IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rawr.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Marika
Klasa Piąta
avatar

Liczba postów : 97
Join date : 17/10/2013

PisanieTemat: Rawr.   Nie Kwi 20, 2014 7:53 pm


Druga w nocy, slumsy Sattendorf.
Stojący na wysokim, pięciometrowym budynku strażnik ziewnął szeroko i usiadł na dachu. Wpatrywał się w gwiazdy. Dziś niebo pokrywała wyjątkowo wielka szata bogato zdobiona błyskotkami. Właśnie mijała godzina druga w nocy. Mężczyzna nie będzie mógł za szybko wrócić do domu. Marzył, tylko o ciepłym łóżku, kolacji i o swojej ukochanej żonie. Na drugim budynku siedział jego kolega. Oboje obserwowali bacznie ulicę.
Nagle oboje zeszli z budynków i weszli do karczmy. Lokal jak każdy inny w slumsach. Pełno brudu, pijaków, zapachu potu i seksu.  Właściwie niczym konkretnym ten budynek się nie wyróżniał.
Oboje podskoczyli. Usłyszeli płacz dziecka. Niemowlęcia, który dochodził z góry. Szybko weszli tam po schodach i zobaczyli piękną kobietę o białych włosach, które kaskadami opadały na jej ramiona. Jej niebieskie oczy lustrowały to co się działo, a jej miękkie dłonie głaskały małe dziecię. Dziewczynka wydawała się mała, niepozorna. Jedną z cech charakterystycznych jest to, że ma niebieskie oraz zielone oko.
- Nareszcie jesteście chłopcy - cały pokój ogarnął ciepłu głos niewiasty, pogłaskała dziecię po głowie -  Poznajcie Marikę najmłodszą członkinie rodu Bernardus. Dziewczynę, która ma na cel odmienić cały świat magii oraz zmienić światopogląd slumsów-  krew trysnęła. W czoło kobiety ktoś trafił sztyletem. Zasnęła z uśmiechem na ustach. Mężczyźni uratowali małą dziewczynkę.

Ósmy marca 1885, godzina siedemnasta
- Ale bracieeee! - wydobył się piskliwy głos z gardła trzyletniej, niezadowolonej dziewczynki - Daj mi w końcu zdmuchnąć świeczki, mam życzenie! Mam już trzy latka! - naburmuszona Marika cały czas krzyczała, ale brat cały czas zabierał jej świeczkę sprzed nosa. Gonili się tak z godzinę, dwie? Szczęśliwi czasu nie liczą. Marisia już ledwo dyszała. Dało się usłyszeć, tylko jej sapanie i bezsilne próby skoku, aby zgasić świeczkę.
- Mam dla ciebie zagadkę - w końcu powiedział brat, jak tylko panienka Bernardus opadła z sił - w którym roku będziesz miała osiemnaście lat? Jak zgadniesz to dam Ci zdmuchnąć świeczkę, kochana siostrzyczko.
Dziewczyna usiadła. Zaczęła liczyć na swoich łapkach. Kilkanaście razy się pogubiła, a jej ukochany brat jeszcze  utrudniał jej zadanie.
-  W roku 1900 będę miała osiemnaście lat  - powiedziała i w końcu zdmuchnęła świeczki. Usiadła cała zadowolona na podłodze i łyżką zjadła swój kawałek tortu z bananem na twarzy.

1886, 23 maj południe, slumsy Sattendorf
Słoneczne południe w slumsach zawsze dzieci bawią się jak najlepiej potrafią. Marika ze swoją przyjaciółką akurat wymyśliły śliczny wierszyk dotyczący slumsów.
- Kto ty jesteś?
- Marisia mała!
- Jaki znak twój?
- Kotek biały!
- Czym twa ziemia?
- Mą ojczyzną!
- A w co wierzysz?
- W Slumsy Sattendorf wierzę!
Nagle krzyk. Obraz Marice się urwał. Nie pamiętała nic więcej z tamtego dnia. Jej przyjaciółka zaginęła jednak w dziwny sposób.



1894, 23 maj południe, las St. Francesy
Dziwnym zbiegiem okoliczności wyszło na to, że Marika miała studiować w szkole magii. Sama nie wiedziała jakim cudem do niej dotarli. Dostała list, niczym Harry Potter. Z początku nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić, ale udała się by spotkać vice dyrektorkę szkoły. Spotkanie miało odbyć się w lesie, które szczerze mówiąc bała się i wystrzegała jak ognia.
- Dzień dobry - odezwała się pierwsza, cichutko Marisia. Jeszcze była małą dziewczynką. Jej różowa, lekko pobrudzona sukienka tańczyła wraz z powiewem wiatru, a oczy Mariki lustrowały dyrektorkę.
- Dzień dobry - usłyszała chłodny, władczy głos - Matka chciała byś się uczyła we francesie, może opowiesz mi jakie umiejętności fizyczne nabyłaś w czasie, gdy cię nie obserwowałam?
Marika z początku zamarła.
-  Emm... - zaczęła, ale właściwie nie miała zielonego pojęcia, co powiedzieć -  No nie umiem nic specjalnego, ale potrafię się bić wręcz naprawdę nieźle... Jednemu gościowi wybiłam zęby, hehe. Jedzenie też się liczy?! Jeśli tak to jem za dwóch... Nawet czasem za sześciu. Jestem całkiem dobra w gimnastyce, zwinna i szybka, jak kot nyaaa!~~ No i dobrze biegam. Nie jestem na nic chora...- uprzedziła kolejne pytanie.
Rozmowa ciągnęła się dalej.


1900, 1 wrzesień, St. Francesa - pokój Kiwi i Eve z Ordinarium
Na łóżku leżał sobie mały kotek zwinięty w kłębuszek. Było mu strasznie miło i ciepło, a najchętniej to poszedłby teraz spać. Kotek jest naprawdę zwyczajny. Wygląda jak najzwyklejszy dachowiec, ale coś go odróżnia od zwykłego kota - ma piękne oczy jedno niebie, drugie pełne zieleni lasów. Nagle bah, przewrót na plecki kotka i to piekielnie tajemnicze spojrzenie, które po prostu ujmuje ludzi. Właścicielką kota jest nie jaka Kiwi. Marisia zawsze uwielbia wylegiwać się na łóżku właścicielki jest ono naprawdę wygodne no i przede wszystkim pachnie nią. Ona uwielbia zapach jej pani, gdy tylko dotyka jej główki. Jakby hipnotyzował.
Przewrót z powrotem na plecy i co wtedy? Nagle! Stało się coś dziwnego, nieoczekiwanego! Zamiast kota na łóżku pojawiła się kobieta. Nic bardziej niespodziewanego. Z początku ziewnęła.
Naprężyła swoje ciało. Skóra kobiety wydawała się strasznie delikatna niemalże jakby została zrobiona z czegoś delikatnego, do tego śnieżnobiała. Całe jej ciało było delikatne i dobrze zbudowane. Dwie piersi ozdabiały pięknie jej klatkę piersiową. Nie były one małych rozmiarów, wręcz przeciwnie.
Po chwili wstaje i zaczyna się ubierać w swoje rzeczy schowane pod łóżkiem. Najpierw czarno-czerwoną bieliznę, potem resztę mundurku szkolnego. Staje przed lustrem. Czesze swoje piękne różowe włosy, spoglądając na swoja okrągłą twarz. Kilka razy przeczesuje włosy by część z nich związać z tyłu w malutką kitkę. Uśmiecha się. Patrzy na siebie jeszcze raz - na dobrze zbudowane ciało, zielone i niebieskie oczy, malinowe usta, które aż proszą się aby  o nie zadbać namiętnym pocałunkiem.
Tak Marika rusza pewnym siebie krokiem w świat. Jeszcze trochę zaspana, ale czas ruszać na pierwszą lekcję w tym roku!~~

Witamy w wyobraźni panienki Mariki Bernarud. Póki co znajdujesz się w samym środku jej pamiętnika. Zapraszamy do przygody po cechach jej charakteru.
To co widzimy na zewnątrz małego, szarego kota nie wydaję się być niczym specjalnym. Miły, kochany kotek, który naprawdę czeka, aby ktoś go pogłaskał. Uwielbia ciepło i mruczeć.
Jednak! Ten kot jest specjalny bowiem sika wszędzie, zwłaszcza na kopulujące pary, które niczego się nie spodziewają. Do tego niesforny, ba zepsuje ci nawet twoje łóżko w najmniej spodziewanym momencie jaki mógłbyś oto podejrzewać, tylko tak dla funu.
Teraz Bernardus idzie korytarzem jak gdyby nigdy nic. Mija ludzi spokojnym krokiem. Wzrok jej gdzieś błądzi po ścianach. Wydaje się tajemnica, a jednocześnie okryta jest jakimś mrokiem. Uśmiecha się tylko chytrze pod nosem. Wydaje się być cichą, spokojną, ułożoną i wstydliwą osobą.
Nic bardziej mylnego.
Czasem owszem jest taka, tylko po to by zmienić się w lwice ganiającą nago po całym korytarzu. Wtedy jest jak kot. Przytula każdego, łasi się. Dziwnym trafem ludzie nie połączyli tej spokojnej uczennicy z tym żywiołowym człowiekiem.
W otoczeniu osób które dobrze zna jest pyskata i jest kotem. Zresztą do osoby Marysi musicie się przyzwyczaić oraz ją poznać, ponieważ nie da opisać się jej charakteru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Rawr.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Kartoteka :: Karty Postaci :: Zaakceptowane-
Skocz do: