IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój wspólny.

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Radek
Nauczyciel Matematyki
avatar

Aquarius Liczba postów : 169
Join date : 13/10/2013
Age : 23
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Pokój wspólny.   Czw Paź 17, 2013 2:50 pm

Jest to pierwsze pomieszczenie, na które natrafiamy, wchodząc do dormitorium domu Saeva. Naprzeciwko wejścia- centralnie na ścianie, wisi krwistoczerwony gobelin ze złotym napisem, oznajmiającym wszem i wobec, jak brzmi nazwa tego domu. Po jego lewej stronie jest wejście do sypialni dziewcząt, po prawej osobników płci męskiej. Na ścianie, znajdującej się po prawej od wejścia, znajdują się dwa okna, ostro zakończone u góry, które aż do zachodu słońca dostarczały światła naturalnego do pokoju głównego. Źródłem światła, gdy na zewnątrz panuje ciemność jest żyrandol, przyczepiony do sufitu, a także kominek, który znajduje się w ścianie na lewo od wejścia. Przy oknach stoją czerwone fotele ze złotymi zdobieniami o materiałowych obiciach, a przy nich dwa stoliki z serwetami pod kolor foteli. Przed kominkiem stoi kanapa, mieszcząca ze spokojem trzy osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow

avatar

Scorpio Liczba postów : 91
Join date : 16/10/2013
Age : 23
Skąd : Stąd

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Pią Paź 18, 2013 4:41 pm

Ten dzień był doprawdy męczący. Niby był przyzwyczajony do nauki tutaj, wielu dodatkowych zajęć, no i wielu nowych problemów, która pojawiały się coraz intensywniej wraz z zaliczaniem kolejnych klas. Z resztą, dla Shada wszystko takie było. Problematyczne, nudne, płytkie, no i męczące. Jedni mówili, że był leniem, drudzy zaś, że to taki styl bycia i on raczej opowiadał się za tym drugim. Miał po prostu wszystko gdzieś, a sam fakt, że jakoś średnio nauczyciele wywierali na niego presję, dodatkowo demotywował chłopaka do robienia czegokolwiek poza spaniem i opieprzaniem się.
Ile to już lat przeżył w tym pomieszczeniu? Otóż pięć i do tej pory nie znudziło mu się leżenie na kanapie pokoju wspólnego Saevy. Powolnym krokiem zszedł na dół, ubrany jak zwykle w luźno leżący mundurek. Humor miał na ogół normalny, bo przynajmniej się wyspał, tak też jakichś specjalnych spin nie szukał. Gdy już dotarł na dół, kolejny raz spojrzał na gobelin z napisem "Saeva". Nie był jakoś nadzwyczaj dumny z powodu bycia członkiem tego domu, aczkolwiek był to chyba najlepszy wybór dla kogoś o jego profilu psychologicznym. Zajął miejsce na trzy osobowej kanapie, gdzie jak prawdziwy królewicz się po prostu rozwalił. Leżał sobie spokojnie na meblu, a głowę podparł jedną ręką, druga zaś zajęła miejsce na jego brzuchu. Przymknął oczy i prawdopodobnie znowu poszedł spać, gdyż jak narazie nie ma nic do roboty, a łóżko już mu się po prostu znudziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi
V-ce Przewodniczący Klubu Muzycznego | Klasa Piąta
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 17/10/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Pią Paź 18, 2013 5:12 pm

Dzień może i męczący, ale jakiś taki spokojny i codzienny. Nie przepadała za dniami pełnymi huku, jazgotu i zmian. Lubiła tę rutynę, choć mogło się to wydawać dziwne jak na nią. Mimo wszystko wolała, kiedy wszystko było po staremu, chociaż sama w sobie była osobą wybuchową i żywą w kontaktach międzyludzkich. Bo na osobności raczej preferowała całodniowe gapienie się w okno lub w książkę z kotem na kolanach.
Weszła cicho do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Rozejrzała się dookoła i westchnęła jakby z ulgą, a pogłos jej oddechu rozszedł się po pomieszczeniu. Cisza i spokój, żaden wariat po schodach nie biega i nie ma ludzi. Nienawidziła pozytywnego podejścia do wszystkiego, co często reprezentowały osoby z innych domów. W Saevie zazwyczaj była mroczna cisza, przerywana czasem odgłosem bójek czy spokojnych rozmów. Ewentualnie ktoś puścił sobie jakąś cięższą muzykę po północy, ale to raczej Saki aż tak nie przeszkadzało. Za to jazgot na szkolnych korytarzach już tak.
Podeszła wolnym krokiem do oparcia kanapy i popatrzyła na śpiącego chłopaka. Uśmiechnęła się lekko na ten widok, można się było go tu spodziewać. Na głos by tego mu nie powiedziała, bo pewnie wykipiałby ze złości, ale według niej wyglądał teraz uroczo. Przewiesiła się przez oparcie, by nachylić się nad twarzą Shada. Delikatnym ruchem odgarnęła włosy z jego czoła i pogładziła go po policzku. Lubiła to robić. W końcu pochyliła się jeszcze bardziej i pocałowała go lekko w czoło. Nie chciała go budzić, ale oprzeć też się nie mogła. To było silniejsze od niej, a jego śpiąca twarz wcale jej nie pomagała w powstrzymaniu tego odczucia. W końcu wyprostowała się do wcześniejszej pozycji i spojrzała na niego jeszcze raz z uśmiechem. Tak, naprawdę wyglądał uroczo.

_________________
Halloween

Revolutionaries wait for my head on a silver plate
People couldn't believe what I'd become
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow

avatar

Scorpio Liczba postów : 91
Join date : 16/10/2013
Age : 23
Skąd : Stąd

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Pią Paź 18, 2013 5:35 pm

Nawet jeśli był to jeden z dni codziennych, to jednak preferował właśnie tego typu zajęcia. Spanie, spanie i jeszcze raz spanie. Mógłby to robić całymi dniami, gdyby nie fakt, że został mu rok szkoły, musi zająć się swoją kobietą i takie tam. Taki tryb życia jednak mu nie przeszkadzał, no może poza tą szkołą, bo ją mógłby ograniczyć jeszcze bardziej na rzecz swojej wybranki. Ale jak to mówią "tak być musi".
Chłopak zasnął w trymiga, więc nie usłyszał nawet kiedy Saki schodziła po schodach. Miał bardzo wyczulony słuch, a jednak potrafiła przemknąć się w tym fragmencie pomieszczenia bez budzenia szóstoklasisty. Giotto dalej sobie śnił o świecie zrobionym z czekolady, przepełnionej żelkami oraz rzeczkach Jonnie Walker. Cała wizja tego pięknego świata poszła się chrzanić, wraz z momentem gdy Saki dała mu całusa. Powoli otworzył oczy i zobaczył jeszcze piękniejszy świat, niż ten o którym przed chwilą śnił. To była ona, a na jego twarzy mimowolnie pojawił się mały uśmiech. Dziewczyna jest po prostu niesamowita, gdyż takie zjawiska występują u niego rzadko, a ona potrafi samą swoją obecnością spowodować taki fenomen. Brawa dla niej.
- Witaj piękna... - powiedział bardzo cicho, a zarazem pewien siebie. Takie pobudki to on może mieć do końca świata. Prawdą jest, że miewa je bardzo często, jednakże nigdy mu się to chyba nie znudzi. Jej buźka na początek dnia to jedyna motywacja, żeby w ogóle wstawać. Kolejny punkt dla niej. Swoją pozycję zmienił do siadu i delikatnie się przeciągnął, przy czym ziewnął. Skoro już tu są oboje, to niech spędzą ten czas jak najlepiej, czyli tak jak zawsze w większym skrócie.
- Następnym razem chcę w usta... - napomniał do wcześniejszego całusa, gdyż gdyby zrobiła to właśnie w ten sposób jak on powiedział, z pewnością na jednym by się nie skończyło, a to była przecież sprawa priorytetowa w tym wypadku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi
V-ce Przewodniczący Klubu Muzycznego | Klasa Piąta
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 17/10/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Pią Paź 18, 2013 5:59 pm

Spanie samemu, to nie spanie, co najwyżej drzemka. Spać to można z kimś, jak to mówiła bez ogródek jej matka. Jednak pomijając ten fakt, chyba każdy lubił porządny sen. Sak mogłaby spać całymi dniami, ale czasem się nie da, przecież ktoś musi ratować świat i odwalać robotę za wróżkę Zębuszkę podczas randomowych bójek. Biedna, zapracowana Sakunia.
Dziewczyna jak chciała, to potrafiła. Cichociemną być nie sztuka, wystarczy się odpowiednio przyłożyć. A cel był szczytny, przyjemna niespodzianka dla swojego chłopaka to nie jest w końcu byle co. Jej spontaniczność chyba nie miała granic, ale nie przeszkadzało jej to. Była osobliwa, ale Giotto chyba na to nie narzekał.
- Cześć, śpiochu. - powiedziała z szerokim uśmiechem na ustach, odgarniając swawolny kosmyk włosów za ucho. - Wybacz, że wyrwałam cię z krainy czekoladowych jednorożców. - lekko się zaśmiała, a kiedy chłopak podniósł się do siadu, przeskoczyła przez kanapę wprost na jego kolana. Może nie połamała mu nóg.
- Zobaczymy, co będzie następnym razem. - uśmiechnęła się zadziornie i oparła głowę na jego ramieniu, posyłając mu szelmowskie spojrzenie. On często się z nią droczył, więc czemu i ona by nie mogła? Przejechała palcem wzdłuż jego klatki piersiowej i zatrzymała się na brodzie, po czym odwróciła wzrok od swojego palca i popatrzyła na chłopaka z udawanym naburmuszeniem. - Nudziło mi się dzisiaj bez ciebie, wiesz? - mruknęła obrażonym i jakby zawiedzionym tonem, choć to i tak nie było prawdziwe. Udawanie obruszonego dziecka weszło jej w nawyk, ale chyba to nikomu nie przeszkadzało.

_________________
Halloween

Revolutionaries wait for my head on a silver plate
People couldn't believe what I'd become
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow

avatar

Scorpio Liczba postów : 91
Join date : 16/10/2013
Age : 23
Skąd : Stąd

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Pią Paź 18, 2013 6:17 pm

Racja. Wszystkim wiadomo, że wolał spać z nią, jednakże szkoła nie pozwalała na koedukacyjne sypialnie, więc musieli obejść się ze smakiem... Oczywiście, gdyby nie byli sobą, bo już wielokrotnie i ona była u niego i on u niej. Takie tam małe grzeszki, każdy musi je mieć.
Akurat przy nim cisza to jest ten moment kiedy słychać krew płynącą w żyłach, inne sytuacje są tylko pozorną iluzją wyciszenia. Tak też to nie było wcale takie łatwe zadanie, przejść niezauważona obok takiego wrażliwego na wszystkie czynniki zewnętrzne gościa.
- Żaden czekoladowy jednorożec nie smakuje tak jak twoje usta... - ucałował ją delikatnie w usta, gdy ta zajęła miejsce na jego kolanach. Można powiedzieć, że miała tu swoją rezerwację, w końcu należał tylko do niej, a tego typu pozycje właśnie preferowała Sakebi. Warknął delikatnie, gdy zaczęła się z nim droczyć, jednakże był to tylko i wyłącznie wymuszony warkot. Tak naprawdę wiedział doskonale, że to następnym razem zdarzy się zaraz. Nie chodziło mu o sam fakt pobudki, a o złączenie ich ust w pocałunku.
- Lepiej brzmi "stęskniłam się za tobą głupku"... - był dziś dosyć zadziorny, chociaż z nią było tak bardzo często. Ten tekst z tęsknotą był oczywiście aluzją do kilku jej wcześniejszych tego typu "pretensji", bowiem każda minuta bez przebywania ze sobą była już nudna i pozbawiona najmniejszego sensu. Tuż po tym jak jej odpowiedział, powoli przybliżył swoje wargi do jej ust, chcąc wymusić dłuższego całusa. W końcu tak powinna witać się para, prawda? Takie tam "cześć skarbie" to głupota, przynajmniej według niego, a ona jakoś nie miała nigdy przez to jakichkolwiek pretensji, ba! Nawet preferowała tego typu powitania, no może poza momentami kiedy Nero słodko sobie śpi, a ona nie może się nacieszyć tym słitaśnym widokiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi
V-ce Przewodniczący Klubu Muzycznego | Klasa Piąta
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 17/10/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Pią Paź 18, 2013 8:02 pm

Oczywiście, że niespecjalnie ich obchodził brak koedukacyjnego pokoju. Obydwoje sądzili, że zasady są po to, by je łamać. Kto by się przejmował, że czegoś nie wolno... Dla chcącego nie ma nic trudnego, wystarczy troszkę chęci i można przysłowiowe góry przenosić. A fakt, że nie każdemu się to podoba, można przemilczeć.
Uśmiechnęła się na pocałunek, nie ukrywajmy, że na to czekała. Zaplotła swoją rękę z jego i ścisnęła ją mocno.
- Trudno, żebym smakowała jednorożcem. - powiedziała, śmiejąc się. To faktycznie mogłoby być dziwnie, Saki smakująca jak koń z rogiem. Mózgu, co ty wymyślasz. Nie masz lepszych rzeczy do roboty, tylko stwarzanie jakichś chorych wizji? To z pewnością nie jest normalne.
Na jego warknięcie zareagowała ze śmiechem i udawanie się wykrzywiła, choć widać było, że nadal się uśmiecha. Głównie po oczach, były rozweselone i pełne blasku, a jak to mówią - oczy są zwierciadłem duszy. A w przypadku Sakebi to stwierdzenie było w stu procentach prawdą.
- Lepiej? No to okej. Stęskniłam się za tobą, głupku. - powiedziała z udawaną powagą, akcentując ostatnie słowo. Skoro chciał, to niech ma. Było widać po dziewczynie, że próbuje powstrzymać śmiech i nie idzie jej to dobrze. W końcu jej kąciki ust nie wytrzymały i na jej twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha. Jednak nie zagościł tam długo, zniknął wraz z chwilą, gdy ich usta się ze sobą spotkały. To było kwestią czasu, i tak sporo czasu bez tego wytrzymali. Saki założyła Giotto ręce na ramiona i oplotła nimi jego szyję, ani na chwilę nie przerywając pocałunku. W końcu po co przerywać coś, na co się czekało cały dzień?

_________________
Halloween

Revolutionaries wait for my head on a silver plate
People couldn't believe what I'd become
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow

avatar

Scorpio Liczba postów : 91
Join date : 16/10/2013
Age : 23
Skąd : Stąd

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Sob Paź 19, 2013 2:18 pm

W ich przypadku wyglądało to następująco. Jak są zasady, to wystarczy je chrzanić i każdy powód jest dobry by to robić. Mam czerwone włosy, jestem bogaty, sam ustalam sobie zasady. Dlatego też co najmniej raz w tygodniu spali razem, chociażby dla zasady.
- Bardziej chodziło mi o smak czekolady... - mruknął jej do ucha, uśmiechając się bardzo delikatnie. Saki powinna być do tego przyzwyczajona, gdyż szeroki uśmiech, czy też permanentny zaciesz to wyrazy twarzy, których szóstoklasista na pewno nie praktykował. Ona wręcz przeciwnie, miała tyle różnych mimik, że za każdym razem potrafiła kogoś zaskoczyć. Jego co prawda nie, gdyż był to gość, który zaskoczenie odczuwa tylko w momentach naprawdę zaskakujących.
- Więc mi to pokaż... - zdążył jeszcze wymamrotać po cichu przed pocałunkiem. Ich usta złączyły się w długim i namiętnym całusie, który z początku był bardzo delikatny i nieśmiały. Potem jednak wrócili do tej agresywności i pożądania, dzięki czemu mogli się sobą nacieszyć jak najlepiej. Objął ją jedną ręką gdzieś w okolicach kości ogonowej i delikatnie przycisnął do siebie, chcąc zmniejszyć dystans między ich ciałami do minimum. Druga jego dłoń powędrowała na w kosmyki jej czerwonych włosów. Uwielbiał się nimi bawić, a dodatkowo fakt, że należały do jego dziewczyny, podwajał tylko uciechę z kręcenia nimi na różne strony. Co prawda dziewczyna zawsze starała się utrzymać swoją fryzurę w jak najlepszym porządku, to jednak miał to prawdę mówiąc gdzieś, gdyż teraz był moment żeby się sobą cieszyć, bez przejmowania się o jakieś pierdoły tego typu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi
V-ce Przewodniczący Klubu Muzycznego | Klasa Piąta
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 17/10/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Nie Paź 20, 2013 11:19 am

Faktycznie, samo bycie rudą zobowiązywało ją do bycia wredną. Widział ktoś miłą dziewczynę z czerwonymi włosami i takimi samymi oczyma? Sak się póki co z taką nie spotkała, a jak istnieje to chętnie to zrobi, bo fajnie czasem znaleźć kontrast dla samego siebie. Przeciwieństwa się przyciągają i te sprawy...
- Wygrywam z czekoladą, cóż za zaszczyt. - zaśmiała się lekko, unosząc jeden kącik ust. Spojrzała na chłopaka kątem oka, patrząc na jego delikatny uśmiech. - Lubię, kiedy się uśmiechasz. - powiedziała cichym, łagodnym głosem i mocniej wtuliła się w chłopaka. Oparła brodę na jego ramieniu i rozejrzała się po pokoju. Lubiła to miejsce, szkoda tylko, że było publiczne. - Szkoda, że nie potrafisz uśmiechać się szerzej. - rzekła z udawanym żalem, a na jej ustach pojawił się sarkastyczny uśmieszek. Jednak Shad nie mógł go zauważyć, w końcu jej twarz była schowana za jego ramieniem.
- Pokażę. - szepnęła, z zadziornym uśmiechem. Cicho westchnęła, kiedy ich lekki pocałunek stał się namiętny, a jej ręce przestały obejmować jego szyję i powędrowały na klatkę piersiową chłopaka. Poczuła dłoń Giotto na swoich plecach i przybliżyła się do niego pod wpływem nacisku jego ręki.
Kiedy poczuła jego palce we włosach, lekko się uśmiechnęła. Nie lubiła mieć rozwalonej fryzury, ale teraz jej to niezbyt przeszkadzało. Po chwili delikatnie odwróciła się w bok i popchnęła chłopaka na kanapę, przez co wylądowała na nim na leżąco. Na małą chwilę oderwała się od jego ust i położyła ręce po obydwu stronach jego głowy, patrząc na niego zadziornie z góry.
- No i co teraz zrobisz? - zapytała, posyłając mu wredny uśmieszek.

_________________
Halloween

Revolutionaries wait for my head on a silver plate
People couldn't believe what I'd become
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow

avatar

Scorpio Liczba postów : 91
Join date : 16/10/2013
Age : 23
Skąd : Stąd

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Nie Paź 20, 2013 4:21 pm

Istotnie, może i wyglądałby trochę lepiej z szerszym uśmiechem, jednakże nie czuł się z czymś takim dobrze. Shad to chłopak mroczny i obojętny na wszystko, a zaciesz na ryju nijak pasuje do takiego image, w jakim prezentuje się Włoch. Wolał kiedy postrzegają go jako skurwiela i to takiego, który jedyne uczucie jakie powoduje to strach. Jedyną osobą, która jak narazie zdołała go do siebie przekonać, jest jego Saki. Tylko ona widziała śmiejącego się, uczuciowego czy też bardziej czułego Nero.
- Wolę jednak kiedy ty to robisz... - owszem nie widział jej uśmieszku, jednakże doskonale wiedział, że w tym momencie próbowała na nim to wymusić. Chłopak jednak nie dał się wciągnąć w tą gierkę i odpowiedział wymijająco, dzięki czemu mógł dalej kontynuować spotkanie po swojemu.
Oddał się pocałunkowi, przez co można powiedzieć, że spuścił na moment gardę. Sakebi skrzętnie wykorzystała ten fakt i popchnęła go na łóżko, chcąc zdominować na tą chwilę wszystkie ich przyjemności. No nic, jego błąd. Nie przejmował się tym jednak, wręcz przeciwnie. Cieszył się, że będzie mógł sobie po prostu leżeć, a ona zajmie się jego ustami. W dodatku teraz, ma dostęp do jej krągłości. Wcześniej było o to o wiele trudniej. Kiedy spojrzała na niego z góry, chłopak utrzymywał cały czas ten sam obojętny wyraz twarzy.
- Nic... muszę zdać się na twoją łaskę kochanie... - próbował zagrać naprawdę przejętego tym gościa, choć tak naprawdę jedyne co mu się udało to wypowiedzieć zdanie bez większych przerw. Jego ciało, tak jak i on sam, były teraz tylko i wyłącznie do dyspozycji jego rudej dziewczyny, co mogła wykorzystać w każdy sposób jaki chciała. Oczywiście, jeśli będzie za długo zwlekać, to on przejmie inicjatywę i zapewne dalej będzie smakować jej cudownych ust.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi
V-ce Przewodniczący Klubu Muzycznego | Klasa Piąta
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 17/10/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Nie Paź 20, 2013 7:52 pm

Wyglądałby zapewne lepiej, o ile w jego przypadku się da jeszcze lepiej wyglądać. Saki doskonale wiedziała, że Gio jest raczej z tych ponurych osób, które mają na wszystko wyjebane po całości i nie interesują się światem. Jednak zachowywał się trochę inaczej w jej towarzystwie, więc pozwoliła sobie na taką aluzję.
- Ale raz na jakiś czas miła byłaby jakaś odmiana. - powiedziała cicho do jego ucha, jakby zachęcającym tonem. Cały czas go ewidentnie podpuszczała, ale taka już była. Kiedy czegoś chciała, starała się z całych sił, żeby to dostać i rzadko dawała za wygraną. Defekt rozpieszczonej córeczki tatusia.
Chłopak jednak nie wpadł w jej sieci i kontynuował pocałunek. Podobało jej się to, że wie, jak postawić na swoim. Bo w przypadku Sakebi trzeba było robić to często. Za często chciała robić głupoty i ktoś ją w pionie musiał stawiać. Ona również oddała się oddała się pocałunkowi, jednak tylko na chwilę. Skoro nie chciał się uśmiechnąć, to musiała postawić na swoim w inny sposób.
- Łaskę lub niełaskę. - mruknęła, nadal się wrednie uśmiechając, po czym położyła się na klatce piersiowej chłopaka. Oparła się o nią policzkiem i położyła obok swojej twarzy dłonie. - Więc teraz możesz sobie mnie tulić i wąchać moje włoski. Pozwalam ci. - powiedziała z taką ilością powagi, jaką udało jej się wydobyć przez cisnący się na jej usta śmiech. A to naprawdę było trudne.

_________________
Halloween

Revolutionaries wait for my head on a silver plate
People couldn't believe what I'd become
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow

avatar

Scorpio Liczba postów : 91
Join date : 16/10/2013
Age : 23
Skąd : Stąd

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Nie Paź 20, 2013 8:36 pm

Uśmiech nie pasował do niego. Mały jeszcze okej, przejdzie. Ale zaciesz, czy też szczerzenie się jak koń na paszę to nie jego styl. Był skurwielem i tego się trzymał, jej jak widać to nie przeszkadzało, gdyż potrafiła się z nim związać, mimo tego, że dzieliło ich wiele rzeczy i tak naprawdę, są kompletnie odmienni. Ale jak to mówią, przeciwieństwa się przyciągają...
To było pewne, że nie uda jej się wymusić większego uśmiechu na jego twarzy. To był niestety Shad. Jeśli chciała go zobaczyć musiałaby przerobić jakieś zdjęcie w photoshopie... stop! Co to jest photoshop? Doskonale też wiedział o tym, że dziewczyna nigdy nie daje za wygraną i dostaje zawsze to co chce. Przykładem jest choćby on sam. Mimo tego, że od początku mu się spodobała, to nie był skłonny do rozpoczęcia znajomości, wystarczył mu sam jej widok na korytarzu. Ona jednak chciała czegoś więcej, więc w jakiś sposób dotarła do niego, znaleźli parę wspólnych tematów, potem ruda zrobiła pierwszy krok, niepostrzeżenie pierwszy całus, przytulas no i teraz są szczęśliwą parą, która świata poza sobą nie widzi.
- Robisz to na własną odpowiedzialność... - chłopakowi ta alternatywa się spodobała, aczkolwiek zdecydowanie wolałby dalej się z nią całować. No nic, piękna zarządziła sobie to, więc musi wykonać rozkaz, czy też żądanie. Objął ją jedną ręką gdzieś w połowie pleców i podbródek położył na jej głowę swój podbródek i po prostu przymknął oczy. Uwielbiał jej zapach, a dodatkowo jej obecność sprawiała, że był wyluzowany, no i szczęśliwy. Powoli zaczynał przysypiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi
V-ce Przewodniczący Klubu Muzycznego | Klasa Piąta
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 17/10/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Pon Paź 21, 2013 7:17 pm

Może do jego charakteru nie pasowało, ale Saki była pewna, że byłoby mu w nim całkiem ładnie. Ale skoro nie lubi, to nigdy mu nie będzie kazała zacieszać, choć nie ukrywajmy, że nie przestanie wymuszać na nim tego uśmiechu. Przecież i tak już daleko zaszła, w jej obecności w ogóle się uśmiechał, a to już wyczyn na miarę Guinnessa.
Dostawała to, czego chciała, ale w tym wypadku wyszło to na dobre, co nie? A wręcz na świetne. W końcu bez jej uporu i dążenia po swoje, zapewne by się ignorowali i co najwyżej czasem wymienili spojrzenie. A teraz mogą wymieniać o wiele więcej innych rzeczy.
- Wiedziałeś, w co się pakujesz, wiążąc się ze mną. - mruknęła, lekko podnosząc się jeszcze i posyłając mu rozradowany swoją "przebiegłością" uśmieszek. Po tym wróciła do leżenia na jego klatce piersiowej. Przytuliła się do niego policzkiem i zamknęła oczy.
- Bicie twojego serca jest takie uspokajające. - mruknęła cicho, bardziej wtulając się w chłopaka. Lubiła tego słuchać, to naprawdę ją uspokajało. A niewiele rzeczy było w stanie ją uspokoić. Serio, była zbyt wybuchowa i socjopatyczna, by ugiąć się pod czyimś "uspokój się". Chyba, że to był Shad. Wtedy zmieniał się bieg rzeczy.

_________________
Halloween

Revolutionaries wait for my head on a silver plate
People couldn't believe what I'd become
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow

avatar

Scorpio Liczba postów : 91
Join date : 16/10/2013
Age : 23
Skąd : Stąd

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Wto Paź 22, 2013 9:25 am

To, że są ze sobą, jest tylko i wyłącznie jej zasługą. Była otwarta, od razu wiedziała czego chciała i dążyła do tego w każdy możliwy sposób. W końcu przekonała go do siebie i potem już poleciało z górki, aczkolwiek nie ukrywajmy, że duży wpływ na to miała też jej ładna buzia i figura, której tylko pozazdrościć. Jaki facet by nie skorzystał z takiej szansy? No właśnie żaden, każdy by próbował drążyć to na swój sposób, z nim wcale nie było inaczej.
Mógł w takiej pozycji leżeć bez końca. Było przyjemnie, miło, czuł jej ładny zapach no i miał dostęp do prawie całego jej ciała, z resztą... kiedy go nie miał? Całe szczęście, że jeszcze z nim próbowała rozmawiać, bo gdyby nie to, to pewnie by już spał dawno, chociaż doskonale wiedział, że dziewczyna tego nie lubi. Ale to przecież nie jej wina, no bo jaka partnerka chciałaby żeby jej chłopak zasypiał podczas czułości? Otóż żadna i tę zasadę wyznawała sama Sakebi. Z nim przestrzeganiem tego było co prawda trochę ciężej, ale jakoś dawał radę. W końcu, wszystko z miłości, prawda?
- To się nazywa miłość... - delikatnie się uśmiechnął, jednakże Saki nie mogła tego zauważyć, gdyż teraz leżała na jego klatce piersiowej. Oczywiście była to aluzja do tego, dlaczego chociażby zwyczajne bicie jego serca ją uspokaja, odpowiedź zawsze była ta sama. Pomasował ją chwilę po plecach ręką, po czym stanął gdzieś nią w połowie jej pleców i użył drugiej ręki, do ponownego kręcenia jej włosami.
- Jesteś śliczna... - to chyba było już głośne myślenie, gdyż powiedział to ze swego rodzaju uczuciem, a nie po prostu z przyzwyczajenia. Mimowolnie zarumienił się lekko, dlatego od razu odwrócił głowę w bok, nie przestając bawić się jej czerwonymi włoskami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi
V-ce Przewodniczący Klubu Muzycznego | Klasa Piąta
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 17/10/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Sro Paź 23, 2013 7:47 pm

Nie do końca jest to tylko jej zasługa. Owszem, mogła zrobić sporo w tym celu i posunąć bieg wydarzeń bardzo do przodu, ale w końcu gdyby Shadow nie wykazał zainteresowania lub wahał się nad tym, nie byłoby zupełnie niczego. W końcu związek zależy od dwóch stron, prawda?
Ona też mogła tak leżeć cały czas. Uwielbiała ciepło jego ciała, spokojne bicie serca, które koi jej nerwy. Po prostu kocha być przy nim. Rozmawiać, przytulać się, nieważne - po prostu być obok. Ciągnęła teraz rozmowę, bo jak zwykle miała sporo do powiedzenia. Oczywiście, czasem tematy jej się kończyły, ale to było rzadkością. Saki była typową dziewczyną - wygadaną na wszelakie tematy. Nawet jak nie miała o nich zielonego pojęcia. Ale póki co Gio to cierpliwie znosił i chwała mu za to.
- Miłość to ciężka choroba. - powiedziała, kiwając głową z "mądrą" miną. - Dobrze, że nieuleczalna. - dodała po chwili, podnosząc głowę w kierunku Shada i uśmiechając się. Kiedy jej głowa wróciła do swojej poprzedniej pozycji, poczuła rękę chłopaka w połowie pleców, a następną w jej włosach.
Zaczerwieniła się lekko, kiedy usłyszała, że jest śliczna. Często to od niego słyszała, jednak nadal budziło to w niej zakłopotanie. Choć naprawdę odbierała to jako miłe i od takich słów aż jej się cieplej na serduszku robiło.
- No przecież wiem. - odburknęła jak typowa egocentryczka i przyłożyła ręce do policzków, jakby chciała schować rumieńce. Wyglądała dziwnie, ale przecież jak miałaby się przyznać, że się wstydzi?

_________________
Halloween

Revolutionaries wait for my head on a silver plate
People couldn't believe what I'd become
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shadow

avatar

Scorpio Liczba postów : 91
Join date : 16/10/2013
Age : 23
Skąd : Stąd

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Czw Paź 24, 2013 9:07 pm

A więc sprostujmy. Jest to w dużej mierze jej zasługa, aczkolwiek on dalej twierdził, że to tylko dzięki niej są razem. On nigdy nie interesuje się kimś, kto nie jest tego wart. Ona była od początku tego warta, a to co zrobiła potem, no i przy ich pierwszym spotkaniu było bynajmniej dziwne, a zarazem bardzo efektowne i śmiałe. To jednak jest historia na inny dzień, inne okoliczności i inne podobne temu sprawy. Teraz powinni się skupić na tym, żeby jak najlepiej spędzić ze sobą czas.
Wracając do obecnej sytuacji. Doskonale wiedział, że Sakebi lubi dużo mówić. On za to lubił jej słuchać, ba!, jej głos przyprawiał go o szybsze bicie serca, mimo tego, że należał do bardzo spokojnych ludzi. Za każdym razem gdy coś mówiła, on od razu czuł się lepiej, jego myśli znowu wracały na nią, a warto dodać, że rzadko schodziły na kogo, czy na co innego, a nawet delikatnie się tremował. A tak po prostu, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego, nie obrazić jej w jakiś sposób, czy tym bardziej samemu się nie zbłaźnić. Tak to już jest. Przy kimś kogo kochasz starasz się być idealny, bez względu na to jaki tak naprawdę jesteś. Na jej stwierdzenie o "chorobie" tylko potakiwał, w końcu sam znajdował się w tym samym stanie. Wyglądało to tak jakby czytali sobie w myślach, widać, że byli dla siebie przeznaczeni.
- Ja wiem, że wiesz... - rumieniec całe szczęście zniknął z jego twarzy. Wrócił do swojego standardowego, spokojnego, a zarazem bardzo uczuciowego zachowania wobec niej. Przez moment nawet przypomniał sobie ich pierwszą randkę, która zakończyła się słodkim całuskiem. A przypomnijmy, że wtedy jeszcze Gio nie umiał całować, więc poszło mu to średnio. Co prawda zależy to od interpretacji, ale w porównaniu z nim teraz - nabrał trochę wprawy. Po kilku chwilach wrócił spowrotem na ziemię i dalej przeczesywał jej czerwone włoski. Jeju... jaka ona była cudowna, wprawiała go w zachwyt samym sposobem leżenia. On faktycznie zakochał się na zabój.
- Wiesz... od kiedy jestem z tobą jest mi łatwiej i w końcu czuję się szczęśliwy... - czyżby to wpływ tego jej podniecającego zapachu? Nie nie nie, już dawno chciał się z nią tym podzielić, aczkolwiek zawsze brakowało czasu na takie wyznania. Mówił jednak szczerze, ponieważ od kiedy zaczęli się spotykać Giotto stał się lepszym człowiekiem, chociażby dlatego, że zaczął się o kogoś martwić, kogoś kochać... Chłopak się zmienia i to chyba na lepsze. Może w końcu otworzy się na ludzi i nie będzie takim aspołeczniakiem jak teraz. A wszystko to zasługa tej kobiety. Ona jest niesamowita po prostu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sakebi
V-ce Przewodniczący Klubu Muzycznego | Klasa Piąta
avatar

Liczba postów : 62
Join date : 17/10/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Sob Paź 26, 2013 7:26 am

Sakebi z kolei rzadko kiedy się stresowała przy kimkolwiek. Oczywiście, nie chciała mówić niczego, co mogłoby źle wpłynąć na ich relacje, ale niezbyt wychodziło jej zapobieganie temu. Głównie dlatego, że najpierw mówiła, potem myślała, co prowadziło albo do przezabawnych sytuacji, albo wręcz przeciwnie - pluła sobie w brodę czemu jest taka głupia i co ją tchnęło, żeby coś takiego w ogóle przez gardło przepuścić. Mimo wszystko, nigdy nie starała się być idealna, bo według niej było jej do tego bardzo daleko, po prostu wolała być sobą. A jej osoba jest naprawdę ciekawa i irytująca zarazem.
- To dobrze, że wiesz. - mruknęła cicho, jednak już mniej zawstydzona. Irytacja związana z faktem, że się zaczerwieniła jak i same rumieńce z niej zeszły, więc opuściła ręce z twarzy. Nie lubiła, kiedy coś wprowadzało ją zakłopotanie. Nigdy nie wiedziała jak zareagować, więc zazwyczaj starała się to potraktować z "chłodną" obojętnością jako oczywistą oczywistość. Może to było trochę kolokwialne, ale nie potrafiła się inaczej zachowywać. A chciałaby.
Kiedy usłyszała wyznanie Giotto zrobiło jej się milej i uśmiechnęła się sama do siebie. Ogólnie na sercu zrobiło jej się jakby cieplej i wprowadziło ją to w ogólną euforię. Jednak po chwili uniosła brwi i spojrzała na Shada ze zdziwieniem.
- Kim jesteś i co zrobiłeś z moim chłopakiem. - zapytała, patrząc na Gio z konsternacją. Nigdy nie spotkała się z takim wyznaniem od niego i nawet przez myśl by jej nie przeszło, że kiedykolwiek się na takie coś zdobędzie. Nie miała mu tego za złe, ale to wyglądało na co najmniej dziwne z jej strony. - Rany, a może ty jesteś chory i majaczysz? - zapytała jeszcze raz, a na jej twarz wrócił uśmieszek. Przyłożyła mu rękę do czoła, jakby chciała sprawdzić temperaturę. - O matko, faktycznie masz gorączkę i majaczysz. - próbowała powiedzieć to z jakąś powagą, ale wyszło jej z tego tyle, że parsknęła śmiechem.

_________________
Halloween

Revolutionaries wait for my head on a silver plate
People couldn't believe what I'd become
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Orchidea
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 6
Join date : 27/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Sob Gru 28, 2013 9:07 pm

Pojawiła się w pokoju wspólnym znikąd. Piękna, błyszcząca i zdecydowanie jedyna w swoim rodzaju. Jej blask potrafił rozświetlić nawet najmroczniejsze zakamarki salonu, a gracja, z jaką się poruszała, przywodziła na myśl wyłącznie członków królewskich rodzin.
... dobra, tak naprawdę wypadła z impetem z korytarza prowadzącego do sypialni dziewcząt, bo nie zauważyła ostatniego schodka i ledwo udało jej się zachować równowagę. Kiedy już jednak stwierdziła, że obie jej stopy przyczepione są pewnie do podłoża, a pozycja jest stabilna, wyprostowała się dumnie i odgarnęła grzywkę z czoła, coby nie przesłaniała jej widoku. No, bo przecież nic się nie stało. Na pewno nikt nie zauważył, że omal nie wywinęła orła w progu.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, ale niestety nie dostrzegła nikogo sprawiającego wrażenie samotnego czy opuszczonego przez społeczeństwo. Czyżby była jedyną ofiarą losu, niemającą się do kogo odezwać? Litości. Gdzie wywiało stąd wszystkich ludzi?
Podczas gdy tak sobie rozmyślała, jej wzrok wciąż błądził w tę i z powrotem, prawdopodobnie w poszukiwaniu "czegoś". Jak się wkrótce okazało, owym "czymś" zostały ustawione pod oknem fotele, które na szczęście, albo właściwie nieszczęście, były wolne. Westchnęła ciężko i zaczęła dreptać w ich stronę, zatrzymała się jednak w połowie, kierując wzrok na olbrzymie okna. Nagle dotarło do niej, że odległość tego piętra od ziemi wcale nie zmieniła się w ciągu tych czterech lat, więc nadal musi być cholernie wysoko. Ale z drugiej strony... Przecież żadne lęki nie są ponad nią, nikt i nic z nią nie wygra. Przygryzła wargę i podjęła przerwaną podróż w kierunku foteli, by w końcu dorwać jeden z nich i odwrócić błyskawicznie oparciem do okien. Znaczy, no. Wiadomo, że takie meble są ciężkie, dlatego powiedzmy, że akcja była błyskawiczna, tylko w trybie slow motion.
Klapnęła sobie wreszcie, mimowolnie wydając z siebie pomruk zadowolenia. Witamy w codziennym życiu panny Bayles, właśnie w ten sposób przełamuje się lęk wysokości! Brawo, brawo, cóż za odważne wyczyny, siedzieć blisko okna na szczycie wieży. Gratulujemy.
Zresztą, bez ironii, nawet Dea musi teraz bardzo podobnie myśleć, bo szeroki, triumfalny uśmiech nie chce spełznąć z jej twarzyczki. Rozejrzała się po salonie po raz kolejny, na wypadek gdyby jakaś żywa duszyczka zechciała jednak dotrzymać jej towarzystwa, ale bez pozytywnego rezultatu.
- Nu-dzi-mi-się - wyrzuciła z siebie głosem męczennicy po kilku minutach nicnierobienia. No weźże się ktoś zlituj albo trzeba będzie szukać po całej szkole. Najlepiej w tej pięknej, białej sukieneczce z ogromnym dekoltem, jaką aktualnie ma na sobie. Ale przynajmniej tyłek zakrywa!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bastian Zachary Marshall

avatar

Liczba postów : 107
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Pon Gru 30, 2013 2:46 am

Gdyby w salonie domu Saeva siedział akurat ktoś o bardzo wyczulonym powonieniu, mógłby zarejestrować delikatną woń ziół, która w pewnym momencie zagościła w pokoju. Zaraz za niewidoczną mgiełką zapachu weszło jej źródło, Bastian, wyluzowany, uśmiechnięty, szczęśliwy, gotowy godzić się i przyjaźnić z całym światem, nawet jeśli chodziłoby o tych lalusiów z Diligens.
Nie no, może jednak bez przesady, ale nie było to już aż tak nieosiągalne jak każdego innego dnia, tygodnia, miesiąca i tak dalej, i tak dalej. Tak jest, nawet tak zupełnie wyluzowany i nie przejmujący się konwenansami człowiek jak Bastian poddał się ciągnącemu się właściwie od momentu powstania szkoły konfliktowi między domami. Co zrobić, czasem po prostu nie ma możliwości nic zmienić ani się oprzeć, bo między domami wykwitła nienawiść głęboka jak Rów Mariański, której nie potrafiło zmienić nic, choć prawdopodobnie nikt się też specjalnie nie starał, żeby coś w tej materii się zmieniło.
Okej, ale wróćmy do tego co jest tak naprawdę ważne, a uprzedzając natłok pytań, telefony do redakcji i listy od czytelników - nie chodziło tym razem o jedzenie, choć w niemal każdej innej sytuacji jedzenie było tym, co warto uwzględnić jako najważniejsza rzecz na świecie. Jedzenie i sen - oto dwie rzeczy, które same w sobie wystarczają, żeby człowiek mógł przetrwać na Ziemi, a także paradoksalnie rzeczy, które dają najwięcej radości (umiejętnie stosowane).
No i znowu odbiegam, przepraszam, to już się więcej nie powtórzy. A przynajmniej mam taką nadzieję, co z tego, że to cicha i naprawdę mało realna nadzieja. Tak to jest jak nawet jak się wie czego unikać, to pewne błędy popełnia się zupełnie podświadomie, absolutnie bez udziału wolnej woli.
A nie mówiłem?
Bastian, bo tak, o nim cały czas mówiliśmy, zanim zacząłem zasypywać czytelników dygresjami, które choć zapewne fascynujące nie mogą się równać suchym, twardym faktom. A więc, ujmę prawdę brutalnie, bo to najprostszy sposób, żeby uniknąć rozkojarzenia. Bastian wszedł do salonu, spizgany jak siedem nieszczęść, ale że do takie stanu przyzwyczajał się już wiele lat nie miało to już wpływu ani na jego chód, ani na mowę, ani nawet na kojarzenie faktów... do pewnego stopnia oczywiście. Za to był doskonale rozluźniony, nie przejmował się zupełnie niczym a uśmiech zdarłaby mu z ust dopiero śmierć.
Z właściwą sobie nonszalancją zignorował wszystko co działo się w okół i spokojnym, spacerowym krokiem przeszedł na środek salonu, gdzie miał idealny punkt obserwacyjny, żeby ogarnąć wzrokiem niemal wszystkie zakamarki tego niemałego przecież pomieszczenia.
I jego wzrok zatrzymał się przy oknach.
Pomyślicie sobie, że okej, że fajnie popatrzeć na to co jest za oknem, że słońce świeci, ptaszki śpiewają, zamknijcie się. To nieważne. Bastian zauważył siedzącą na fotelu czerwonowłosą piękność, a to było wystarczające, żeby wyłączyć wszystkie zaplanowane czynności i podświadomie, bez użycia tej części mózgu, którą jesteśmy w stanie kontrolować skierował się całą swoją osobą w tamtą stronę.
Niby przeleciał mu przez myśl obraz dziewczyny, którą poznał zaledwie godzinę czy dwie temu, ale to była już przeszłość. Oto widział przed sobą kolejną, zupełnie inną damę, która na pewno niejednemu zawróciła w głowie, przy czym miała pewną przewagę... Bastian o niebo wolał rude od blondynek, więc na starcie plus piętnaście punktów, przykro mi wszystkie piękne blondynki, dalej jesteście piękne ale z preferencjami estetycznymi nie wygracie.
Niemal mechanicznie chłopak poszedł w stronę ustawionych przy oknach foteli. Poruszał się dosyć cicho, więc dziewczyna nie powinna go usłyszeć, chyba że dopiero, gdy będzie bardzo blisko. Im bliżej był tym więcej szczegółów dostrzegał, a im więcej dostrzegał tym bardziej był zadowolony ze zbiegu okoliczności, który postawił ich oboje w tym samym pokoju w tym samym czasie.
Od czego zacząć... biała sukienka, w sumie bardzo ładna, ale głównie dlatego że zakrywa to co powinna zakrywać a jednocześnie bardziej jej nie ma niż jest. Co nie znaczy, że Bast przyjął to bezkrytycznie, czasem wolał ujrzeć kawałek nagiej nogi, czy tylko odsłonięte obojczyki, żeby zapragnąć, tym razem samemu, odkryć kolejne cuda ukryte bezpiecznie pod materiałem. Tutaj takiego dreszczyku emocji, ale skoro wspomniałem o nogach... co to były za nogi. Zaczynające się odważnie, butami na obcasie, dokładnie ten model, dzięki któremu można zakochać się uszami. To uczucie, kiedy siedząc gdziekolwiek słyszy się to rozkoszne klikanie na twardej nawierzchni, najlepiej powoli acz nieubłaganie zbliżając się, potęgując napięcie... a przecież nawet jeszcze nie ujrzało się potencjalnie eleganckiej i uroczej właścicielki tego głośnego obuwia.
A to dopiero buty.
W tym momencie nawet nie narzekam na to, że nieznajoma nie zakryła ich niczym. Poniekąd gdyby to zrobiła zgrzeszyłaby strasznie, gdyż takie nogi można by oglądać godzinami a by się nie znudziły, od idealnie okrągłej... choć może nie będę zagłębiał się w szczegóły. Może nie aż tak drobne, choć nie mniej ważne. Wystarczy opinia, że reszta ciała nie ustępowała nogom w żadnym calu, a po mojej reakcji domyślacie się, że całość trzymała baaardzo porządny poziom.
Chłopak skupił się teraz na twarzy dziewczyny. Makijaż może nieco zbyt ostry, ale za to dodający jej drapieżności i swego rodzaju... lubieżności? Na pewno gustownie dobrany do naturalnej urody dziewczyny, a to plus.
I te oczy...
Te oczy były przepiękne i choć Bastian sam był właścicielem wyjątkowej i hipnotyzującej pary patrzałek (czytaj: widzi ekstra oczy codziennie w lustrze), to był pod wielkim wrażeniem tego niespotykanego koloru, głębi, złotych ognikach przeskakujących, gdy dziewczyna minimalnie przesuwała głowę. Idealnie komponowały się z jej urodą i doborem dodatków. I idealnie trafiały w gusta białowłosego, który był wielkim fanem ładnych oczu.
Bastian z właściwym sobie luzem oparł się z tyłu o oparcie fotela, na którym siedziała nieznajoma idealnie w momencie, gdy wyrażała ona swoje niezadowolenie z powodu braku należytej rozrywki bądź innego zajęcia.
- W sumie mi też, może pomożemy sobie nawzajem? Powiedział do dziewczyny. Kojarzył ją z widzenia, ale chyba nigdy nie miał okazji poznać ją osobiście. Prawdopodobnie z jego domu, nie da się ukryć patrząc na miejsce gdzie się spotkali, choć... jego ostatnia... łóżkowa niedoszła partnerka raczej nie wydawała się członkinią Saevy.
- Jestem Bastian, czy uczynisz mi ten zaszczyt i zdradzisz mi swe imię o piękna nieznajoma? Chłopak wyszedł zza fotela i chwydził dziewczynę za dłoń, unosząc ją do ust płynnym gestem. Intensywnie zielone oczy ani na chwilę nie odrywały się od tych ciemnoróżowych. Przepięknych.

_________________

Tag by Engine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Orchidea
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 6
Join date : 27/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Pon Gru 30, 2013 4:15 am

Dea nie spodziewała się, że ktoś może zmierzać w jej kierunku. Ba, nie zorientowała się nawet, że ktoś podszedł na tyle blisko, by stanąć tuż za jej fotelem, dlatego też nieznacznie podskoczyła, kiedy chłopak postanowił się wreszcie odezwać. No ludzie, żeby ją tak straszyć! A co, gdyby dostała zawału albo czegośtam innego? Foch. Z przytupem i melodyjką. Ale... zaraz, zaraz. Jakby nie patrzeć, oto właśnie pojawiła się zabłąkana duszyczka, która na pewno przybyła tutaj z zamiarem dotrzymania jej towarzystwa. Może by tak... wybaczyć mu ten niecny postępek?
- Nie strasz mnie - powiedziała odwracając głowę tak, by go zobaczyć i jednocześnie układając usta w podkówkę, udając naburmuszoną. W tym momencie była właściwie jak dziecko, któremu odmówiło się kupna jakiejś popularnej zabawki. Gorzej, że trwało to zaledwie kilka sekund, bo już w chwilę później piękny, szeroki uśmiech ponownie zagościł na jej twarzyczce. Akurat timing okazał się być idealny, jako że niemalże w tym samym momencie Bastian zdecydował się wyjść zza fotela i w końcu zaprezentować się w całej okazałości. Chwilowo się nie odzywała, to przynajmniej mogła go obdarować jednym ze swoich uśmiechów, podczas gdy wlepiała w niego swoje ciekawskie spojrzenie. Chociaż i tak w nosie miała wygląd "straszyciela", liczyło się tylko to, że tutaj przydreptał, że się odezwał, no i po prostu, że był. Przynajmniej w tym momencie.
- Heeej, Bastian, nie tak formalnie - zwróciła się do niego z wyrzutem, naturalnie i lekko, jakby znali się już dobrych kilka lat. Zaraz po tym pokręciła głową i poderwała zadek z fotela, jak się później okazało po to, by jak gdyby nigdy nic przytulić się do chłopaka. Nic nadzwyczajnego, żadnych ukrytych motywów, po prostu zwykły przytulasek. Jego szczęście, że nie wyczuła od niego zapachu ziół, miałaby świetny powód do szantażowania. Szantażowanie jest spoko, dopóki to Dea ma przewagę i może z tego czerpać przyjemność. Innymi słowy, byle tylko dobrze się bawić.
Po chwili odsunęła się od niego, nieszczęśliwie i na pewno też nieświadomie w stronę okna. Teraz jej plecy od szyby dzielił może z metr, ale oczywiście nie zdawała sobie z tego sprawy. Wpatrzona była w zielone, hipnotyzujące wręcz oczy chłopaka.
- Jak to nie wiesz kim jestem? - spytała trochę nie w czasie, bo od jego pytania minęło co najmniej kilkadziesiąt sekund. Dea zmarszczyła czoło oznajmiając całemu światu, że intensywnie nad czymś rozmyśla. Nawet jej uśmiech trochę zbladł, ale i tym razem jedynie na chwilę.
- Pewnie tylko się droczysz, nie? Nazywam się Orchidea - wyznała jako najoczywistszą oczywistość. Bingo! Przecież w tej szkole nie mogą istnieć osoby, które by o niej nie słyszały. Na stówę się z nią droczył, nie było opcji o dopuszczeniu do siebie innej myśli. Nawet, jeśli prawda była inna i obydwoje nie wiedzieli o swoim wzajemnym istnieniu.
- Co cię tu przywiało? Straszne dziś pustki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bastian Zachary Marshall

avatar

Liczba postów : 107
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Wto Gru 31, 2013 3:04 am

Wiecie co, mam dzisiaj świetny humor, więc zdradzę wam sekret, który dla niektórych ludzi może być szokiem, dla innych, wtajemniczonych to wiadoma sprawa i nikt nie twierdzi, że jest inaczej, ale fakty są takie, a nie inne, więc nie ukrywam, że nawet czysto statystycznie nie powinna wystąpić sytuacja, że idealnie sto procent społeczeństwa wie. Naprawdę, nieważne czy chodzi o sekrety, czy prawa powszechnie znane jak "ogień jest gorący bo ma dużo stopni nieważne w jakiej skali i pzrez to może sparzyć", "naturalne, niefarbowane blondynki nie grzeszą specjalnie inteligencją, ale znakomicie nadają się jako część wyposażenia alkowy, natomiast farbowane dostrzegają swoje braki w intelekcie, więc można je stosować jak ich naturalne odpowiedniki, choć wiadomo, że sztuczny zamiennik nigdy nie będzie tak wyspecjalizowany jak oryginalny, z braku lepszego słowa użyję określenia produkt", albo bardziej harkdorowe w stylu "przed rozpoczęciem czynności drażnienia byka czerwoną płachtą, dzidą lub kawałkiem cegłówki upewnij się, że spisałeś testament i masz z góry opłaconą operację sztucznego odbudowania moszny, gdyż spotkanie z rozwścieczoną górą wołowego mięcha wyposażoną w mocarny szkielet i solidne rogi może powodować urazy fizyczne, oraz traumę na całe życie zarówno dla pokrzywdzonego jak i krzywdzącego, nie precyzuję, gdyż każdy może rozumieć to inaczej, bo może byk, który właśnie zabił człowieka tak naprawdę nie chciał tego robić i wewnętrznie cierpi, a wręcz boleje nad tym co uczynił, a do czego zmusiło go społeczeństwo patrzące stereotypami i unikające jakiejkolwiek odmiennej opinii, jak na przykład takiej, że to nie byki są winne, a ci debile, którzy się nimi bawią jakby to były rzeczy a nie oddychające istoty żywe".
No dobrze, troszkę się rozgadałem a nie przeszedłem do zdradzania sekretu, więc teraz już nie będę za bardzo dywagował i popadał w dygresje niczym Karol Strasburger podczas opowiadania dowcipu, nieśmiesznego zresztą.
Wiecie, co najbardziej kochają mężczyźni? Otóż nie szybkie samochody, nie luksusowe domy, ani tym bardziej nie pieniądze. Naprawdę tak jest i nikt nie ma prawa temu zaprzeczyć. Pewnie będziecie się chcieli kłócić "Ależ Bastianie, przecież kto ma najszybsze wozy..." Zamknij się. Po prostu zamknij się. Nie wiesz nic. Faceci najbardziej na świecie kochają kobiety, a w szczególności piękne kobiety, żeby być jeszcze skrupulatniejszym piękne kobiety z jeszcze piękniejszymi nogami, niezbyt wysublimowane, ale szczere, kochające, ale i ponętne, pociągające, takie na których widok odzywa się nie tylko serce nawet po pięciu albo dziesięciu latach znajomości. A kobiety kochają szybkie fury, wille i hajs. Naprawdę, gdyby facet mógł zaliczyć laskę w kartonie pod mostem zrobiłby to, a hajs na willę przeznaczył na imprezy i wizyty w burdelu. Wiem, że niszczę wyobrażenie wielu osób bardziej romantycznych, ale niestety taka jest prawda i nic na to nie mogę poradzić. Ale, nie martwcie się, romantycy wciąż gdzieś tam są, ale dla nich romantyzm to tylko droga do zaliczenia laski, tak wiem, kolejne złamane serca i zniszczone wizje świata, przepraszam, ale cenię sobie szczerość, nawet jeśli czasem zaboli.
Jak to się odnosi do sytuacji, której jesteśmy świadkami, czyli oczywiście spotkania naszego wspaniałego pana M. z jeszcze wspanialszą panną B? Szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia, ale przynajmniej troszeczkę poszerzyliście swoją wiedzę i horyzonty, a także podstawową wiedzę na temat prawdziwych relacji damsko-męskich, o których niewiele osób mówi i to wiedzę z której mało kto zdaje sobie sprawę, nawet jeśli ją posiadł w jakiś niewiadomych okolicznościach.
No dobrze, więc skoro już wiemy na czym stoimy mogę przejść do samej sytuacji? Ok, dzięki, przechodzę. I tak nie pytam was o zdanie, co Wy sobie myślicie, że tak po prostu przerwę pisanie i zacznę wysłuchiwać opinii postronnych słuchaczy? Jeszcze nie zwariowałem, błagam was, to za dużo pieprzenia się z nieważnymi duperelami. No tak i znowu popadam w dygresję, bo paru niezadowolonych czytelników próbowało przejąć władzę... ja piszę więc ja decyduję, okej? Okej.
No więc Bastian stanął sobie przed dziewczyną, którą kojarzył praktycznie tylko z widzenia, zresztą trudno nie zauważyć tak charakterystycznego połączenia kolorów, choć gdyby chłopak wcześniej skupił się na jej niesamowitych oczach prawdopodobnie już dawno byliby znajomymi, bo przecież takich okazji się nie przepuszcza. A poza tym nogi, tak wiem, trochę monotematycznie, ale my mężczyźni jesteśmy prości, nie ma co udawać, że nie lubimy nóg, skoro lubimy i nie ma co udawać, że nie oceniamy po wyglądzie, jeśli oceniamy. Powiem więcej, i zwracam się w tym momencie do dziewczyn: Jeśli mężczyzna kiedykolwiek, chociaż raz powiedział Wam, że tak naprawdę nie ocenia nikogo po wyglądzie to tak naprawdę perfidnie, z całą premedytacją i złośliwością kłamał. KAŻDY facet ocenia po wyglądzie, takie są fakty i nic ich nie zmieni. Oj tak, dużo się dowiecie podczas tej lektury, ale nie można całego życia spędzić pod kloszem w otoczeniu niby-prawdy, którą karmią nas mass media, feministki i kretyńskie eufemizmy, których pełno jest... wszędzie, po prostu wszędzie. A ja za eufemizmami nie przepadam, więc nazywam rzeczy po imieniu i myślę, że takie podejście do świata jest najzdrowsze, bo gdy zachowuje się dystans najgorsze słowa nie brzmią wcale tak źle, a przynajmniej wiadomo, że osoba nie próbowała podświadomie wkupić się w łaski odbiorcy. Tak jest, dokładnie taka jest rola eufemizmów, nic na to nie poradzę, poprawność polityczna zawładnęła już dawno językiem i to każdym językiem świata.
Ale znowu dywaguję, to nie moja wina, że każdy temat jest ciekawy, ale rozumiem, że nie szukacie tu nowej Biblii, podręcznika jak żyć, tylko chcecie wiedzieć jak się potoczyły sprawy dalej w saloniku Saevy? Tak myślałem, okej, ten jeden raz pójdę wam na rękę, bo w sumie też wolałbym powoli zamykać już ten temat.
Tak więc, białowłosy stał przed dziewczyną, nie mogąc oderwać wzroku od jej wielkich, pięknych... ciemnoróżowych oczu, zboczuchy. No tak, przestraszył ją, jak mógł wykazać się takim nietaktem. Te kobiety nic nie rozumieją, to wszystko było zaplanowane, a każdy ruch doskonale wyćwiczony. Miało być klimatycznie jak w filmie z najwyższej półki, gra aktorska godna Oscara, a ona się wystraszyła. Czasem kobiety nic nie rozumieją, ale i tak je kochamy, true story.
- Przepraszam, nie sądziłem, że moje wejście wywoła takie emocje. Odparł z uśmiechem, chwilę zanim dziewczyna nagle zmniejszyła dystans dzielący ich do... zera. Dosłownie zera. Dziewczyna, z którą zaczął rozmowę dosłownie minutę temu już przeszła do kontaktu trzeciego stopnia, nie żeby to chłopakowi przeszkadzało, bo w końcu mógł, że tak się wyrażę metaforycznie, na własnej skórze odczuć rozmiar pewnych... newralgicznych punktów ciała dziewczyny. Tak, ja wiem że wy wiecie o co mi chodzi, ale niewtajemniczeni nie muszą rozumieć wszystkiego. Po chwili dziewczyna odsunęła się w stronę okna...
... i wyglądała ekstra. No wiecie, piękna kobieta na tle zachodzącego słońca, ostatnie promienie przebijają się przez idealnie zadbane intensywnie czerwone pukle, rzucając miedzianoczerwone poblaski na wszystko, na co padały wzbogacone kolorystycznie płomienie. Klucz ptaków przelatujący jakby idealnie nad czubkiem jej głowy, zataczający w powietrzu pętle, beczki, śruby, słowem doskonały przykład prawdziwej wolności, żadnego skrępowania, żadnej nieśmiałości, po prostu czysta radość z nieposiadania żadnych więzów i żadnych ograniczeń.
Niejeden człowiek marzy o takiej sytuacji.
Jego oczy z powrotem znalazły parę tych wpatrzonych w niego. Dziewczyna chyba nie zauważyła, że przez chwilę nie skupiał się na niej, stał tak, że nie było widać różnicy gdy patrzył na nią lub nieco poza nią. Nie byłoby miłe poznawać kogoś jednocześnie gapiąc się w okno, prawda? Tak, też tak uważam i chyba nikt nie powie mi, że jest inaczej, prawda? No, widzę że mimo wszystko możemy się dogadać.
Och... i ta skrywana pretensja w głosie. Chociaż... może ona naprawdę wierzyła, że zna ją każdy w tej szkole? W sumie nie dziwię się, ma idealne warunki, żeby każda osoba doceniająca płeć piękną odwracała się za nią na korytarzach. Znając życie Bastowi pewnie też się to nieraz zdarzyło, choć on nie pamiętał jakoś tak z dziewięćdziesięciu procent czasu spędzonego w tej szkole... nie, nie wiem dlaczego, może takie predyspozycje genetyczne do działania pamięci krótko- i długotrwałej? No, tak czy siak w tym momencie nie kojarzył dziewczyny i może nawet było mu troszeczkę głupio z tego powodu, bo ona, zdawało się, znała go doskonale. Może nie pamiętał więcej niż mu się wydawało?
- Och, no tak, Orchidea, jak ja mogłem zapomnieć? Cały czas byłem pewien, że Cię skądś kojarzę, a to przecież Ty. Odparł, gdy dziewczyna mu się przedstawiła. Tak prawdą a bogiem było to totalne kłamstwo - nie wiedział za cholerę kim ona jest prócz tego, że członkinią jego domu i całkiem niezłą duperką. Ale jeśli miało jej to sprawić przyjemność mógł nawet powiedzieć, że ją kojarzy, w końcu problemy zaczną się dopiero, gdy zacznie rozmawiać z nim o jakiś rzeczach, o których "rozmawialiśmy przecież wcześniej, gdy się widzieliśmy", albo coś. Nikt nigdy nie może być niczego pewien, gdy rozmawia z kobietą, wszystko się może zdarzyć, każdy temat może być poruszony. True story again.
- W sumie to miałem dość siedzenia w pokoju, a że akurat wychodziłem w sumie bez żadnego celu pomyślałem, że czemu nie, podejdę do Ciebie. I mi w sumie pustki nie przeszkadzają, lepsze parę sprawdzonych osób niż dziesiątki jakiś nołnejmów. Odparł na kolejne pytanie. No w sumie powiedział całą prawdę, wyszedł porobić coś, coś zupełnie niesprecyzowanego, więc każdy scenariusz był zaplanowany i możliwy do realizacji. Takie przywileje ludzi podchodzących do życia na luzie.

_________________

Tag by Engine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taranee

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 28/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Wto Gru 31, 2013 3:16 pm

NPC

Przybyła, ubrana na biało (patrz podpis) w pochwie dzierżyła miecz.
Pierwszy powód dla którego przybyła. Poczuła dym.
Drugi: Rozmowy, do tego wyczuła obecność niemagicznych istot.
Trzecie: (Te posty są za długie) Chciała porozmawiać.
Nie wyglądała na więcej niż 18 lat, lecz jej wzrok, był dojrzały, pełny nadziei i ciepła. Tak samo jak miły wyraz twarzy.
-Miło mi poznać, jesteście przedstawicielami dormitorium Seavy, tak? Spytała, jakby nie znała się zbytnio na uczniach. Tyle można było wywnioskować.
-Nalegam na opuszczenie pomieszczenia i udania się do pokoi. Nie miała powodu, aby podać argumenty czemu. Dodała tylko po paru chwilach.
-Widzieliście gdzieś w pobliżu ludzi? Zwykłych ludzi, niemagicznych, nie posiadających żadnych mocy. Mówiła tak i mówiła.. Aż naglę obok Orchidei pojawił się..Ptak? Owszem tak można go było nazwać, był wielkości pawia, ale zdaniem Elizabeth ładniejszy.
Przypominał bardziej Fenix'a, zdecydowanie był cieplejszy i magiczny niż zwykły ptak. Elizabeth uśmiechnęła się.
-Przepraszam za niego, jest ciekawski... Melior widziałeś coś? Na delikatny i dojrzały głos kobiety, ptak spojrzał na nią, ta tylko wydała odgłos zdziwienia.
-Czerwona blondynka? Druga z tej szkoły? Organizacja? Ilu ludzi!? Sześciu!? Powiedziała wręcz przerażona tym faktem, po chwili wzięła się w garść.
-Jako jeden ze strażników, muszę być pewna że będziecie bezpieczni, albo udajecie się ze mną, albo do pokojów. Pewny głos strażnika, a ptaszek przymilił się do Orhidei.

_________________
Ubranko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Orchidea
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 6
Join date : 27/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Wto Gru 31, 2013 4:30 pm

Dziewczyna chyba była zadowolona z odpowiedzi Bastiana. Uśmiechnęła się jeszcze promienniej, o ile w ogóle tak się dało, chwilowo pozostając w milczącym zamyśleniu. Widzicie? A jednak ją znał. Może i się nie droczył... Nie, stop. Na pewno się droczył, ale dodatkowo musiał akurat myśleć o czymś innym, co przyćmiło nieco jego pamięć. Poza tym, pamięć facetów i tak nawala niemalże za każdym razem, więc nie ma się co dziwić. Innymi słowy - totalnie połknęła jego kłamstewko, nie przewidując żadnej innej możliwości. Zresztą jak zwykle, wszystko musiało pójść po jej myśli.
Przyjrzała mu się ponownie, tym razem nawet dokładniej i bardziej przenikliwie niż wcześniej. Zwróciła już na początku uwagę na jego oczy, ale dopiero teraz stwierdziła, że są niecodziennie... urokliwe. Znaczy, na pewno nie tak bardzo jak jej własne, ale trzeba było przyznać, że patrzenie w nie sprawia niebywałą przyjemność.
- No, tak sądziłam, że zejdziesz tutaj specjalnie po to, by się ze mną zobaczyć - przekręciła jego odpowiedź na zadowalającą dla niej. Czyżby była na tyle głupia, by nie zapamiętać tego, co dosłownie przed chwilą usłyszała? Nic z tych rzeczy. Nie od dziś bowiem wiadomo, że słyszała zazwyczaj tylko to, co chciała usłyszeć, a kiedy nie dało się w ten sposób, to i tak tak robiła. Co za problem powtórzyć czyjąś wypowiedź po swojemu? Chyba nikt nie będzie miał jej tego za złe.
Już miała dodawać coś od siebie, już otwierała usta, by zacząć, kiedy nieznajoma kobieta zaszczyciła ich swoją obecnością. No, nieznajoma jak nieznajoma. Orchidea znała wiele osób, bo z wieloma rozmawiała, ale naprawdę niewielu potrafiłaby wymienić z imienia i nazwiska. Właściwie niewielu pewnie też potrafiłaby połączyć z prowadzonymi kiedyś tam dyskusjami. Nie przywiązywała do tego większej wagi, kto by się tam przejmował głębszymi relacjami.
- To tereny Saevy, więc ciężko byłoby nam nie być uczniami tego domu - odpowiedziała pewnie, przekrzywiając jednocześnie głowę na wszystkie strony, chcąc lepiej przyjrzeć się dziewczynie. W ten sposób straciła całkowicie zainteresowanie Bastianem, ale niewykluczone, że tylko na momencik. W końcu z nim się już przywitała, mogła spokojnie odrzucić go na dalszy plan.
- Iść do pokoju? Niemagiczni ludzie? - powtórzyła powoli i zmarszczyła czoło, próbując zastanowić się nad każdą otrzymaną informacją po kolei. Szybko jednak wyraz jej twarzy wrócił do poprzedniego uśmiechu, jakby znudziło jej się rozmyślanie. To znaczy, wcale nie była głupia, nie chodziło o to, że niczego nie umiała wydedukować. Czasem potrafiła wziąć coś na poważnie, ocenić zagrożenie i podjąć odpowiednie kroki z nim związane. Teraz natomiast wyraźnie zbagatelizowała ostrzeżenie. Co mogło im grozić wewnątrz szkolnych murów?
- Tutaj to przecież niemożliwe - przedstawiła swój osąd, kiedy jej wzrok nagle padł na ptaka. Ptaka, który mógłby być uosobieniem piękna... na drugim miejscu zaraz po niej, oczywiście. Jak długo tutaj był? Czy to możliwe, że nie zauważyła go wcześniej? W sumie żadna różnica. Ciekawe, czy można go pogłaskać?
- Chwila, moment - wróciła na ziemię, zapominając nawet o zwierzęciu. - Ludzie poważnie wdarli się na teren szkoły? Jacy strażnicy? Dlaczego o niczym nie wiem? Iść z tobą gdzie?
Masa pytań wręcz żądających szybkiej odpowiedzi. Dea nienawidziła nie wiedzieć, potworne uczucie, serio. Niech ich wszystkich szlag trafi. Nie mogła mówić od razu, że nie żartuje? Tyle nowych informacji, a ona musi się dowiadywać pośrednio z różnych źródeł. Tak być nie będzie.
- Bastian, co robimy? - spytała, gdy wreszcie przypomniała sobie o obecności chłopaka. Nie patrzyła jednak na niego, jej uwagę ponownie przykuł niezwykły okaz ptaka, który dodatkowo zaczął się do niej przymilać. Bez zbędnego myślenia wyciągnęła łapki żeby przygarnąć go do siebie i przytulić. Kurde, tyle tutaj przytulanek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bastian Zachary Marshall

avatar

Liczba postów : 107
Join date : 09/11/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Czw Sty 02, 2014 3:05 pm

Najbardziej magiczną z mocy wszystkich kobiet (szczególnie tych pięknych), z pewnością jest ta, która pozwala im jednym ruchem bioder, oszczędnym uśmiechem i błyskiem oka załatwić sobie stado odmóżdżonych facetów gotowych spełnić każdą ich zachciankę. Drugą w kolejności jest ta, która pozwala im interpretować fakty w zależności od ich humoru i chęci, z czego skrzętnie korzystają. Już nie będę się rozwodził nad interpretacją zdania "Wyglądasz dużo lepiej w tej sukience, która była za luźna i skurczyła się w praniu, więc teraz lepiej na Tobie leży." jako "Jesteś gruba.", co na pewno na własnej skórze poznał każdy mężczyzna, który postanowił poświęcić swoją wolność dla względów płci pięknej.
Tej właśnie sztuki użyła Orchidea rozmawiając z Bastianem, którego w sumie nawet to nie zdziwiło, ogólnie mało rzeczy go dziwiło, był na tyle otwarty na świat, że wszystko przyjmował ze spokojem i zawsze korzystał z okazji, żeby dowiedzieć się więcej. Na przykład, że Dea jest bardzo skoncentrowana na sobie, co akurat mu nie przeszkadzało, lubił gdy kobieta wie, co jest dla niej najważniejsze, a że najczęściej fokus i kobiety, i mężczyzny sprowadza się do kobiety, ułatwiało to egzystencję wielu związkom. Nic personalnego, żadnych sugestii, just sayin'.
- No oczywiście, że specjalnie dla Ciebie, przecież nic mnie bardziej nie cieszy niż możliwość spotkania się z Tobą. Odparł ze swoim nieodłącznym uśmiechem, nie spuszczając z oczu patrzałek dziewczyny. Nie chciał, żeby jego wypowiedź brzmiała sarkastycznie, ale widział, z jaką łatwością Dea łyka "prawdę" która jej pasuje i jaką radość jej to sprawia, więc czemu nie miał uczynić jej dnia jeszcze milszym? Owszem, może nie jest to zbyt miłe, nikogo nie powinno się oszukiwać, szczególnie nie biedna, naiwną piękność, ale Bastian, szczególnie w takim stanie co teraz, nie chciał, żeby ktokolwiek nie był radosny i uśmiechnięty.
Ich urocze randez-vois (nie liczę tych po drugiej stronie salonu, bo najwyraźniej świata poza sobą nie widzieli) przerwało nadejście kolejnej dziewczyny. W sumie, Bastian miał szczęście, cały czas laski, z drugiej, czemu nie może czasem spotkać jakiegoś faceta, z którym można by normalnie pogadać, zapalić joya, czy coś. Naprawdę, czasem (a nawet dość często) faceci hetero potrzebują innych facetów hetero do życia.
Okej i teraz nagle Bastian zszedł na drugi plan, w sumie mu to nie przeszkadzało, niech kobiety rozmawiają, on po prostu analizował treści i fakty. Gdy usłyszał, jak... ptak (swoją drogą całkiem fajny, wyglądał jak Feniks, albo Moltres z pokemonów) opisał jakąś dziewczynę bezwiednie pomyślał o Cini i bezwiednie pogładził spoczywający w bezpiecznej kieszeni złoty zegarek. Jeśli to ona, to spotkają się szybciej niż oboje myśleli, że się to stanie.
Drgnął, gdy Orchidea zwróciła się z powrotem do niego.
- W sumie nie uśmiecha mi się powrót do pokoju, dopiero z niego wyszedłem. Chodźmy znaleźć tą dziewczynę. Odpowiedział zaciskając w dłoni elegancki chronometr. Czas to pieniądz.
Tylko czemu trafił na dziewczynę, która właśnie próbowała przytulić ptaka?

_________________

Tag by Engine
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Taranee

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 28/12/2013

PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   Czw Sty 02, 2014 10:05 pm

Melior? Jak to Melior, te ptaszysko łasiło się lepiej niż kot, było ciepłe, wręcz lekko gorące, ale nie przeszkadzało Ori. Wtuliło się delikatnie zawijając skrzydła, pachniał dziwnym kwiatem, jakby miodu i ostrego zapachu, mocnego kwiatu, podchodzącego pod róże i jagody.
Kobieta cierpliwie, z kamienną twarzą wysłuchała pytań Ori.
Strażnik ognia, Elizabeth. Destrukcja żywiołów, tak inaczej na mnie mówią. Ludzie od wieków, palili nas, zabijali, wrzucali do wody, truli i wybijali w różne sposoby. Jak myślisz, teraz znajdujesz się w miejscu, gdzie spotkasz Panią Basie? Ogniste spojrzenie, pięknych pełnych nadziei oczy, znalazło się na kobiecie.
-Chcesz wiedzieć więcej? Ludzie zaczynają się dowiadywać o magii, skąd? Nauczyciele i uczniowie, oni nie patrzą już na nas, na fakt bezpieczeństwa i równowagi, pieniądze, sława. To jest teraz ,, Na modzie''. Przez to możemy spodziewać się wojny. Wydajecie się niewtajemniczeni. Chodź nie jestem pewna, oświadczam wam że przejmuję pieczę nad tą częścią szkoły. Jestem jednym z pięciu strażników i chyba najbardziej punktualnym... Uśmiechnęła się ciepło pod nosem i poprawiła broń.
Naglę ptak delikatnie wysunął się z rąk kobiety, żeby płynnie wzbić się w powietrze i mimo swoich sporych rozmiarów usiąść na przedramieniu rudej wojowniczki. Ta ciałem raczej nie pokazywała, to co może unieść, ale ptak dał jasno do zrozumienia.
-Jest gorzej niż myślałam, rozpoczęli walkę. Ruszajmy więc! Potem odpowiem na resztę twoich pytań kwiatuszku. Ponagliła towarzyszy idąc przodem. Dumnie wyprostowana i gotowa do walki, udając się wprost na Tereny Saevy.
z/t

_________________
Ubranko
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój wspólny.   

Powrót do góry Go down
 
Pokój wspólny.
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój przesłuchań
» Pokój w burdelu (mieszkanie Jinxa - nikt nie ma tu wstępu)
» Pokój medyczny
» Pokój gościnny
» Zaginiony wspólnik

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: St. Francesa :: Wieże :: Wieża Północna :: Dormitorium Saeva-
Skocz do: