miłego), trzymał tak ją przez chwilę w powietrzu. Wszystko w swym życiu przeżył ale nastoletnie dziewczyny nigdy na niego tak nie latały. Zawsze jest ten pierwszy raz? Stojąc tak, doszedł do wniosku że dziewczyna się tego nie spodziewała... że mężczyzna może, nie daj boże, nie paść pod jej "kolosalnym" ciężarze. Cóż życie bywa okrutne.
- Cóż my tutaj mamy... o tej pięknej, późnej porze? - O ile może powinien wydawać się bardziej przestraszony, mężczyzna każde słowo wycedził bez emocji, zimnym niskim tonem, o wiele mniej przyjaznym niżeli tym którym wpierw zadeklarował propozycję rozejmu. Jeżeli dziewczyna nie pojęła tego od razu, teraz byłby dobry moment by zrozumieć że pan woźny ni trochu nie boi się uczni. Co za tym idzie jego czarne i nieco puste oczy szukające jej własnych wcale nie wróżyły by Zygfryd miał zamiar się położyć i niczym pies błagać o litość.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 10, 2014 11:03 pm

    Spuściła nisko łeb, kiedy tylko ją złapał. Cholera.. Przewróciła oczami. Prawda jest taka, że ona wcale nie bała się mężczyzny, którego miała przed sobą. Aktualnie uważała go tylko za pionka, szkodnika, który może ją oddać w szpony dyrekcji, jeżeli tylko ją zdemaskuje. Może nie znał jej imienia, nazwiska, ale to zdobyć takie informacje nie jest problemem. To było jej jedyne zmartwienie. Czując jednak na sobie uścisk woźnego, stęknęła. Bolało. Nienawidziła, kiedy ktoś sprawiał jej ból. Zacisnęła mocno pięści, oraz oczy. Mocno się na tym skupiła, na swojej złości, którą aktualnie odczuwała wobec woźnego. Przeszkodził jej w planie, była już tak blisko. W dodatku ten próbuje wyrządzić jej krzywdę, a chciała to załatwić po cichu. Nie, nie może tak być. Nie ma mowy. - Łapy przy sobie, staruszku! - wrzasnęła w jego stronę, unosząc przy tym głowę, kaptur jej spadł, mógł ujrzeć niebieskowłosą, drobną buźkę. Ta jednak nie wyglądała aktualnie przyjaźnie. Otworzyła oczy, które szybko zaczęły jarzyć się czerwienią. Była zła. Ostre lasery zaczęły wydobywać się z jej ślepi, które bezproblemowo potrafią przypalić ludzką skórę. Jeżeli będzie utrzymywać owe czerwone światełko dosyć długo, potrafiłaby go przepalić na wylot. Ot co, agresywna ta Sarcia strasznie jest. W każdym razie zrobiła to tylko z nadzieją, że mężczyzna czując ból puści ją i odskoczy do tyłu. Może nawet wywróci się o jakiś stół, ona weźmie z półki to na co ma chrapkę i ucieknie? No cholera, marzenia. W każdym bądź razie lasery utrzymywała w oczkach jak najdłużej się dało, celując nimi w mężczyznę. - Po prostu już sobie idź, nie zadzieraj ze mną.. - mruknęła, zdecydowanie mógł wyczuć w jej głosie delikatnie prośbę. Tego nie mówiła już agresywnie, poważnie nie chciała się lać z woźnym. Sara nie kolekcjonowała wrogów, nie jarała się kiedy ktoś jej nienawidził. Ona po prostu zawsze broni się atakiem. Tak jak teraz, wystawiając woźnego na granicę życia i śmierci. Ot co.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Zygmunt Ferdynand
Woźny
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 26/04/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sob Maj 10, 2014 11:31 pm

Trzymając tak małą dziewczynę, Zygmunt stracił całą chęć zabawy i niszczenia czegokolwiek. W rękach trzymał bowiem coś co zostało już zniszczone, lub też nigdy do niszczenia się nie nadawało. Czując powoli ból niczym przypalania zapałką i swąd palonego ubrania i skóry, mężczyzna otrząsnął się ze swego chwilowego zamyślenia. Nie pozwalając sobie na kolejne stracone chwile, mężczyzna trzymając dziewczynę za ramiona przekręcił ją o 180% stopni i wycelował jej główką w ścianę.Tym razem już jej nie ściskał jak worek kartofli. Przez chwilę poczuł się jak gdyby dobył nowego rodzaju broni palnej, lecz ponownie, nie mógł sobie pozwolić na dyrdymały.
- Czyli mówisz że przechadzanie się po nocach, w niedostępnych dla uczni miejscach, plus atakowanie bez powodu pracownika akademii jest czymś co można przeoczyć? Masz szczęście że ja tylko tutaj sprzątam, gdyż w przeciwnym wypadku musiałbym cię oddać odpowiednim organom... - Mówiąc, w jego głosie nie było nic z poprzedniego chłodu, jedynie lekkie zniesmaczenie i zmęczenie całą sytuacją. Miał cichą nadzieję że dziecko się uspokoi i nie będzie musiał dodatkowo malować ścian, po dodatkowo wyrządzonych szkodach przez uczennice.
- Po za tym bezczelny atak i zero skruchy nie wypada młodym damom... mam nadzieje że masz dobra historię by mnie przekonać, w przeciwnym wypadku będę musiał to odebrać jako atak z premedytacją... i organy administracyjne będą twoim ostatnim zmartwieniem jak z tobą skończę. - Tym razem to nie był złośliwy komentarz, nie było tam też nic o groźbie, lecz czyste stwierdzenie faktu, iż jeżeli dziewczyna nie przestanie się zachowywać jak dzikie zwierze, woźny będzie musiał ją uśpić i sprawa papierkowa jej rychłej śmierci będzie zmartwieniem na kolejne dni mężczyzny. Gdyż to nie pierwszy i nie ostatni raz jak mężczyzna będzie musiał kogoś zabić, chociażby i za mniejsze powody. Krótka piłka, jeżeli Sara się opamięta, Zyg ją odstawi na ziemię, w przeciwnym wypadku wierzgania się rzuci ją z całej siły o ścianę i korzystając z sytuacji dobędzie pistoletu i zastrzeli dziewczynkę bez zmrużenia oka jeżeli będzie dalej się agresywnie zachowywać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Nie Maj 11, 2014 3:15 pm

    Ludzie, no co jest, przecież on nie może mną przewracać na wszystkie strony jak lalką i to jeszcze wtedy, kiedy przypalam mu skórę. Sara była zirytowana faktem, że jej moc aktualnie nie jest zabójcza. Według niej mężczyzna już dawno powinien zniżyć nisko głowę i przeprosić za tą podłą melodię od której się zaczęło. - To Ty pierwszy zaatakowałeś tą melodią.. - wycedziła przez zęby, nadal nie dezaktywując swojej mocy. Owszem, napierała teraz na ścianę laserami, jednocześnie próbując wydobyć się z uścisku woźnego. Szarpała się na lewo, prawo co właściwie było na nic. - Ciekawe kto będzie miał większe problemy. - dodała, uśmiechając się przy tym czego nie był w stanie zauważyć, zważając na to, że trzymał ją tyłem do siebie. - Wiesz, jestem dobra w zmyślaniu. - nie chcąc trzymać go w niepewności, wzięła tylko glęboki wdech i mówiła dalej. - Jak myślisz, co Ci zrobią, kiedy powiem im, że zaciągnąłeś mnie do gabinetu dyrektora i usiłowałeś zrobić krzywdę? - uniosła pytająco brew, sama się nad tym zastanawiając. Owszem, posuwała się zbyt daleko, jednak żeby chronić własny tyłek, musiała wrzucać do gorącej wody cudze. - Gdybyś spokojnie leżał, kiedy o tym wspomniałam, nikt nie miałby problemów, staruszku. - westchnęła. Przestała naparzać laserem w ścianę, jednak nadal nie dezaktywowała mocy, o nie. Zamiast tego, podniosła jedną nogę do góry, zrobiła ostry zamach i kopnęła z całych sił za siebie, w krocze mężczyzny. - Mówiłam coś o tych łapach. - mruknęła, odwracając się przodem do niego. - Załatwmy to pokojowo, staruszku. Odwrócisz się tyłem do mnie, ja spokojnie coś schowam do kieszeni, przeproszę Cię i sobie pójdę. Co Ty na to? - zapytała, krzyżując ręce na piersi. Jej oczy nadal były przerażająco krwiste, w każdej chwili gotowe do ataku; nie ma co się łudzić, że mają tylko jedno zastosowanie, kochani. Co jest z tym typem, czuję jakby traktował to jako zabawę, niewinną rozrywkę.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Zygmunt Ferdynand
Woźny
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 26/04/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Nie Maj 11, 2014 9:42 pm

Zatem taka była jej odpowiedź, dziewczyna nie wzięła pod uwagę tego jak bardzo mężczyzna przykłada się do swej pracy i to że na pokojowe rozwiązanie konfliktu, zareagowała niszczeniem mienia szkolnego. Tutaj szala się przelała, ot co, mężczyzna zmienił swe nastawienie to pyskatej smarkuli, skoro nie pokojowo można zrobić to też i mniej elokwentnie.
Kiedy tylko dziewczyna zaczęła wzmiankę o problemach, one były jego najmniejszym zmartwieniem. Zmieniając uchwyt na dziewczynie, złapał ją lewą ręką za głowę i trzymając mocno wbił paznokcie w skórę na skalpie, pozbywając jej paru kłaków. Niemalże w tym samym momencie jego prawa dłoń powędrowała na kołnierz koszuli dziewczyny i niczym stalowa klamra, zacisnął się nań. Następne dwie sekundy przemknął przed oczami dziewczyny niczym przejażdżka na rollercoasterze, gdyż Zygfryd zrobi wykrok do przodu, trzymając nadal swą ofiarę za kłaki i zmiażdży twarz dziewczyny z biurko za którym to tak się chowała przed nim. I nie, nie mowa tutaj o klapsie w nadgarstek, a o sile która ma złamać dziewczynie nos, możliwie połamać szczękę i odebrać jej przytomność i przy okazji parę zębów. Skąd ta nagła zmiana nastawienia? Zyg nie daje słów na wiatr i jeżeli ktoś jest wystarczająco głupi by nie pojąć że śmierć stoi za rogiem i należy zawrócić, ten musi ponieść konsekwencje swej arogancji i zapłacić srogą cenę. Jeżeli dziewczynka postanowi wrzeszczeć, robić jakieś gwałtowne ruchy po pierwszym rypnięciu o biurko, wtedy ponownie uniesie nieco jej główkę i zmiażdży ponownie o drewniany mebel, aż do skutku. A co do skutku jest to jej rychła utrata przytomności.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Wto Maj 13, 2014 6:05 am

    Złapała się za szyję, odczuwając na niej nieprzyjemny ból. Po chwili ową dłoń uniosła wyżej i zauważyła krew. - Co Ci po tym, że mnie zabijesz? Nienawidzisz mnie za to, że znalazłam się w nieodpowiednim miejscu, o niewłaściwej porze? - przewróciła oczami, po czym skupiła się na swoim ciele. Powinnam zrobić to już wcześniej.. Przez chwile otaczało ją jakieś jasne światło, krążące dookoła jej ciała. Trwało to zaledwie sekundę, dwie; po czym wyparowało, a Sara wyglądała już zupełnie inaczej. Jej oczy były jeszcze bardziej przerażające, niż przed chwilą co mogło wydawać się nieprawdopodobne; a jednak. - Nadal chcesz się drapać? - wyszczerzyła się, ukazując przy tym krwiożercze kły. Walka na śmierć i życie przez buteleczkę, która miała sprawić, że moje będzie spokojniejsze? Troszkę absurdalne. Ale po tym jak mnie potraktował... Odruchowo złapała się za szyję, na której ciągle czuła pieczenie. Nie potrafię wybaczyć kolejnej blizny na moim ciele. Dlatego zrobię mu takich tysiące. - Zapamiętasz mnie, staruszku. - warknęła, rzucając się na niego szybka niczym lampart. Kiedy była w postaci bestii, właściwie ciężko było się z nią mierzyć. Miała ochotę krzywdzić, sprawiać ból, patrzeć na krew ludzi, którzy nie zasłużyli na jej uśmiech. Nie miała zamiaru go zabijać, chciała tylko, żeby dostał porządne manto. Tak, zaatakowała go od tyłu, jeżeli jej udałoby się jej. Wbiłaby szpony w jego ramiona, pochyliłaby się nad nim i wbiła kły w jego szyję. Wyssałaby z niego krew, aby nie miał siły do dalszej walki.


_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Zygmunt Ferdynand
Woźny
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 26/04/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Wto Maj 13, 2014 8:53 am

Uderzenie w krocze. Tak drogie panie i panowie, weteran nie jednego pojedynku na śmierć i życie, mordu niewinnych i potworności które czyhają na tych odważniejszych co zajrzeli pod łózko nocą. Pan Zygmunt padł ofiarą pradawnej, chodzącej zagłady każdego mężczyzny, a mianowicie kuksańcem w klejnoty narodowe. Czy to był pech? Czy może szczęście głupca? Kto wie. To czego jednak jest Zyg pewien, to to że na szczęście nie ma co liczyć i koniec końców wszystko zależy od doświadczenia, umiejętności i tego kto ile ma w sobie pewności albo i nie.  Po za tym jeżeli kiedykowliek miałby mieć jakiekolwiek skrupuły to na pewno nie wobec maga. Czyż to nie magowie powinni chodzić ze śmiercią ramię w ramię, poprzez swe ciągłe łaknienie wiedzy? Zygmunt nie zmienił pozycji w której się znajdował, oj nie, wcale mu skulona pozycja nie przeszkadzała, słysząc głupkowate wywody gamonia który dalej nie zdawał sobie sprawy z własnej winy uśmiechnął się nieco, lecz na słowa było już dawno za późno. Widząc następnie jej przemianę, uśmiechnął się szeroko, czyli jednak smarkula coś potrafi oprócz miotania się jak autystyczne dziecko. Lecz czy mądrze jest pokazywać wszystkie swe umiejętności przy pierwszym spotkaniu? Hah, może i by ją czegoś nauczył, gdyby słuchała i gdyby była jeszcze pora na słowa.  Czyli ostatecznie będzie to atak frontalny, szybkość nie miała tutaj znaczenia, mogła być i szybka niczym drapieżny zwierz, stojąc z bestią... kociakiem twarzą w twarz ,praktycznie pluł na jej próbę zastraszenia. Gdyby może była choć połowę jego wieku, wtedy może by coś sobie z niej robił.  Gdyby chociaż pluła żrąca mazią ze swych trzewi, a wzrokiem zamrażała duszę, może by się zaczął pocić. Nawet teraz jej brak doświadczenia było można wyczuć z kilometra. Głowa woźnego pulsowała, miał ją na swym „magicznym radarze” może się chować lub też i okrążać go, nie umknie jego trzeciemu oku. Otóż droga widownio. Co się robi gdy ktoś szarżuje na ciebie, albo i nawet rzuca się na ciebie, czyli traci kontrole nad swym ciałem, gdyż ciało podczas lotu nie może zmieniać kierunku do którego będzie podążało. Odpowiedź jest prosta,na jej pęd, mężczyzna odpowiedział własnym i z pozycji skulonej zrobił szybki wykrok do przodu, zniżając swe ciało prawie do podłogi w niczym innym jak szermierczym pchnięciu. Lecz zaraz? Przecież on nie ma żadnego oręża to takiej sztuki?! Może i nie miał, lecz plugastwo śpiące w nim jest jego ostatecznym i pierwszorzędnym orężem. Zatem gdy kontratak nie mógł być już ominięty, jego lewa dłoń eksplodowała wysyłając kawałki skóry po całym pomieszczeniu. To co po jego dłoni zostało to czarna niczym smoła, szponiasta kończyna z której środka wydobył się 50 cm czarny szpon grubości kilku centymetrów. Szpon i kończyna były twarde, nie była to żadna substancja ludzka czy zwierzęca, otchłań ma swe sposoby na mord. Otóż to, Zygmnut wiedział co robi, jego szpon był wycelowany w serce dziewczyny która nie może zmienić toru swego lotu. Z jego własną siłą, dynamiką ataku, z pędem lecącej dziewczyny, przebicie jej na wylot będzie prostsze niż się może wydawać, nawet stojąc w miejscu dałby rade przebić jej ciałko, lecz nie ma tutaj miejsca na popisuwę,  dziewczyna nie da rady sparować ataku, który nie był amatorskim popisem szermierki, a wyciągniętymi umiejętnościami szermierskimi z dawnej szkoły oficerskiej. Lecz samo pchnięcie to dopiero początek zabawy, jeżeli ostrze wbije się gdziekolwiek w ciało dziewczyny, eksploduje ono rozsyłając swe części niczym macki nowotworowe poprzez wnętrzności Sary. Panowanie nad swymi kończynami jest czasem przydatne. Gdy już epicentrum konfrontacji minie, Zyg przekręci się na pięcie i przerzuci cielsko swego przeciwnika w kierunku w którym ot chciała lecieć. Pożyczając pęd z którym Sara leciała w powietrzu, w nieco kontrowersyjnym rzucie wyjętym z azjatyckich sztuk walki. Jak ciało Sary uderzy ziemię, lub też i ona sama wyląduje o własnych siłach, woźny swą jeszcze zdrową ręką wyciągnie pistolet zza pazuchy i wystrzeli cały magazynek celując prosto w dziewczynę, czyli 7 pocisków kalibru 7.63mm , które ładnie przebijają swą ofiarę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Virtus Jaquelin
Klasa Czwarta
avatar

Taurus Liczba postów : 433
Join date : 14/12/2013
Age : 23
Skąd : Wałcz/Poznań

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Wto Maj 13, 2014 10:39 am

Ziewnąłem jeszcze krótko i pociągnąłem nosem. Kichawę miałem z lekka czerwoną, coś jak zarumienioną, a wyraz twarzy wołał o trochę wody, snu i ogarnięcia się. Co prawda nie byłem niewyspany, ale na pewno nie czułem się tak mocarnie jak kiedyś - Szcholera... - bąknąłem pod nosem z agresywnym grymasem na twarzy - ...niepotrzebnie zgrywałem bohatera i paradowałem bez koszulki przy Sarze wczoraj po zmorku... - "Co to był w ogóle za głupi pomysł?! Mogłem przecież bez problemu trzymać jej głowę na swoich nogach." - obwiniałem się za swoją głupotę i nieprzemyślane zachowanie, które jedyne czym się pewnie odznaczyło, to reakcją w pośpiechu i o... takim właśnie skutkiem... - Nie wiem czy jestem chory, ale przez teeEE~APSIK!! - wydarłem japę na sam koniec przez kichnięcie, po czym smarknąłem tylko i kontynuowałem wychodzenie z dormitorium Ordinarium, po czym po prostu schodami kierowałem się na parter - ...ale przez te ciągłe kichanie nawet nie jestem w stanie skupić się na wykorzystaniu swojej mocy. A tak to by było po kłopocie! - westchnąłem głośno i głęboko, po czym wlepiłem swe tęczowe ślipia w dłonie - "Hehe... ale to kolejna słabość, o której się dowiedziałem. Bardzo dobrze! Im więcej wiem, tym więcej szans podczas czegokolwiek." - dodał z lekka dumny przystając na chwilę i wypinając dumnie klatkę piersiową. Wyszczerzyłem jeszcze śnieżnobiałe zęby, po czym kichnąłem tak samo głośno, jak wcześniej - NO BEZ KITU! ILE MOŻNA! - zacząłem macać po swoich kieszeniach od spodni i polarowej bluzy, ale ni cholerę nie mogłem znaleźć chusteczek - Nosz gdzie ja je *smark* wsadziłem! - rzuciłem poddenerwowany i niesamowicie poirytowany - "Muszą gdzieś tu być. Przecież jestem pewien, że brałem ze sobą chyba z pięć." - tak, pięć... przy czym co najmniej dwie straciłem na przemaszerowanie przez całe dormitorium, potem korytarz podziemi i w końcu... - "No tak! Tylna kieszeń!" - z wielką nadzieją sięgnąłem do tylnej kieszeni dżinsowych spodni i nie zawiodłem się. Była w nich jeszcze nieotwarta paczka białych chusteczek o truskawkowej woni. I tak było mi trudno obecnie cokolwiek wąchać... Wysmarkałem się porządnie w dwie chusteczki, po czym dalej ruszyłem już ostatnimi schodami do góry ku parterowi - Może doktorek będzie miał jakieś tabletki lub syrop... - bąknąłem znowu pod nosem wyrzucając po drodze zużyte chusteczki - "Ciężkie życie maga... chyba powinienem napisać o tym książkę... byłaby cholernym bestsellerem..." - gdybałem jeszcze w trakcie maszerowania.

_________________




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Zygmunt Ferdynand
Woźny
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 26/04/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Wto Maj 13, 2014 1:28 pm

Trzymając tak w dłoni nadal dymiący pistolet, pozwalając by szum w uszach nieco ustąpił od huków wystrzałów w tak małym pomieszczeniu, Zygmunt otworzył oczy, które automatycznie mu się zamknęły by nie dopuścić pyłu z walącego się sufitu. Stojąc tak jego umysł był pusty, jego Sługa zaczął się rozbudzać, lecz szybkie zakończenie pojedynku sprawiło że nie dał rady za bardzo ingerować się do "konwersacji". Ostrze które raniło dziewczynę wróciło do ciała mężczyzny zaś jego dłoń przybrała bardziej ludzką postać, jednakże całą powierzchnia jego dłoni była bez ni jednego kawałka skóry, więc to było dość niemiłe doświadczenie. Z drugiej strony to nie jest pierwszy raz jak mężczyzna użył swej umiejętności więc się tym aż nadto nie przejmował.
Chowając pistolet z powrotem do kabury, woźny westchnął głośno oglądając w około siebie zniszczenie, jakiego dokonała dziewczyna, a można było załatwić to cywilizowanie i elegancko. Wyrównując swój oddech, ocenił stan dziewczyny i korzystając z medycznych zapasów jakie były w gabinecie, zatamował krwawienie, odkaził rany dziewczyny i obwiązał ją bandażem. Oczywiście że mógłby użyć czegoś z sztuk ciemnych, lecz pozostałości po demonicznych krasnoludkach są zbyt uprzykrzające. Kończąc swą zabawę w doktora, korzystając z sytuacji, narysował krąg pozostałą krwią dziewczyny, to taki prezent pożegnalny, ah ci sentymentalni starsi panowie.
Kończąc swój rysunek, jeżeli dziewczyna była jeszcze przytomna mogła usłyszeć ponownie demoniczne słowa, tym razem bez melodii, brzmiały one niczym wymawianie imion czystego terroru i zgrozy. Oh, bo i tak było, kończąc mini rytuał, do świata przybył miniaturowy chochlik, wielkości ledwo palca lub dwóch. Był to sługa koszmarów, ten sam co daje niegrzecznym dzieciom koszmary które mogą się powtarzać przez wiele lat w różnych odstępach czasowych.
Instrukcja była prosta, w zamian za krew (dziewicy? kek) chochlik będzie nękał dziewczynę w nocy, przez kolejne dni, dając jej najokrutniejsze koszmary, od gwałtu, wydłubywania oczu poprzez wyrywanie kończyn i paznokci. Istne tortury, odpoczynek podczas snu będzie niemożliwy, zaś te wszystkie czynności będą dokonywane przez nikogo innego jak Zygmunta. Tak, Sarcia będzie śniła o Zygmuncie, jak to ją sponiewiera, torturuje, a to wszystko robi z poważną miną, zero emocji, brak sadystycznego śmiechu czy też złości. Nic innego jak metodyczne sprawianie bólu. Kończąc swe spotkanie z chochlikiem, ten mały sługa podleciał do czaszki dziewczyny i poprzez ucho wszedł do jej głowy. Dziewczyna mogła się miotać jak chciała, chochlik nie miał w tym świecie ciała materialnego, więc przeniknął prosto do jej umysłu/duszy. Podnosząc dziewczynę, zaniósł ją na łóżko lekarskie by se "odpoczęła" w spokoju. Pofatygował się nawet o poduszkę i kocyk którym delikatnie opatulił ciało dziewczyny.
"Dziecko będzie potrzebowało egzorcyzmów by się wyspać" Uśmiechając się lekko, zabrał się za sprzątanie, dziękując bogu że szczota i wiaderko zostały całe po całej awanturze. Wpierw duże odłamki gruzu na kupkę, zaś potem zmieść cały kurz i pył. W między czasie myśląc nad tym ile to na oficjalnej skardze do administracji będzie widnieć pod tej damulki imieniem. Oh! On nawet nie zna jej imienia! Przez tą nagłą realizację mężczyzna prawie wybuchnął śmiechem, lecz wyuczona dyscyplina powstrzymała go od tego i ostatecznie wrócił do układania se w głowie ile tego będzie i czy przypadkiem od razu nie wyrzucą delikwentki z akademii.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sro Maj 14, 2014 3:13 pm

    Już od samego początku, kiedy woźny zaczął używać swojej mocy miała ochotę się przemodlić. Nie zwróciła uwagi na ścianę, która zaczęła się sypać. Pewnie zauważyłaby ją dopiero wtedy, kiedy ta spadłaby jej na łeb. Jednak nic podobnego się nie wydarzyło, no ludzie; na szczęście. Chociaż i tak czuła się, jakby prześladowało ją fatum. Gdzie nie szła, sypał się tynk albo dochodziło do mordów. Nadal obserwowała mężczyznę, aż niedobrze jej się robiło. Wiedziała, że nie ma teraz możliwości ataku, musiała się bronić. Nic poza tym jej nie pozostało. Ile razy już powtarzałam, ze ma mnie nie dotykać? Zwinnie unikała jego czarnej łapy, skacząc, schylając się. Nawet salta do tyłu robiła. Ostatecznie nawet to nie wystarczyło, od czasu do czasu obrywała. Może nie śmiertelnie, ale szram na jej ciele powstawało coraz więcej. Potwór, potwór, potwór.. Krew lała jej się pod nogami, w pewnym momencie na jednej z plam podwinęła jej się noga. Padła na ziemię, krzywiąc się przy tym. Są potwory, gorsze ode mnie. Uśmiechnęła się niewyraźnie, z czego wyszedł jakiś niewdzięczny grymas. Jedyne czego będzie mi brakowało.. Nie miała już siły spojrzeć w bok na przeciwnika, leżała i czekała na ostateczny cios, zamknęła oczy. To on.. W jej uszach rozszedł się huk strzał. Usiłował ją nimi zabić? Strzały jej aktualnego stanu monstra raczej by nie przebiły. Nie śmiertelnie. Mimo to była już tak słaba, że moc zaczęła z niej uciekać. Czuła to, jak opuszcza ją jej fałszywe wcielenie. Jak drobne iskry, światełka ulatniają się z niej. Wróciła do swojej niewinnej postaci. - Mord.. - próbowała coś powiedzieć, ale krew zalewająca jej gardło przeszkadzała jej. Mimo to musiała, musiała to powiedzieć. Chciała tego. - Morderca.. - wydusiła z siebie, prawie niedosłyszalnie. Z jej oczu poleciały dwa strumyczki słonych łez. To było ostatnie, co zrobiła. Całe życie przeleciało jej przed oczami jak krótki film. Zemdlała.
    Nie, nic nie czuła kiedy robactwo weszło do jej ciała. Nie, nie wiedziała co się z nią dzieje. Nie, koszmary nie przyszły do niej od razu.
    Ocknęła się dopiero kilkanaście minut, może godzin później. Nie wiedziała. Czuła, że leży na czymś miękkim, w dodatku była przykryta jakimś kocem. Ktoś mnie uratował? Otworzyła uciążliwe oczy na kilka milimetrów, zobaczyła biały sufit, lampę wiszącą na nim. Naprawdę wierzyła, że to zupełnie inne miejsce, dopóki kątem oka nie dostrzegła w jednym miejscu luki po odsypanym tynku. To było nadal jedno i to samo pomieszczenie. Wystraszyła się, spróbowała zerwać na równe nogi aby uciekać i wołać o pomoc. Nic z tego, szarpnęła się do przodu i od razu wróciła do poprzedniej pozycji odczuwając mocny ból przede wszystkim głowy. Skrzywiła się. Dostrzegła ruch ze swojej lewej strony, przechyliła delikatnie głowę i spojrzała. Był tam. Zajęty jakby nigdy nic swoją pracą. Czy patrząc teraz nie niego była przepełniona nienawiścią, żądała zemsty? Nie, nie miała siły nawet o tym pomyśleć. Pierwszy raz w życiu została tak poturbowana przez drugiego maga. Tą walkę przegrała, mimo swojej pewności siebie. Leżąc tutaj teraz, tylko jednego nie potrafiła zrozumieć. - Co Ty zrobiłeś? - wyszeptała, nie odrywając od niego ślepi. Czuła się jakby przegapiła najlepszy fragment filmu. Zanim zamknęła oczy, miała przed nimi mordercę, który za wszelką cenę chciał ją unicestwić. Aktualnie widziała przeciętnego woźnego, który po prostu robił porządki. W dodatku wszystkie jej rany były dobrze obandażowane. Sen?

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Zygmunt Ferdynand
Woźny
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 26/04/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sro Maj 14, 2014 3:41 pm

Kończąc porządki, Zygfryd stwierdził że będzie musiał przyjść tutaj z taczką, ponieważ ilość gruzu była przytłaczająca. Mając już swe emocje i ciało pod kontrolą, mężczyzna zajął się sobą, między innymi dłonią i miejscami gdzie go Sara poparzyła, wpierw je opłukując ,a potem opatrując. Co jak co ale skóra trochę się goi, na tak dużej powierzchni. Ah te nieuniknione konsekwencje gdy młode damulki rzucają się, pełne swych czystych emocji. Nie, ostatecznie Zygmunt nie należał do tych sentymentalistów. Słysząc że dziewczyna zaczyna się wybudzać, pozwolił sobie na odwrócenie się w jej stronę, nie chciał przecież powtórki z rozrywki.
- Oh, żyjesz? - Jego głos był mieszaniną zdziwienia, rozbawienia i ciężkich ilości sarkazmu. Ani trochę nie starał się ukryć szyderczego uśmieszku w kąciku ust. Otrzepując swe ubranie z pyłu, który dopiero teraz zauważył, postanowił odpowiedzieć dziewczynie na pytanie.
- Uratowałem ci życie, per se. Dodatkowo może uratuje ci je drugi raz tego wieczora. - Wcale nie miał ochoty jej tłumaczyć natury jej przyszłych koszmarów i tego jak bardzie niewyspana będzie, bez egzorcyzmu ot co. Utrzymując na twarzy ciepły uśmiech, woźny przypominał aż za bardzo miłego księdza z jakiejś cichej parafii.
- Otóż mam na myśli raport o twoim wtargnięciu, ataku na personel akademii [tutaj wskazał na siebie], używania niestosownego języka wobec starszym, niszczenie mienia szkolnego [Tutaj wytknął palcem w sufit] i bałaganienie. Tsk, tsk. Ja może i byłem łaskawy, ale czy dyrekcja szkolna ma w swoim arsenale litość? Nie sądzę. - Spoglądając na Sarę, jego oczy lśniły się z rozbawienia. Czekał teraz na jej reakcję, odpowiedź, chęć targowania się, ciekaw był ile warta jest jej własna skóra. - Hmp. Imię było by dobrym początkiem pani? - Wiedział że nie ma tutaj szans na targowanie się niczym równy z równym. Dziewczyna była przegranym i powinna sobie zdawać z tego sprawę. Czasem lepiej jest zostać martwym niż wypić piwo jakie się sobie naważyło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sro Maj 14, 2014 7:19 pm

    Odwróciła wzrok od woźnego, już się go nie bała. Gdyby chciał ją zabić, zrobiłby to już dawno temu. Uniosła lekko jedną rękę, trochę przy tym posykując od bólu. Wyprostowała ją przed swoją twarzą do góry. Składała palce i rozkładała przyglądając im się. Czucie w koniczynach miała odpowiednie, obejdzie się bez kalectwa na przyszłe lata. Odetchnęła. - Żyję. - odparła krótko, bez żadnego entuzjazmu. Uniosła pytająco jedną brew, nie bardzo wiedząc o czym do końca mówi. "Drugi raz?" - Mimo wszystko, dziękuję. Nie doceniłam mocy woźnego. - tak, wydobyła z siebie TO słowo. Co jak co, ta dziewczyna miała wiele twarzy, a teraz pokazywała tą, która towarzyszyła jej najczęściej. Była miła; choć wcześniej mogłoby się wydawać, że tamta rozbrykana dziewucha takiej strony w ogóle nie ma. Mina jej zrzedła, kiedy mówił o jej wykroczeniach. Nie taki był jej cel. - Najlepszym się zdarza. - burknęła niechętnie. - Podać Ci swoje imię, żebyś wpisał na szczyt karteczki ze skargą? - wyszczerzyła się do niego, ukazując swój rządek białych ząbków. Na szczęście i im nic się nie stało. - Jestem Sara, powiedzmy, że miło było Cię poznać. - odparła ostatecznie. Na pewno nietrudno zauważyć, że nie zwraca się do dorosłego jak należy. Otóż zdarzało jej się to często, że pomijała tą grzeczność. Teraz jednak już nie chodziło o sam ten fakt; a to, że po tym co przeszli wcześniej po prostu nie wyobrażała sobie tego. - Gdzie się tego nauczyłeś, tej mocy? - zapytała, zdecydowanie ciekawa. - Chciałabym posiadać taką! - odparła z entuzjazmem, zaciskając mocno pięść. Wyobraziła sobie siebie we wcieleniu potworka z tą ponurą łapą. - Wtedy nie skończyłabym na tym łóżku lekarskim. - burknęła, niezadowolona sama z siebie. Zdecydowanie nie popisała się użytkowaniem własnej siły. - Że też musiałeś się tutaj pojawić akurat wtedy.. - jaka ona rozgadana nagle była, o ludzie. Niemniej jednak nie bez powodu, skoro już przeżyła i doświadczyła czegoś takiego, to chciała jak najlepiej tą nową wiedzę wykorzystać w przyszłości. Może nie powinna o to wypytywać kogoś, kto wcześniej tak ją poturbował, ale w gruncie rzeczy wściekłości z jej strony widać nie było. Rozumiała, że to jej błąd, że nie sprostała przeciwnikowi.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Zygmunt Ferdynand
Woźny
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 26/04/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sro Maj 14, 2014 7:52 pm

Ah tak, chęć posiadania mocy, siły i takie tam ceregiele. Uśmiech z jego mordy nie zniknął, ach jak to miło być znów młodym i naiwnym. Przez chwilę nawet przypomniał sobie cenę jaką musiał zapłacić za tą swoją "moc", to nie było przyjemne wspomnienie, też ni za bardzo nie jest pewien czy do końca było warto.
- Zygmunt, niemiło poznać. W kościele. Po za tym póki co zostawię ten mały incydent między nami, chyba że wolisz nieco uwagi dyrekcji? - Odpowiadając sarkastycznie na jej pytanie, pocałował delikatnie złoty krzyżyk, który miał przewieszony na piersi.
Zbierając swoje graty, doszedł do wniosku że ta rozmowa dobiegła końca, nie ma płacone tutaj by wypełniać ciekawość studentów na tematy magiczne. Robiąc mały ukłon, wyszedł z pokoju zostawiając ranną dziewczynę samą sobie.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Sro Maj 14, 2014 8:28 pm

    Westchnęła głośno, widząc jak Zygmunt zbiera swoje manatki i wychodzi z pomieszczenia zostawiając ją samą. Nawet pofatygowała się do odprowadzenia go wzrokiem. Właściwie przykro jej się zrobiło, kiedy nie zaspokoił nawet jej ciekawości. Czyli teraz jest zdana na siebie? O ludzie, przecież ona nie była w stanie aktualnie teraz chodzić. Ewentualnie jakoś się doczołga? Skrzywiła się na myśl o bólu. Najwyżej zdechniesz tu z głodu, dzieciaku. Skarciła sama siebie w myślach. Jednak aktualnie nie czuła potrzeby ruszania się stąd. Może by się tak zdrzemnąć? W końcu nadal była wykończona, musiała zregenerować siły, moc. Pokręciła głową na boki, wpasowując się nią bardziej w poduszkę; tak, aby było jej jak najbardziej wygodnie. Naciągnęła koc bardziej na siebie, nie przeszkadzało jej światło dnia, które wpadało przez okna. Nie na tyle, aby nie mogła zamknąć oczu i odpłynąć. Już od samego początku miała jakieś dziwne iluzje przed oczami. Zygmunt wyglądał jakoś bardziej przerażająco niż wcześniej, w dodatku z tą swoją smolisto-czarną ręką, która wcale nie sprawiała, że wyglądał milutko. Mimo to, przysnęła.
    Nie na długo. Wierciła się, zaciskała skronie, łzy spływały po jej policzkach. W pewnym momencie zerwała się do pozycji siedzącej co sprawiło jej masakryczny ból. Zaczęła się drzeć, krzyczała tak, że echo odbijało się od ścian. Dziwne, że szyby nie popękały. Miała koszmar, była w zamknięciu, on tam był. Przyłożyła sobie rękę do czoła, położyła z powrotem głowę na poduszkę i płakała, po prostu jak dziecko wyła. Słońce powoli zachodziło, robiło się coraz ciemniej. Prawie nic już nie dostrzegała we wnętrzu pomieszczenia. Ciemność, o ludzie jak ona się bała, że on zaraz wyskoczy jej zza rogu, a nawet z samego środka ściany. Naciągnęła koc aż na nos i po prostu rozglądała się, czerwonymi oczętami. Aktualnie jednak, nie chodziło tutaj o tęczówki, one były zapłakane, a ona przeżyła najgorszy koszmar w swoim życiu. Bała się zamknąć oczy, bała się ruszyć, bała się.. żyć? Nie zabił mnie fizycznie, rozpieprzy mnie od mojej własnej psychiki. Przegryzła wargę. CO SIĘ KURWA Z TOBĄ SARA DZIEJE.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Ludwig

avatar

Liczba postów : 86
Join date : 15/10/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 16, 2014 3:18 pm

Kto, by pomyślał, że przejście z jego warsztatu do gabinetu lekarza zajmie mu aż 10 minut? Nie łatwo było poruszać się, gdy twoje ciało ważyło niemal 200 kilogramów. Zaś twoje ruchy byłby niczym leniwca, to jeszcze takiego niemrawego, który dopiero się obudził i jest w smole. Hm, a tak na prawdę to po prostu miał problemy z tym, by iść na tyle powoli, by nie ruszać się na boki a zarazem, żeby iść do przodu, a nie stać w miejscu.
Oczywiście, mógł o wiele szybciej iść, nawet "biec", ale nie dość, że byłoby to niebezpieczne, jak takie coś się rozpędzi to spróbujcie zatrzymać, a do tego Furia swoimi jękami bólu zgromadziła, by niemal całą szkołę. Sam wiedział jaki to ból. Gdy jeszcze był uczniem doznał złamania ręki podczas lekcji magi. Jego znajoma lekko zawyżyła moc jakiej użyła i chłopak poleciał do tyłu - prosto w ścianę. Na jego szczęście złamanie nie było rozległe i wystarczył mu tydzień, by wrócić do pełni sprawności fizycznej. Ale w jej wypadku? Bez magii w tym roku na pewno nie wstanie na równe nogi.
Będąc już niedaleko gabinetu, jej ciało zaczęło się zsuwać z jego barku. Oczywiście nie wiele myśląc podparł ją kładąc dłoń na jej tyłku. A co będzie, chyba wolała to niż spaść na uszkodzoną nogę. Liczył się z konsekwencjami swoich czynów - jakżeby, inaczej. Po prostu jak wyzdrowieje i będzie chciała się zemścić to znów połamie sobie nogę albo rękę.
Będąc przed samymi drzwiami gabinetu usłyszał okropny, przyprawiający o ciarki, krzyk. Naciskając szybko łokciem na klamkę i wojskowym krokiem wkroczył do środka. Rozejrzał się po pomieszczeniu i zobaczył jedną uczennicę w niezbyt ciekawym stanie psychicznym. Był gotowy na jakiekolwiek niebezpieczeństwo, ale płaczącej uczennicy się nie spodziewał.
- Spokojnie. - odezwał się z troską i zamknął drzwi lekkim uderzeniem podeszwy buta. Niestety, nie mógł się rozdwoić, by podejść do dziewczyny, a zarazem położyć ranną na łóżku, by w końcu mogła odetchnąć z ulgą w bólu.
- Zen, poczekasz tu na lekarza a jak zapyta się co się stało to powiedź co uważasz za słuszne. I tak zwalą winę na ciebie, jestem tego pewien. - i jak zamierzał tak i zrobił. Pochylił się i puścił jej ciało, które padło na łóżko niedaleko niebieskowłosej. Uśmiechnął się tylko lekko do napalonej do walki brunetki i podszedł do młodszej uczennicy.
- Co się stało? - nie brzmiał zbyt przekonująco mając głos niczym potwór, ale chyba takiej twarzy nie miał. Prawda? Nigdy nie przyglądał się w lustrze jaki ma wygląd twarzy podczas przemiany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Furia

avatar

Liczba postów : 28
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 16, 2014 4:00 pm

I o 10 minut za długo! Stanowczo za długo. Matko, jaki to był ból. Zabije gościa jak ją tylko naprawią, słowo honoru. Honoru... Była honorowa? Kogo to obchodziło. Zwłaszcza teraz, kiedy ostatkami sił powstrzymywała się od krzyku (nie da mu przecież tej satysfakcji), jednocześnie pozwalając, by wewnątrz jej głowy ból walczył z wściekłością. Po jakimś czasie przestała nawet martwić się czy nie zleci z jego ciała, którego nawet nie miała jak się przytrzymać, jedynie za ubranie. Cholerne twarde nie-wiadomo-co. W każdym razie, zdziwiła się, kiedy poczuła jego dłonie na własnym tyłku. Zdziwiła się do tego stopnia, że uczucie to przyćmiło na chwilkę wszystkie inne, pozwalając jej odezwać się bez pojękiwań.
- Z tego też cię później rozliczę - powiedziała powoli, po każdym słowie robiąc krótką przerwę. Chciała najwyraźniej, by Ludwig wziął sobie jej słowa do serca. I to głęboko, głęboko, by czasem nie zapomniał. Nikt nie będzie bezkarnie łapać za jej tyłek. Chyba, że inaczej spadłaby na ziemię. Wzdrygnęła się, pozbywając się z myśli podobnego obrazu najszybciej, jak to było możliwe. Niech sobie trzyma, ten jeden raz.
- Ej, delikatniej, mówiłam - przypomniała mu, kiedy przekroczyli próg pomieszczenia, ale zamknęła się w momencie, w którym z ust niosącego ją mężczyzny wydobyło się troskliwe słówko. Niezaadresowane do niej? Ups.
- Rzeczywiście, ktoś się darł - dodała do siebie, zaraz po tym dorzucając jeszcze coś w stylu "$%#@! no, jak boli, zdechniesz w męczarniach". Faktycznie słyszała coś wcześniej, ale kompletnie nie zwracała na to uwagi, zajęta była sobą. Spróbowała ruszyć głową, ale póki co nie widziała osóbki odpowiedzialnej za dzikie krzyki, skupiła się więc na tym, co pan konserwator miał jej do powiedzenia. Facet przeginał pałę we wszystkim, co robił. Drażnił ją i drażnił, i myślał, że ujdzie mu to na sucho.
- Umrzyj, idioto - podziękowała mu warknięciem za opiekę, gdy już wylądowała na łóżku. Poderwała się do siadu nakręcona złością i sięgnęła rękami do nogi. Szybko jednak zrezygnowała z tego, co zamierzała, cokolwiek chciała zrobić. Walnęła się na łóżko z powrotem, odwracając głowę w bok, by móc przyjrzeć się leżącej obok dziewczynie. No cóż, chyba jednak się przeliczyła, bo wkrótce po tym przekręciła głowę z powrotem i wbiła wzrok w sufit. Było za ciemno.
- Nie drzyj się więcej, bo nie dość, że kurewsko boli mnie noga przez tego dupka, to jeszcze zacznie pękać mi łeb przez ciebie. - Jej słowa zdecydowanie zaadresowane były do Sary. Może i nie była specjalnie miła i nie próbowała pocieszyć płaczącej uczennicy (miała swoje problemy na głowie!), ale przynajmniej nie wyglądała, jakby chciała ją dobić czy pobić. Niech sobie żyje i daje żyć innym. Nie dotyczyło pewnego pracownika szkoły.
- Ludwig, nie waż się stąd nawet wychodzić. To twoja wina, więc zapewniasz mi towarzystwo do czasu, aż mnie nastawią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 16, 2014 4:09 pm

    Nagle zaczęła słyszeć kroki, zrzuciła z siebie koc. To na pewno on, wrócił mnie wykończyć. Nie chciała się ukrywać, już miała dosyć tych koszmarów rozsadzających jej głowę. Chciała zaznać spokoju, nawet jeżeli oznacza to szybką śmierć, to na to właśnie czekała. Do pomieszczenia wpadło jasne światło, które na chwilkę ją oślepiło. Zasłoniła twarz prawą ręką, która bolała ją mniej. Za długo siedziała w ciemnościach? Przez pierwsze kilka sekund nic nie mogła dostrzec. Po chwili jednak ujrzała jakąś obcą twarz, z drugą postacią przerzuconą przez ramię. TRUP? Wytrzeszczyła oczy i z powrotem schowała nos pod koc. Kłamałam, nie chcę umierać. Gdzie jest Virtus? On pomógłby mi.. Z oczu poleciała jej kolejna fala łez; czy ten strach w końcu ją opuści? Ile jeszcze ma tak przeżywać? A niech ją licho. Usłyszała spokojny głos mężczyzny, odetchnęła z ulgą. Spokojnie, uspokój się. Kazał się uspokoić, rób co kazał. Uśmiechnęła się pod nosem, widząc w tym wszystkim iskierkę nadziei dla siebie. Uważnie obserwowała, jak ciemnowłosy kładzie obok drugą postać. Oh, to jakaś dziewczyna.. Wyglądała na nieco starszą od czerwonookiej, jednak nie za wiele. Dorosła to ona jeszcze nie była na pewno. Sara uśmiechnęła się w jej kierunku, choć ta zapewne nawet tego nie dostrzegła; przecież Sara chowała się pod kocem. Nie była martwa, bo chłopak mówił coś do niej, w dodatku potrafiła odpyskować. - Moja krew.. - burknęła pod nosem zadowolona. Widziała jak mężczyzna zmierza w jej stronę, jedyne co mógł dostrzec to jej zmęczone oczy i rozczochrane niebieskie włosy dookoła poduszki. Usłyszała jego pytanie bardzo wyraźnie, jednak minę zrobiła jakby zupełnie nie rozumiała co powiedział. Naprawdę nikt nie słyszał hałasów, które wydobywały się z tego pomieszczenia? Nikt ich tu nie przysłał specjalnie dla mnie? Są tu przypadkiem?! Oburzyła się na chwilę, jednak szybko wróciła do normy, uspakajając się kilkoma głębszymi oddechami. W tym momencie do jej uszu doszły także słowa dziewczyny. Troszkę nerwowa, nawet wobec ofermy umierającej obok. Coś musiało ją nieźle wkurzyć. Uniosła delikatnie jeden kącik ust. Mamy coś ze sobą wspólnego koleżanko, nienawiść i ból do faceta. - Dobrze, tylko błagam. ZAPALCIE ŚWIATŁO! - mówiła coraz głośniej, co przerodziło się w krzyk. Szybko jednak zamilkła, przypominając sobie słowa dziewczyny. - Przepraszam.. - wydusiła, nieco piskliwym głosem. Spojrzała na mężczyznę, którego twarz mimo wszystko delikatnie dostrzegała. Troszkę straszny, ale nie jak sprzątacz. - Pobito mnie i namieszano w głowie. Mam straszne koszmary. Pomóż mi, już nie mam siły. - wyszeptała, błagalnym tonem. Nieczęsto prosiła o pomoc, w dodatku obcych; w tym przypadku, nic poza tym jej nie zostało. Przecież gdyby teraz kazała mu spadać, umarłaby od dalszych męczarni. Zaburczało jej w brzuchu. No właśnie, od psychiki, albo z głodu. W każdym bądź razie wynik był ten sam. Śmierć, a tego nie chcemy dla Sarci.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Ludwig

avatar

Liczba postów : 86
Join date : 15/10/2013

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 16, 2014 7:59 pm

Odwrócił głowę w stronę Furii, gdy ta próbowała poderwać się do siadu i pokiwał głową na boki z dezaprobatą. Po co ona to robiła? Przecież doskonale było widać, że w tym stanie jest słaba i bezbronna, przecież wystarczyło nacisnąć na jej nogę, by ta znów zwijała się z bólu. Westchnął ciężko i przytaknął na prośbę trzecioklasistki zaraz ją uciszając przykładając dłoń do jej ust którą po chwili odłożył.
- Nie ma za co. – wskazał dziewczynę za, nim i uśmiechnął się do młodszej spokojnie. – Zapoznajcie się ze sobą. Ja jestem Ludwig, robię tu za konserwatora. A ta pyskata to Zen. Woli mówić na siebie Furia, ponieważ nikt nie potrafi wymówić jej nazwiska. Znam ten ból. – zaśmiał się i puścił oczko do poszkodowanej. Wstał i podszedł do ściany przy drzwiach, gdzie znajdował się regulowany włącznik światła. Włączył go na 50%, żeby było wystarczająco jasno, by widzieć co się dzieje dookoła a na tyle ciemno, by nie oślepić czerwonokiej.
Widać było na pierwszy rzut oka, że ich charaktery są jak odbicie lustrzane. W sumie teraz musiał się obawiać tylko tego, że młoda zdenerwuje Zen a ta rzuci się na nią. Eh, a mógł kończyć swoją pracę i być już w mieszkaniu. Zrobił, by sobie czaju, usiadł w wygodnym fotelu przy lampce i znów zanurzył, by się bez reszty w książce a ocknął, by się dopiero o świcie. Ale, jeśli tak chciał los to, co mógł zrobić?
- Moja wina? Po co trzeba było się na mnie rzucać? Ogółem pamiętaj, że nawet tam cię nie powinno być. Wagary, wtargnięcie, nie wykonanie zalecenia pracownika szkoły, naruszenie nietykalności a do tego używanie wulgarnego języka. – wymieniał z głowy przewinienia jakich się dopuściła. Dobrze pamiętał cały status szkoły i kodeks karny, kiedyś za lenistwo miał go nauczyć się na pamięć, wspominając te czasy chciało mu się roześmiać na cały głos, ale tylko ukazał pusty uśmiech.
Słysząc co stało się z Sarą nawet nie pytał o więcej. Nie mogły być to dobrze przeżycia, więc wykopywanie ich i zmuszanie do ponownego przypomnienia i przemyślenia ich nie miał prawa być miły. Tylko przytaknął i otworzył szklaną szafkę z lekami. Beżowe opakowania z czerwonymi nadrukami jakoś przemawiały do niego.
- Masz na coś uczulenie? Nie możesz przyjmować jakiś leków? – spytał się dla pewności. Nie chciał jej jeszcze bardziej zaszkodzić. A, póki czas – wstawił wodę na herbatę i melisę dla młodszej. Wrócił zaraz do szafki i wyciągnął z niej dwa pudełka z lekarstwami. Jednym z nich był lek na uspokojenie drugi zaś nasenny. Lecz, póki nie dowiedział, by się czy może je przyjmować, nawet nie myślał o podawaniu jej ich.
- A ty Furia? Dać ci coś na ból czy jesteś za twarda na jakieś słabe leki. – znów ją prowokował. No po prostu nie mógł, inaczej, sama wcześniej taka była, więc teraz odpowiada tym samym. Jeżeli, by była, choć trochę miła i na dole przytaknęła, by i położyłaby się na kanapie, teraz, by jeszcze pewnie tam leżała i nie było, by afery ani złamanej nogi. Ale cóż, każdy jest inny i ma inny charakter.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Furia

avatar

Liczba postów : 28
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   Pią Maj 16, 2014 8:57 pm

Wciąż wpatrując się w sufit, wzięła głęboki wdech i wypuściła głośno powietrze z ust. Ludwig chyba stłumił krzyk dziewczyny, bo jak słyszała podnoszący się głos, tak ten głos zaraz ucichł. Zabawne jak teraz biorą jej słowa na poważnie. Może tak samo wziął do siebie to, co powiedziała, gdy macnął jej tyłek? Zaśmiała się w duchu, bo głośny śmiech powoływał do pracy zbyt wiele mięśni, przez co kosztował zbyt wiele wysiłku. Ale cóż, sytuacja wyraźnie zasługiwała na takie, a nie inne podsumowanie.
- Zhenzhen - poprawiła go po raz wtóry, już bardziej znudzona niż zła. Ludzie, ile można. - Nie ma tam z, do cholery jasnej. Potrzebujesz lekcji chińskiego?
Jak była bezczelna wcześniej, tak była bezczelna dalej. I nieważne, że dzieliło ich sporo lat, nieważne, że ona miała status uczennicy, on pracownika szkoły. Żadne podziały nie są ważne. Ceniła sobie równość, na swój własny, niekoniecznie czysto widoczny sposób.
Zmrużyła oczy, kiedy w pomieszczeniu odrobinę się rozjaśniło. Faktycznie, nie zwróciła wcześniej uwagi na całkowity brak oświetlenia. Zresztą, kto zwracałby uwagę na takie bzdety podczas zdychania z bólu. I to coraz większego.
- Wszyscy wiedzą, że wagaruję. Szlag, wyleją mnie z tej szkoły w końcu - rzuciła w odpowiedzi na jego wyliczankę, a zaraz później skrzywiła się nieznacznie. Jeszcze jeden głęboki oddech. Nie pomagało. Nic nie pomagało. Niech ją rąbną jakimś zaklęciem omdlenia czy coś. Albo pięścią, wszystko jedno. Nie podobało jej się przytomne przeżywanie tego wszystkiego. Dodatkowo do jej zmartwień dochodziły jeszcze zauważone przez konserwatora wykroczenia. Wulgarny język to rybka, z tego też była znana i dość często jej się za to obrywało, ale rzucenie się z pięściami na pracownika szkoły... Cóż. Trzeba będzie przekoloryzować trochę okoliczności wypadku. Tylko jak tu trzeźwo i logicznie myśleć, walcząc z tą pieprzoną nogą?
- Wykorzystujesz fakt, że nie mogę wstać i ci przywalić. Nie rób tego, bo wkrótce będą mnie ścigać za zabójstwo.
Czyżby trochę zeszła z tonu? Nie miała za wiele dróg do wyboru. Póki co była przykuta do łóżka, zdana na łaskę faceta, o którego złamała sobie kończynę (w dodatku nie wiedziała nadal w jaki sposób!), a do którego nie pałała zbytnią sympatią. Trudno. Krzyczenie i wkurzanie się również pobierało za dużo energii, a energii potrzebowała na powstrzymywanie się od jęczenia, że boli.
Przewróciła głowę na bok jeszcze raz, tym razem będąc już w stanie dostrzec swoją nową koleżankę. Zamrugała oczami. Co za dupek pobił taką malutką i wystraszoną dziewczynę? Chyba nawet ona by się powstrzymała.
Przymknęła powieki i zacisnęła dłonie w pięści, wbijając sobie paznokcie w skórę. Jej ciało przeszył tak wzmożony ból, że przez chwilkę rozważała przyjęcie leków.
Za cholerę. Nie da mu tej satysfakcji.
- Nie łam się, kurde. Bądź silna i walcz. Co zrobisz, kiedy nie będzie przy tobie konserwatora, którego możesz poprosić o pomoc?
Nie otworzyła oczu, nie rozluźniła pięści. Mówiła trochę ciszej i słabiej, ale bez problemu dało się usłyszeć i zrozumieć całość wypowiedzi. Kiedy w ogóle mają zamiar ściągnąć tu lekarza?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gabinet Szalonego Lekarza   

Powrót do góry Go down
 
Gabinet Szalonego Lekarza
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Gabinet Banshee

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: St. Francesa :: Parter-
Skocz do: