IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dach ogrodzony balustradą.

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Radek
Nauczyciel Matematyki
avatar

Aquarius Liczba postów : 169
Join date : 13/10/2013
Age : 23
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Dach ogrodzony balustradą.   Pon Paź 14, 2013 5:40 pm

First topic message reminder :

Dach budynku szkoły, z którego roztaczają się widoki na dziedziniec, polankę, las, a także góry. Można tutaj wejść schodami z trzeciego piętra. Są tu poustawiane ławeczki, po jednej na każdą stronę świata, lecz oprócz tego, nie ma tu nic ciekawego. Miejsce, do którego można iść, by zaznać odrobiny prywatności, a jednocześnie móc napajać się różnorakimi widokami. Doskonale widać stąd zarówno zachód, jak i wschód słońca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Eve
Klasa Trzecia
avatar

Capricorn Liczba postów : 86
Join date : 23/10/2013
Age : 24

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Wto Kwi 22, 2014 9:32 am

Aż chciałoby się powiedzieć, że z zaskoczenia Eve poszło mleko z nosa! Ale tak śmiesznie to jednak nie ma w życiu, a zielonowłosa w pełni kontroluje swoje drogi oddechowe, by nie łączyć ich z tą drogą prowadzącą do żołądka! To by było zabawne...
W pierwszej chwili, Eve niczego się nie spodziewała. W sumie rozkoszowanie się smakiem mleka tak bardzo stępiło jej w tej chwili wszystkie inne zmysły, że pojawienie się Rill odkryła dopiero w momencie, kiedy nagle widoczność zielonowłosej spadła do zera. Bo prawdą jest, że gdyby nie rozkojarzenie, normalnym byłoby, że Eve usłyszałaby dziewczynę gdy ta jeszcze znajdowała się pod drzwiami wejścia na dach. Przecież te piękne lisie uszy o lśniącym futerku nie są tylko na pokaz! A może są i ona tylko udaje, że ma lepszy słuch? Ehehe...
Wyszczerzyła ząbki. Po głosie od razu poznała, z kim ma do czynienia. Zbyt wiele dziewcząt już się na niej poznało, by ryzykować takie zbliżenie i, o zgrozo, dotykać Eve! Tylko nieliczne osóbki, takie jak Rill, były w pełni nieświadome, co może je w każdej chwili spotkać. Mając to w zwyczaju, Evcia lekko ugryzła dziewczynę w palec, w sumie bardziej go śliniąc, niż sprawiając Rill ból. Gryzienie, liżenie, czy nadmierne dotykanie i tulenie się do kogoś, nie było dla Eve czymś zawstydzającym. Ot, to była ona i nie było się tu co dziwić. Uniosła wzrok na piegowatą twarzyczkę. Bądź co bądź, Evka miała wielką słabość do piegowatych osóbek... Uśmiechnęła się szeroko, ukazując śnieżnobiałe ząbki.
- Hej, Rill! - zawyła dźwięcznym głosikiem, energicznie kręcąc lisim ogonem. Tak, to było merdanie. Ale Evka się do tego nie przyznaje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rillianne
Klasa Trzecia
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 13/04/2014

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Wto Kwi 22, 2014 5:15 pm

No cóż. Dla Rillianne z pewnością byłoby to zabawne. Zwłaszcza, że nie miała jeszcze okazji spotkać się z osobą, której z zaskoczenia mleko uleciało nosem. Mimo, że z boku prawdopodobnie cała ta sytuacja mogłaby wyglądać niesmacznie. Kogo to jednak obchodzi? Ważne, że obie panny miałby z tego ubaw, opinia innych się już nie liczy. Zresztą bądźmy ze sobą szczere - gdyby zielona nie wybuchła głupkowatym śmiechem, jaki ma w zwyczaju na okrągło prezentować, piegowata byłaby w jawnym szoku. Z wrażenia opadłaby jej szczęka. Biedaczyna, musiałaby później zbierać swoje białe, równe ząbki z podłogi.
Co zrobisz? Nic nie zrobisz. Rillianne nie jest zbyt ogarnięta, nigdy nie słuchała innych dziewcząt, które od samego początku jej znajomości z zieloną, ostrzegają ją przed Ev. Poza tym właścicielkę lisich, słodkich uszu traktuje jako jedną z bliższych sobie osób, więc dlaczego miałby jej nie dotykać, dlaczego miałaby trzymać się na dystans? Zdawać by się mogło, że Averse jak głupia udaje nie dość, że głupią, to i ślepą. Ot, klapy na oczy i przed siebie. Nie dopuszcza do siebie myśli, że Ev byłaby w stanie 'rzucić' się na nią jak na inne dziewczęta. No bo jak to tak? Molestować przyjazną dla środowiska i otoczenia Rill? Nie wolno, nie wolno ~
Nadęła zabawnie poliki, kiedy znajoma obśliniła jej palec, zaraz przenosząc dłoń nieco niżej, by wytrzeć mokry od śliny Ev palec w jej koszulkę. Gdzieś na wysokości ramienia. Nie żeby Rill się brzydziła, jest to dla niej po prostu swego rodzaju dyskomfort, którego pozbywa się automatycznie, właściwie nie kontrolując nawet swoich odruchów. Następnie splotła ręce za plecami, wbijając intensywnie niebieskie tęczówki w czerwone ślepia koleżanki.
- Ev, co Ty tutaj robisz? Jakim cudem Twoja mózgownica pracuje tak wcześnie rano? - wypaliła, unosząc delikatnie kąciki ust ku górze, przez co w obu jej policzkach ukazały się drobne dołeczki. Nachyliła się jeszcze bardziej, nadstawiając zielonej czoło.
- Poranny buziak od pseudo siostry. Raz, raz. - zażądała, wskazując paluchem na swoją łepetynę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eve
Klasa Trzecia
avatar

Capricorn Liczba postów : 86
Join date : 23/10/2013
Age : 24

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Wto Kwi 22, 2014 5:49 pm

Z jednej strony to nawet miło, że Rill nie słucha opinii innych ludzi na temat Eveline. Z drugiej... Cóż, jeśli jedna osoba wygaduje takie "bzdury" to może je spokojnie olać, ale kiedy takowych osób pojawia się więcej... To wtedy trzeba zastanowić się, czy aby w ich słowach nie ma czasem choć ziarna prawdy. Gdyby Eve posiadała wiedzę, iż piegowata naprawdę nie słucha przestrog innych, chyba by się co najmniej wzruszyła. No bo w końcu każda inna od razu by uciekła... W sumie Evke zaczęło powoli zastanwiać to, że Rill tak długo z nią wytrzymuje. Przecież ona nawet nic nie podejrzewa! No może coś tam o tym sądzi, ale skąd Evcia ma wiedzieć, co. Tak czy siak, z jednej strony zielonowłosa chciałaby utrzymając z piegowatą taką właśnie relację, z drugiej zaś na każdym kroku Rill coraz bardziej ją pociągała... Serio, to chyba jest wprogramowane w móżdżek lisicy, jakby nie potrafiła jednego dnia chociaż o tym nie myśleć.
Spojrzenia dziewczyn na chwilę się spotkały, ale jako że Eve ciągnęło do piegów Rill, to wzrok zielonej powędrował zaraz niżej. Siorbnęła mleka z kubka i znowu posłała niby starszej siostrze głupi uśmiech. Cóż, dla jednych głupi, dla drugich szczery.
- Nie pracuje, ona jeszcze śpi! Dlatego właśnie wyszłam na zewnątrz, żeby ją ożeźwić. - odparła mądrze, jakby coś takiego serio miało przewietrzyć jej móżdżek.
Drgnęła lekko, ciekawa co ta Rill wyprawia, pochylając się tak nisko. Rubinowe ślepia zaiskrzyły dziwnym blaskiem po słowach piegowate. Ogo, coś się tam knuło w tej łepetynie. Ale co?
Eve oblizała wpierw usta, co by nie pobródzić Rill swoimi mlecznymi wąsami. Dosyć szybko aby nie mogła zaprotestować, zielona odchyliła się nieco i paluszkami odchylając nieco głowę Rill za podróbek, musnęła chłodnymi od mleka wargami jej szyję. Po tym odsunęła się i znowu wyszczerzyła. No co, w końcu wyraźnie nie sprostowała w swoich słowach, gdzie tak właściwie Evcia ma ją pocałować...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rillianne
Klasa Trzecia
avatar

Liczba postów : 50
Join date : 13/04/2014

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Wto Kwi 22, 2014 6:28 pm

Dziewczyna nic na to nie poradzi. Jeżeli ktoś zdobył jej zaufanie, natomiast ona obdarzyła kogoś szczerą sympatią, nie była już w stanie powiedzieć na tą osobę złego słowa. Tak samo jak zupełnie nie reagowała na ostrzeżenia innych, mimowolnie biorąc je za śmieszne. Jakby na siłę każdy chciał ją odciągnąć od zielonej, czego piegowata zupełnie nie rozumiała. Bo po co? Przecież Eve to taka miła istota, roztrzepana, potrzebująca uwagi i pochopnej opieki. Zresztą każdy ma swoje jakieś spaczenia, mniej bądź bardziej przyjazne dla innych. Rillianne nie wyobraża sobie, aby miała teraz zerwać wszelkie kontakty ze swoją 'młodszą siostrzyczką' tylko dlatego, że ta ochoczo przyjmuje w swoje ramiona panny. Averse nie jest w tym przypadku lepsza! Małe, urocze dziewczynki chowa pod swoim skrzydłami, by później uznawać je za swoje prywatne własność, których nikt nie może dotknąć. Bardzo egoistyczne podejście, to fakt. Nikt by się tego po niej nie spodziewał, ona sama nie przypuszczała, że będzie miała takie zapędy. Wyszło, jednak jak wyszło, a swoje chwilowe odskocznie od normalnego funkcjonowanie między uczennicami uznaje za normalną kolej rzeczy. Przecież się tego nie wyprze, tak samo jak nie wyprze się Ev.
Inną sprawą jest to, że Rill zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, że z dnia na dzień coraz bardziej pociąga Ev. Traktuje ją jak siostrę, jest zupełnie ślepa na jakiekolwiek znaki, które zielona mogłaby jej dawać.
Owszem, nie raz zdarzało się tak, że przez przypadek widywała ją z innymi dziewczętami. Odbierała, to jednak za niewinne filtr, natomiast ich znajomość za specyficzny byt. Ot, jakoby Eve nie widziała w niej kolejnej uroczej buźki do zmacania, a personę na swój sposób dla siebie ważną.
Pstryknęła lisicę zaczepnie w nos, chwilkę później dając jej spokojnie upić kilka łyków mleka. Kto wie, jeszcze by się zakrztusiła, jakby zaczęła ją ciągnąć za zielone pukle albo tarmosić za pulchne policzki. Niech lepiej dziecko bez stresu się napije, tag.
- Głuptas. - mruknęła, wzdychając cicho. Na kolejne ruchy Ev, Rillianne zareagowała przeciągłym piskiem, odsuwając się na niewielką odległość od dziewczyny. Przejechała dłonią po smukłej szyj, przybierając przy okazji na kolorach. Rumiane policzki wymiatają, fuck yeah.
- Jak można pomylić czoło z szyją? - jęknęła, demonstracyjnie klepiąc się z otwartej ręki w czoło.

[zt]

_________________


Ostatnio zmieniony przez Rillianne dnia Nie Maj 25, 2014 4:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eve
Klasa Trzecia
avatar

Capricorn Liczba postów : 86
Join date : 23/10/2013
Age : 24

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Wto Kwi 22, 2014 8:11 pm

Oho, gdyby tylko Evcia dowiedziała się skądś o tej jakże cudownej "słabości" Rillianne, zapewne niehybnie by to wykorzystała. A jak. To byłby niezły pretekst, by pokazać swoją drugą twarz. W sumie może nie tyle co "drugą twarz", a raczej tą drugą część siebie. Bo zboczenie zielonej nigdy nie było czymś od niej niezależnym. Ona tego chciała, to część jej samej. Ale mniejsza o to, zatrzymajmy się po prostu na tym, że to zboczone dziewczę i tyle, taka chłopska logika w zupełności wystarczy.
Zachichotała, niczym zielony chochlik po dobrym kawale, widząc reakcję piegowatej na ten nagły całus. Zamerdała energicznie puszystym, kremowobiałym ogonem, który zaraz wzięła we własne. Owiając wokół palca czerwone futerko na końcu owego ogonka, spojrzała na Rill zadziornie.
- Nie sprecyzowałaś, gdzie mam Cię pocałować. - wyjaśniła zaiście niewinnie. Acz dało się wyczuć w jej głosie jakąś dziwną nutkę... Którą nie dało się do końca sprecyzować. Jakby na chwilę przestała być dziecinna? I powiedziała to, jakgdyby rzucając dziewczynie małe wyzwanie? Cholera ją tam wie, ja umywam ręce.
Biada tej, która dotknie Evciowego ogona, oj biada. Sama się wtedy prosi o zabawę.
Wysiorbała resztę mleka z kubka i odstawiła go na narazie na ziemię. Potem go zabierze, o ile nie zapomni. A znając życie, pewno tak się stanie. Puściła w końcu swój lisi ogon, podrapała się po długim uszku i ni stąd ni zowąd przytuliła się do piegowatej, wtulając mordke w jej brzuch. Policzki zielonej zaczerwieniły się przy tym nieco. Cóż, po części powstrzymywała się, żeby czasem nie zacząć jej lizać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Śmierć

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 10/01/2014

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Sob Maj 31, 2014 9:49 pm

Tak, tak, zdążył już odwiedzić swój pokój. Przybrał w nim ludzką postać i ubrał się. Następnie odwiedził kuchnię i zabrał z niej trochę jedzenia. Jako, że nie chciało mu się stać na korytarzach ukradł także bujany fotel.
Co do jedzenie chcielibyście wiedzieć? Kurczaka w pikantnej panierce wrzucił do dżemu truskawkowego i wsypał do tego jeszcze soli i pieprzu. Na drugie danie czapnął frytki - wpakował je do głębokiego talerza z serkiem homogenizowanym waniliowym. Pić też trzeba, nie? Dlatego zmieszał razem Colę, miód, kawę, wsypał pięć łyżeczek cukru i dolał lampkę szampana.
Zaopatrzony rozstawił się oczywiście w jednym z lepszych punktów widokowych. No i zaczął się odprężać, objadać i lukać na dół. Trzeba było przyznać, że nieźle się ustawił na dzisiejsze popołudnie!

_________________

KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 21
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Sob Maj 31, 2014 10:46 pm


    Zachód słońca, cisza, świeże powietrze. Po tym jak Sara ledwo uniknęła śmierci i przeleżała sporo czasu w gabinetach jakoś zatęskniła za wolną przestrzenią. Wcześniej ciągle prześladowała ją tylko krew, panika, zwątpienie, a przede wszystkim strach. Całe życie powtarzała sobie, że nie boi się śmierci; a jak przyszło co do czego, ryczała obawiając się jej. Można powiedzieć, że była za to na siebie zła, uważała się za silniejszą psychicznie. Razem z głową pełną myśli pałętała się po szkole. Nogi same ją prowadziły; właściwie miło, że już mogła normalnie z nich korzystać, zamiast targać je za sobą jak zombie. Choć i tak nie pozbyła się jeszcze wszystkich efektów poprzedniej przygody. Na jej lewym przedramieniu znajdował się opatrunek oraz nie mogła obciążać owej ręki. Na szczęście nie sprawiało jej to wielkich problemów; przynajmniej dopóki nikt jej nie atakuje. Spacerując tak doszła aż na dach. Zapragnęła po prostu pooglądać otaczający ją krajobraz. Kiedy dołączyła do szkoły spędzała tutaj dużo czasu, jednak później doszło więcej obowiązków, chłopak, dbanie o przyjaciół i jakoś w tym wszystkim zgubiła samotność. Jednak kiedy leżała w gabinecie nie odwiedził ją nikt; ludzie zdawali sobie sprawę z tego co się z nią dzieje, w szkole na pewno było głośno o kilku uczniach w krytycznym stanie. Nikt, nikt nie przyszedł zobaczyć jak się czuje i wesprzeć ją chociaż głupim "Trzymaj się". Dużo oczekiwała? Po prostu uważała, że niesprawiedliwe jest to, że kiedy ktoś jej potrzebuje pojawia się zawsze; jednak tylko w wyjątkowych przypadkach działa to w dwie strony. Dostrzegła dobrze znajomą jej ławkę, która aktualnie stała przodem do prawie już zachodzącego słońca. Nie pognała jednak w jej stronę od razu, ponieważ na drodze siedział sobie beztrosko jakiś osobnik płci męskiej. Mimo, że widziała tylko jego plecy; to wydawały jej się jakoś miło znajome. Miała ochotę od razu rzucić się na nie przyjaźnie i przytulić tą osobę. Może to nawet nie miało nic wspólnego z tym facetem; po prostu była przepełniona samotnością i szukała towarzystwa aby nie zwariować? Licho wie. Po prostu przystanęła za osobnikiem, przechyliła z zainteresowaniem głowę na bok i wpatrywała się w niego jakby nigdy nic. Znam go?

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Śmierć

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 10/01/2014

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Nie Cze 01, 2014 12:17 am

On się opychał swoimi fryteczkami. Były przepyszne więc w sumie zapomniał o całym świecie. Co gdyby dodać do nich jeszcze krem karmelowy? Tak, tak Śmierć i jedzenie. Tajne techniki zachodniej kuchni. Powinien zostać restauratorem i wydać serię słynnych poradników kulinarnych. Zapewne dorobiłby się na nich dużego hajsu!
Dlaczego siedział tu. Nie ze względu na to, że czuł jakoś szczególnie potrzebę romantyzmu, nie przez to, że jakoś specjalnie na niego oddziaływały piękne widoki. Meh, były mu obojętne, siedział tu bo po prostu miał taki kaprys, o! I tyle! Taka była jego tajemnica i odpowiedź na najstarsze pytanie tego wieczoru.
W sumie tego, że ktoś tu jest nie zauważył zbyt prędko, zaniepokoił się dopiero gdy w trakcie bujania się kątem oka dostrzegł coś czego nie powinien dostrzec. O cholera! Ufo chce go porwać! Co teraz? Co jeśli zrobią mu sekcję zwłok albo wywleką z niego flaki i zrobią z nich ozdoby do choinki? Chwila, chwila. Był Śmiercią, nie miał flaków. Uf! To kamień z serca, nie musiał się zamartwiać. Nawet zabić go nie będą mogli. Haha! Tyle wygrać.
Jednak. Zagrożenie, instynkt, szybka reakcja. Świst powietrza i lecąca w stronę czoła Sary, zamoczona w serku homogenizowanym frytka. Taaak! Idealna broń, idealny czas reakcji, idealne narzędzie mordu! Dopiero gdy jego ofensywa dobiegła końca zaczął przyglądać się dziewczynie.
Mrugał, w sumie nie mrugał. Był nieco zainteresowany maślanym spojrzeniem nieznajomej. Patrzyła się na niego jakoś dziwnie. Tak, dziwnie, że aż dziwnie. Zupełnie jakby chciała żeby jej wynajął stiptizera albo kupił lizaka.

_________________

KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 21
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Nie Cze 01, 2014 12:00 pm

    Nie od razu dostrzegła, że mężczyzna coś je. Jakoś tak wyszło, że kiedy już się w niego wpatrzyła, to myślami zupełnie uciekła z tego miejsca. Chęć towarzystwa, śmiech, ciepło; takie przy kominku w rodzinnym domu. Rodzina.. Można powiedzieć, że panienka Chanakya czegoś takiego jak rodzina w ogóle nie posiada. Tutaj w szkole uznała Edwarda za swojego brata, choć nie mają tych samych rodziców. Po prostu chciała mieć kogoś, komu może w każdej chwili rzucić się na szyję, usiąść na kolanach, opowiedzieć żart. Od zawsze brakowało jej rodzinnego ciepła, choć sama od niego uciekała. Matka nigdy nie potrafiła nic powiedzieć; wykonywała tylko obowiązki, które do niej należały typu gotowanie, sprzątanie. Ojciec jednak mówił za ich dwóch. Cholernie próbował ustawić jej życie. Sam uczył się w Francesie i uznając poziom szkoły na zbyt niski dla Sary uznał, że będzie uczyć się prywatnie. Zaprzeczała, prosiła, błagała; chciała iść do tej szkoły, poznać magów na tym samym poziomie co ona. Nie zgodził się, więc tuż przed pierwszą lekcją uciekła z domu i trafiła tutaj. O dziwko dyrekcja przyjęła ją bez większych problemów. Pamiętała to jak wczoraj, a minęły już trzy lata.
    No właśnie, kiedy tak myślała o tych sytuacjach, nagle dostrzegła niespodziewany ruch mężczyzny i jakiś przedmiot lecący w jej stronę. Normalnie zapewne by zareagowała jakimś unikiem, odskokiem, czymkolwiek. Jej wzrok jednak zawiesił się na twarzy mężczyzny, więc nawet nie zwróciła uwagi na frytkę, która odbiła się od jej czoła brudząc je przy tym. Oczy otworzyła szerzej niż dotychczas, źrenice znacznie jej się zmniejszyły. Uniosła jedną dłoń i przetarła oczy, jakby nie dowierzała w to co widzi. - Co tutaj robisz.. ta..to? - zapytała drżącym głosem. Nie miała z nim kontaktu od trzech lat, ale spędziła w rodzinnym domu całe dzieciństwo; te rysy twarzy zostały jej w pamięci. Nie rozumiała tylko co to ma znaczyć, co on tutaj robi. Przyjechał by ją zabrać do domu? W takim razie dlaczego tylko siedzi na dachu w bujanym fotelu i zapycha brzuch smakołykami? Chciała żeby wszystko jej wyjaśnił; jak w ogóle tutaj trafił, czego szuka, dlaczego rzuca w nią frytkami. Z drugiej jednak strony nie chciała wracać do domu, więc miała ochotę uciekać jak najdalej od niego. Przez trzy całe lata w ogóle nie zainteresował się jej losem. Stała tak sztywna jak tyczka, nie bardzo wiedząc co się dzieje.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Śmierć

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 10/01/2014

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Nie Cze 01, 2014 3:49 pm

Rodzina? Rodzinę to on miał całkiem pokaźną dawno, ale to dawno temu. Jednak doszło do pewnych komplikacji i wojny domowej, w efekcie której pozostał on i dwójka jego braci. Tamta sytuacja nauczyła go aby w testamencie podzielić swój dorobek równo pomiędzy dziećmi.
Go ten problem nie dotyczył, był wciąż młody. Miał zaledwie lekko ponad trzy tysiące lat, nie spieszył się z zakładaniem rodziny bo po co. Fakt, poprzedni kontrakt, który zawarł był dość nietypowy. Kobieta, która go przywołała chciała założyć rodzinę i wręcz wymusiła na nim wychowywanie ich dziecka. Jednak czar prysł, gdy czas umowy dobiegł końca Śmierć po prostu się ulotnił.
Kilka nieudolnych przywołań w trakcie ostatnich kilku lat przyczyniły się do tego, że utracił większość wspomnień z czasu, który spędzał w ludzkim świecie. Można nawet powiedzieć, że ludzkiego życia musiał uczyć się na nowo. Amnestia dotyczyła również Sary, dal niego była to jakaś zwariowana dziewczynka.
Słysząc jej pytanie podrapał się tylko po poliku, chyba za mocno rzucił w nią frytką. Nie spodziewał się, że jego przysmak może być aż tak 'śmiercionośny'. Walić stereotypy, od dzisiaj Śmierć zastąpi kosę frytkami. Nie tylko dlatego, że są równie niebezpieczne co kosa ale także zawsze można coś podjeść. O! Genialne!
- Nie jestem Tato. Nie znam żadnego Tato. - tak wstępnie i w dwudziestym piątym streszczeniu chyba wyjaśnił to dość sensownie? Doszedł do wniosku, że jednak może faktycznie ta frytka coś jej zrobiła? Cholera, okaleczył dziewczynkę! Wystawił palec wskazujący w swoją stronę. - Ja, Sa... ma... el... Sa... ma... el... - tak, dokładnie. Tłumaczył jak jakiemuś małemu dziecku z Nigerii. Może jakoś w ten sposób się dogadają albo przyczyni się do pobudzenia jej szarych komórek i myślenia w sposób, mało wiele normalny. Pozostawał fakt, że chciała wiedzieć, co on tu robi. Hm... siedzi, nie widać? Siedzi i je! Znaczy się kończy jeść. Zostało mu zaledwie kilka frytek, z dwa kawałki kurczaka i trochę napoju. Nie proponował jej nic bo był lekko, a nawet bardo zdezorientowały. Patrzyła na niego jak sroka w gnet. No i co on biedny miał w tej sytuacji zrobić? Dopiero po chwili doszedł do wniosku, że Tato to mogło być jej imię. Dziwne takie jakieś.

_________________

KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 21
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Pon Cze 02, 2014 8:50 pm

    Przechyliła głowę lekko na bok, jakby nie bardzo rozumiejąc co on w ogóle do niej mówi. Zaśmiała się, mimo wszystko. Tak! Po prostu go wyśmiała, zaczęła się śmiać, łapiąc za brzuch i szczerząc. - Bardzo zabawne tato! Zawsze miałeś poczucie humoru! - odparła najsłodziej jak potrafiła po tym, jak złapała oddech. Właściwie zdążyła się przez ten czas porządnie stęsknić za tatą, dlatego też postanowiła nacieszyć się nim aktualnie; a jeżeli będzie próbował jakiś swoich sztuczek, aby zabrać ją do domu, to od razu ucieknie. Podbiegła do niego i schyliła się przed nim, trzymając twarz średnio piętnaście centymetrów od tej jego. Uniosła dłonie i złapała go za policzki. - Dziwne, przez trzy lata nic się nie zmieniłeś. Ani jednego siwego włosa? - burknęła, nadal oglądając go z każdej strony. W końcu wyprostowała się przed nim i skrzyżowała ręce na piersi. Pokiwała głową na boki. - Nie patrz tak na mnie! Nie wiem.. Nie rozpoznajesz własnej córki? Tato! - zaczęła marudzić, dziwiąc się, że mężczyzna nawet nie chciał jej przytulić. Tak chyba nie powinno się witać dziecka, którego nie widziało się od trzech lat. Zwłaszcza, że musiał pojawić się tutaj specjalnie dla niej; innej opcji nie widziała. Kiedy literował swoje imię, zatrzepotała rzęsami, uchylając się nieco do tyłu. - Samael? Tato, grasz w jakimś filmie? Próbujesz mnie wkręcić i będę w telewizji? - podekscytowana zaczęła się rozglądać i jednocześnie poprawiać włosy zdrową ręką. Żadnej jednak kamery nie dostrzegła, a mężczyzna wyglądał zbyt poważnie. Westchnęła, mina jej nieco zrzedła. Schyliła się po butelkę wina, po czym zaczęła ją odkręcać z zamiarem upicia kilku głębszych. Jeżeli to naprawdę jej ojciec; oburzy się. W końcu jaki rodzic pozwala szesnastolatce pić na terenie szkoły alkohol?

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Śmierć

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 10/01/2014

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Pon Cze 02, 2014 9:23 pm

Tak właśnie kończyło się zawieranie paktów z Śmiercią i proszenie o dziecko. Biedna dziewczynka nie wiedziała kim na prawdę jest ojciec. Cóż, wyglądało to tak, jej matka siedemnaście lat temu przywołała go, była samotna. Układ czternaście lat w zamian za duszę. Miał dać jej dziecko, wychować je i być mężem na wymarzony wzór jej matki. Gdy Sara trafiła do szkoły on po prostu zniknął. Po zakończeniu edukacji dziewczyna zostałaby zbajerowana, że jej ojciec umarł. Czym jest czternaście lat dla Śmierci? To tak jak dla człowieka kilka chwil.
Zawsze kończyło się tym, że po zakończeniu paktu wspomnienia z nim związane ulatniały się w eter. Zresztą, nawet gdyby pamiętał to i tak nic by sobie z tego nie robił. Jakby nie patrzeć był istotą wypraną z uczuć. Taka pusta puszka, w której jedyne co ludzkie to te kilka małych iskierek ukrytych gdzieś głęboko, tych zabłąkanych dusz, które stały się częścią go przez okres jego istnienia. Jednak ciężko było z nich cokolwiek wydobyć.
Tato i tato. Może to jakiś przedrostek? Dla podkreślenia dramaturgi zdania. Coś jak polskie "k*wa". No ale... hm...
- Co znaczy tato? - o tak będzie najprościej. Niech mu odpowie! O! Koniec języka za przewodnika, najlepsza metoda edukacji! Gdy podeszła do niego i zaczęła go łapać za poliki i przekrzywiać swoją głowę jego oczy zmieniły się z zielonych na niebieskie. W sumie jego ciało jeszcze się nie odnowiło całkowicie po incydencie, który miał miejsce na stołówce. Dlatego gdy tylko naciągnęła mu poliki zsunęła skórę odsłaniając ciemnofioletowe mięśnie. Akuku! On sam przechylił głowę w prawo i spoglądał na nią zdziwiony.
W sumie zerkał nieco jak na kogoś nie do końca sprawnego intelektualnie. Ha! Podobno on był dziwny! Okazało się, że znalazł kogoś dziwniejszego od niego! Dzięki Bogu jej macanki skończyły się na twarzy! Gdyby na niego wskoczyła to miałby do wywalenia kolejną koszulę. Prawa strona żeber ciągle była zalana jego niebieską krwią. Miały najmniejszy priorytet. Ten fragment ciała odbuduje na końcu. Pod koszulą nie widać, prawda?
- Córka? To twoje imię? - spytał po chwili spoglądając jak dziewczyna łapie za butelkę wina. Twoja wola bratku. Chcesz pić to pij, co on będzie się angażować? Po pierwsze, od tego są rodzice. No dobra, to nie jest dobry argument, w końcu był jej ojcem. Jednak nie wiedział jak ma się zachowywać, tak? Był tu od miesiąca! Więc jakieś zasady moralne albo coś w stylu "młodzieży do lat 18 alkoholu nie sprzedajemy" były mu ciągle obce. Sorry Winnetou on nawet nie miał skarpet na nogach.
- Frytkę? - spytał po chwili wystawiając talerz z frytkami umoczonymi w serku homogenizowanym. O! To wiedział, że przysmakami wypada się podzielić! Jednak czegoś go nauczyli! Po chwili mrugnął dwa razy.
- Telewizja? - po tym pytaniu przyłożył palec do ust rozszerzając oczy. Oczywiście przybrały one obecnie zielono-żółty kolor. Tak! Spokój i ciekawość! Obudziła w nim pociąg do wiedzy. Chciał wiedzieć jak najwięcej! Uczyć się! Poznawać nowe słowa i ich znaczenie! Zaraz zacznie się męczenie Bogu ducha winnej dziewczyny. W sumie. Mógł. Boga tu nie było. Był Śmierć. Ha! Niech ten co tworzy mu nawet nie próbuje przeszkadzać.

_________________

KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 21
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Wto Cze 03, 2014 2:22 am

    Zmarszczyła brwi. Całe to zachowanie ojca jakoś przestało ją bawić. Wcześniej powiedział, że nie jest żadnym tatą jakby się jej wyrzekł, a teraz pyta co to w ogóle znaczy per tato. Przecież to wszystko nie miało najmniejszego sensu. W dodatku kiedy bawiła się jego twarzą, przypadkiem ją naruszyła co dostrzegła dopiero po odsunięciu się od niego. Wcześniej z podekscytowania nieco trzęsły jej się ręce, ale żeby aż tak, że rozerwała mu skórę?! Uniosła lekko jedną rękę ku górze; palcem wskazującym pokazała na jego policzek. - Tato.. ktoś Ci rozciął policzek? Dlaczego on.. - przerwała, przełknęła ślinę. - ..wypada? - dokończyła dużo bardziej piskliwym głosem. Poważnie skorzystała z okazji i zaczęła pić z gwinta wino. Skoro tak bardzo się z tego powodu denerwuje, to może naprawdę powinna na chwilę zrezygnować z nazywania go swoim ojcem? Ale tak się cieszyła, że może używać tego słowa ponownie! Już zapomniała jaka to radość. Popijając tak wino, zastanawiała się co też może być przyczyną takowego zachowania ojca. Za każdym razem jak zadawał kolejne pytanie, dziwiła się coraz bardziej. No, może poza tą akcją z frytką, chociaż nadal nie rozumiała dlaczego ten na początku użył ich jako broni. Mniejsza z tym. Może.. Zaczęła drapać się po tyle głowy, a wzrokiem uciekać do nieba jakby miała mieć tam wyrytą podpowiedź. - AMNEZJA! - ryknęła tak, jakby było to pytanie za milion na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy. Wtedy ludzie zawsze krzyczą, jakby bali się, że mówiąc cicho zostaną zagłuszone przez drugą osobę. W każdym bądź razie; amnezja. To zdecydowanie pasowałoby do zaistniałej sytuacji. Jedyne co ciężko było tym wytłumaczyć, to pytanie co on robi w szkole. Owszem, mógł zapomnieć o niej, rodzinie, znajomych, że mieli kochanego psa. Tylko dlaczego trafił na cholerny dach jej szkoły? - Straciłeś pamięć, tato. Owszem, masz na imię Samael, Samael Chanakya. Masz jedno dziecko, Sarah Rite Pratite Chanakye, oraz kochającą Cię żonę Noah Chanakye. Trzy lata temu nie chciałeś mi pozwolić iść do tej szkoły, dlatego też uciekłam z domu i nie utrzymywaliśmy ze sobą kontaktu od dawna. Błagam Cie, przypomnij sobie.. - mówiła coraz ciszej, widząc jego twarz. Była strasznie niepewne swoich słów, mimo tego jak bardzo szczere były. - Każdy tato ma córkę. Swoje dziecko, które się kocha i przytula. Wspiera kiedy robi coś dobrego i karci, kiedy miesza się w zło. Każdy tato, chce dla swojej córeczki jak najlepiej... - zaczęła czuć się niekomfortowo, próbując wytłumaczyć takie rzeczy własnemu ojcu. Kto jak kto, ale on zdecydowanie wiedział jak to jest; niekoniecznie aktualnie. Zerkając to co chwilę w ziemię, a na jego twarz; dostrzegła jak kolor jego oczu się zmienia. Ponownie stanęła sztywna jak belka, przyglądając się z typową miną "Czy aby na pewno?!". Zdecydowanie w ogóle nie rozumiała tego, co dookoła się działo. - A telewizję, to te czarne pudła w co drugim szkolnym pomieszczeniu publicznym. - dodała. Tak naprawdę chciała odciągnąć swoje myśli od tych dziwnych zdarzeń, jednak na marne. Nabrała dużo powietrza w płuca. Będę tego żałować.. - Skóra Ci odlatuje, oczy zmieniają kolor, masz amnezje. Dlaczego? Nie rozumiem.. - choć na co dzień głupotą nie grzeszyła, to w aktualnej sytuacji miała już tak wyprany mózg, że w pewnej chwili zaczęła zastanawiać czy aby na pewno na imię ma Sara, a pandy są czarno-białe. Cała ta akcja wydawała się jakby była jakąś halucynacją. Poważnie, nawet się nie zdziwi, jak zaraz po niebie zaczną latać fioletowe pegazy z krasnoludkami na plecach. - Tato... - jęknęła jak dziecko. A więc nie miała zamiaru przestać go tak nazywać; dziwnie wyglądałoby zwracanie się do swojego ojca po imieniu. - Jeżeli nadal nie rozumiesz, to powiedzmy, że to taka Twoja nowa ksywka. Też mi możesz jakąś wymyślić. - wzruszyła ramionami. Tak bardzo miała ochotę go przytulić, a z drugiej strony nie wiedziała co się dzieje i bała się, że kolejne części ciała zaczną mu odpadać. Wtedy to niekoniecznie jej pikawa wyrobiłaby. Może jest ktoś, kto zniósłby widok ojca, z którego skóra spływa jak masło ukazując przy tym wnętrzności; ale zdecydowanie nigdy nie będzie to Sara. Ona tylko udaje taką cwaniarę, a w rzeczywistości zemdlałaby na samą myśl; ot co.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Śmierć

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 10/01/2014

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Wto Cze 03, 2014 4:55 pm

Polik mu odleciał? Oj tam, kij z tym, za chwilę i tak się odnowi. Walić żeberka, ich nie widać. No i w sumie jakby nie patrzeć skóra na poliku dość szybko zaczęła odrastać. Poświęcił do tego nieco swojego pseudo ciała z i tak nieodbudowanego rejonu - mowa tu o żebrach? Oczywiście, że tak!
Nawet ruszył swoje szanowne cztery litery i podszedł do dziewczyny. No proszę, jaka gaduła z niej była jeszcze ta jej ciekawość. Tak, definitywnie odziedziczyła po nim. Nachylił się nad nią - jakby nie patrzeć był znacznie wyższy od niej. Po czym złapał ją za poliki i zaczął tarmosić rozwierając swoje wargi na kształt litery O. Nawet wydał z siebie dźwięki, coś w rodzaju "bzi, bzi", zupełnie jakby bawił się z malutkim bobaskiem!
- Ciało stworzone z czystej energii na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od ciała tkankowego. Jednak w trakcie jego uszkodzenia traci nieco stabilność. Nie jest to jakaś ujma czy coś, po prostu w trakcie odbudowy jest niczym kuta zbroja. O! Porównajmy to do zbroi! Rozgrzana stal jest bardzo elastyczna i zyskuje swoje właściwości dopiero po schłodzeniu. Tak też ciało stworzone z czystej energii w okresie odbudowy staje się nieco niestabilne i podatne na bodźce. - taaa... naukowe podejście do spraw nadprzyrodzonych. Ciekawe czy biedna Sara w ogóle coś z tego zrozumie? Miał nadzieję, że tak, już lepiej tego nie potrafił wytłumaczyć. No i proszę. Puścił nawet jej poliki i zakręcił się na pięcie podchodząc do krzesła. Podniósł je. - Dziewięć minut i trzydzieści osiem sekund. Jeszcze tyle potrzebuje moje ciało do pełnego odbudowania się. Nie jest źle. Gdy spadł na mnie sufit martwiłem się, że przez nieudolne zaklęcie Ariadny będzie trwało to dłużej. - no tak, niby wszystko pięknie wytłumaczone. Tylko, że mówił dość niezrozumiale. Podawał jej w sumie powierzchowne informacje, które na pewno rodziły w jej głowie kolejne i kolejne pytania. Jednak wracając do krzesła. Przestawił je tak, żeby znajdowało się obok ławki. O, więcej miejsca! Tylko po co to zrobił? Sam nie wiedział. Miał taki kaprys i tyle.
Słysząc jak wymawia nazwiska członków jej rodziny i próbuje poinformować go, że nazywa się Chanakye pokręcił tylko przecząco głową i pomachał w tym samym kontekście palcem wskazującym.
- Nie, nie, nie. Samael Black. - trzynasty syn i jedyny dziedzic Śmierci. W skrócie Śmierć. Powinien jeszcze o tym wspomnieć, jednak, po co ma straszyć dziewczynę. Trzeba dawkować takie informacje stopniowo, prawda? Może by się wystraszyła albo zemdlała i co wtedy by zrobił. Fakt faktów, pod drzwiami od strony korytarza widział zdechłego, już powoli gnijącego szczura więc jakby co sole cucące by się znalazły. Nawet całkiem niedaleko! Ha! Genialne. Brawo, brawo. Więcej takich przebłysków panie Black. Może warto napisać poradnik survivalowy pierwszej pomocy? To by było coś! Na zakończenie komentarz "jak pacjent nie wstaje mu siekierę w głowę". To byłby bestseller! Warto nad tym się zastanowić.
Zakręcił się na pięcie i podszedł do balustrady o którą się odpadł. No tak, chciała wiedzieć jeszcze kilka rzeczy. Oczywiście opowie jej o nich. Udzieli odpowiednich informacji. Ba! Nawet za chwilę nawet posunie się z ich rozmową dalej. Niecałe siedem minut. Tyle czasu potrzebował aby coś sprawdzić. Dopóki nie będzie mógł to musi zająć ją rozmową, nie?
- Oczy są zwierciadłem duszy, nie? Dusza odpowiada za uczucia i emocje. Dobrze mówię? Tak więc na tym świecie istnieją istoty, które nie posiadają duszy. Niektórzy czarodzieje, tak jak dyrektorka potrafią jednak zakląć oczy w taki sposób, aby odzwierciedlały to co wy nazywacie uczuciami. - oooo. Taki ładny wywód. Oczywiście mówił powoli, spokojnie. Nawet zaczął obserwować sobie latające ptaszki. No tak, opierał się o barierkę, paczał na ptaszki i chwilowo zapomniał o dziewczynie. Ciekawe co tam siedziało właśnie w jej główce? Pewnie za chwilę zasypie go masą pytań. No ale korzystając z jej chwilowego zawieszenia odbił się od barierki i klasnął w dłonie. W sumie, powinien zaczekać jeszcze z pięć minutek ale wpadł na genialny pomysł. Jak poradzić sobie z tym co chciał zrobić bez przerywania odbudowy jego ciała. Z jego prawej ręki skóra zaczęła czarnieć, rwać się i unosić w powietrzu. To samo dotyczyło ciemnofioletowych mięśni. Doszło do tego, że stał przed swoją córką z ramieniem, który od dłoni do łokcia składał się z samych kości. Nad otwartą dłonią krążyło za to całkiem sporo czarnego powietrza, jakby jakaś dziwna substancja, czy cuś. Po chwili ów coś zakręciło się i uformowało w książkę, która wylądowała w lewej dłoni Samaela.
Ha! Tu was mam! Śmierć prowadziła księgowość! Do rozliczeń z tym Niebieskim i dobrym Twórcą. Zaczął jakieś dwa i pół tysiąca lat temu, gdy demony zaczęły podpierdzielać mu wymiany i kraść dusze biednych ludzi. Wolał jakoś rozliczać się na czysto z jedyną istotą, która teoretycznie była potężniejsza od niego. Nie chciał jakoś sprawdzać tego w praktyce.
Mniejsza. Trzymając książkę o tytule 1500-2000. Aj karamba, wróć coś o książce trzeba wspomnieć, nie? Była formatu A3 i liczyła sobie bardzo dużo stron. Mniej więcej była grubości czterech książek telefonicznych. Teraz uwaga, sztuczka magiczna.
- To kiedy się urodziłaś, jaka data? - oczywiście gdy dziewczynka mu odpowiedziała on w główce odjął dziewięć miesięcy i jakoś wyliczył mniej więcej kiedy powinien być zawarty pakt przez jej matkę. O ile go zawarła. Bo jeszcze tego nie mógł być pewny. Trzepnął książką góra-dół i sama się otworzyła tam gdzie powinna. Trzymając ją w lewej ręce jechał kościstym palcem po nazwiskach. Przewinął jedną stronę, za chwilę drugą i spojrzał na Sarę. Przeleciał powierzchownie wzrokiem po notatkach. Ha! Geniusz wymyślił księgowość, zawsze można było wszystko znaleźć w papierach!
- O proszę, jest! Noah Chanakye. Samotna kobieta szukająca sensu życia. Pakt czasowy na okres lat czternastu. Dotyczył on, om... utworzenia rodziny, bycia wymarzonym mężem i idealnym ojcem. Pomoc w spłodzeniu i wychowaniu dziecka. Opuścić osobę dokonującą kontraktu po wysłaniu dziecka do szkoły. Oraz wymazanie wszystkich śmiertelnych wypadków aby panna Noah mogła nacieszyć się życiem i swoją córką. Tudzież czytając wydłużenie życia do śmierci naturalnej. Odbiór duszy dnia dwudziestego drugiego czerwca tysiąc dziewięćset czterdziestego ósmego roku. Otagowane jako dziecko, życie, rodzina.  - o proszę! Ładnie wszystko wyczytał i opowiedział, w sumie nawet nie zdawał sobie sprawy, że właśnie wyjawił swojej córce nie tylko, że jest ojcem. Ale także, że jest istotą nadprzyrodzoną a jej matka wykorzystała go żeby nie być samotną. Z drugiej strony owocem tego związku był taki uroczy fąfel jakim była Sara, prawda? Nie wiedział co planowała zrobić jej matka, czy znaleźć kogoś kto będzie udawać go, czy powiedzieć jej, że ojciec zmarł gdy ta była w szkole. Kto zrozumie kobiety?
Książka rozpadła się i po chwili w jego rękach pojawiła się druga. Znacznie cieńsza o nazwie "dziecko". Otworzył ją i zaczął wertować, dość szybko. Główne hasła, które w pewnym momencie powinna zauważyć i Sara to "zabić, odebrać, uzdrowić, przywrócić do życia, uratować". Przewertowanie całości zajęło mu może niecałą minutę. Klapnął nią i zniknęła. Znowu posiadał obie dłonie, które wsadził do kieszeni. Wyciągnął z jednej dwa lizaki. Wsadził jednego dziewczynie za ucho.
- Nie była zawistna, nie chciała źle. Mimo, że karą za kontraktowanie ze mną jest oddanie mi duszy sądzę, że oddam ją Niebieskiemu. Jakby to on ujął. Nie szukała zemsty ani zła. Pragnęła miłości czego owocem jest życie. Życie to dobro i bla, bla. Usprawiedliwienie jej wyrzutu brakiem zrozumienia i samotnością. God damn it. Poza tym była w pewnym sensie wyjątkowa. Tylko ona poprosiła mnie o danie życia nowemu ludziowi. Z drugiej strony jakby się zastanowić to jesteś człowiekiem tylko w połowie. Ojoj. Jeszcze mi się dostanie za to po makówce. - westchnął rozwijając lizaka. Gdy tylko mu się udało uniósł ręce w sposób, o taki: \o/. Po czym wsadził go do ust i nachylił się ponownie nad Sarą. Czyli, że była jego córką? Jego łapki powędrowały najpierw na jej policzki, potem uszy, na końcu na włosy i nos. Dokładnie ją oglądał ze wszystkich stron. W końcu miał tylko jedne dziecko, nie? Księgowość nie kłamie. Heloł!
No i tak jakoś wyszło, że gdy ją macał po twarzy i oglądał z tej i z tamtej to jego ciało w pełni się odbudowało. Ba dum! Można już przytulać, rzucać, skakać, ciąć ecetetere.

_________________

KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 21
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Sob Cze 07, 2014 5:37 pm

    Na początku stała jak kołek i czekała aż rzekomo jej ojciec zacznie coś mówić. W sumie już sama zaczęła wątpić w to, że to naprawdę on. W końcu jej tato nie rozpadał się pod wpływem dotyku i przede wszystkim pamiętał swoje dziecko. Cholerka. Miała wrażenie, jakby poza spędzaniem z nią czasu zawsze się tylko pałętał bez celu. Owszem, ponoć chodził do pracy, ale często wracał szybciej niż mówił i wpadał prosto do jej pokoju, aby wyjść z niego dopiero po jej zaśnięciu. Zawsze jako małe dziecko czuła się jak takie oczko w jego głowie. W życiu nie powiedziałaby, że mógłby o niej zapomnieć. Z drugiej strony, zapewne tylko na tyle zasłużyła po tym, jak trzy lata temu uciekła z domu. Aktualnie trochę niepokoił ją jego dotyk, ale w końcu nie robił nic złego; tyle co ona wcześniej, więc nie protestowała. Mogła tylko trzymać kciuki za to, aby jej skóra przypadkiem nie zaczęła odpadać; już nic ją nie zdziwi. Słysząc, jak Samael zaczyna jakiś dialog, z którego rozumiała piąte przez dziesiąte; ruszyła się z miejsca i usiadła na oparciu ławki. Wzrokiem zwiedzała krajobraz, lecz słuchem nadal była przy swoim ojcu. Uświadamiała mu to, kukając na nieco co jakiś czas czy potakując głową. Wszystkie informacje jakoś próbowała analizować i przekładać na swój język. - W takim razie, choć to niegrzeczne pytanie, to czym właściwie jesteś, skoro potrzebujesz czasu aby się zregenerować? Jakimś kosmitą, który przypadkiem wygląda tak samo jak mój ojciec? A może jakimś zombie, który powoli traci wszystkie swoje wspomnienia z życia? Niech mnie licho! Nie każ mi tyle myśleć i powiedz mi już! - skrzyżowała ręce na piersi, zdając sobie sprawę z faktu, że zaczyna boleć ją głowa od nadmiaru myśli. Chyba nie muszę po raz kolejny przypominać, przez co teraz przechodzi? Ludzie, istny chaos w głowie. W pewnej chwili przez myśl jej przeszło ponowne wybuchnięcie śmiechem i powiedzenie coś w stylu "Prawie się nabrałam tato!" Przecież próbowała już wszystkiego! Nic nie docierało do tego człowieka. Żartem, prosto z mostu, wytłumaczeniem. On nic o niej nie wiedział. Po prostu dopije butelkę i z bólem serca sobie pójdę. Skrzywiła się, na samą myśl o opuszczeniu ojca. Jednak zaraz usłyszała tą wzmiankę o oczach, którą o dziwo zrozumiała; a przynajmniej miała taką cichutką nadzieję. Spodobało jej się to. - Więc nie możesz ukrywać tego co czujesz, ponieważ wszystko zdradzają Twoje oczy? Każdy na ziemi powinien być obdarzony takim.. podarunkiem od dyrektorki. Przynajmniej byłoby wiadomo, kiedy ludzie naprawdę są szczerzy i na których można polegać. Ścierwo szybko zniknęłoby z powierzchni ziemi. - odparła, pod koniec nawet uśmiechając się. Taka wizja zdecydowanie jej się podobała. Nie zliczy na palcach nikt, ile razy czuł nieufność wobec drugiego człowieka, a jeszcze więcej ile razy ich zaufanie zostało nadużyte. Odwróciła wzrok od krajobrazu, a zamiast tego skupiła się na oczach ojca. - Więc? Co oznacza jaki kolor? - zapytała krótko. To dziecko nadal miało w ręce butelke i jakoś już nie było jej śpieszno oddać ją na miejsce. Zamiast tego upijała sobie tylko kolejne łyki, czekając aż zacznie robić jej się lżej na barkach. Westchnęła, widząc, że na przedramieniu mężczyzny w ogóle nie ma skóry. Na pewno nie powinnam nigdzie zadzwonić? Może zawołam Jaquelina? Ugryzła się w język, karcąc tym samym w myślach. Ostatnio zbyt wiele od chłopaka oczekujesz, zacznij być samodzielna. Poza tym Twój pseudo ojciec nie wygląda na załamanego. Cierpliwie czekał, aż skóra mu odrośnie? Skrzywiła się nieco, odwóciła głowę w przeciwną stronę jakby zdając sobie sprawę z tego jak bardzo nieprzyjemny jest to dla niej widok. Zainteresowało ją dopiero pytanie o datę urodzenia. Grzecznie odpowiedziała, nie czując potrzeby kłamania co do niej po czym wpiła ślepia mężczyznę i uważnie obserwowała to, co robił. Kiedy wypowiedział imię jej matki, Sara jak burza zerwała się z miejsca i podleciała do niego tak, aby także dobrze widzieć książkę z tyłu. Była ogromna! Patrząc na nią, aż trudno nie dziwić się, że zdążył o niej zapomnieć; co nie znaczy, że było jej z tym miło. Jej serducho czuło się po prostu tak, jakby ktoś je pogryzł i wypluł, ale w końcu od zawsze była mistrzynią ukrywania uczuć; dlatego też rzekomo jej ojciec niewiele mógł wyczytać z jej twarzy. Właściwie kiedy podeszła bliżej, jego palec znajdował się już na nazwisku "Chanakya". Niemniej jednak Sara miała okazję zobaczyć jak wiele innych nazwisk było tam umieszczonych. Skupiła się na tym, co czytał mężczyzna; sama też śledziła tekst w książce jakby na potwierdzenie jego słów. Niemożliwe.. Tak, zdecydowanie zrobiło jej się przykro. Przygarbiła się, a mina jej zrzedła. Odeszła od książki i usiadła normalnie na ławce, wzrok wbijając w ziemię. - Chcesz mi powiedzieć, że całe czternaście lat mojego życia, w których czułam się dobrze wśród kochającej się rodziny.. były kłamstwem? Wtedy, kiedy wchodziłam do salonu, a mama siedziała Ci na kolanach z dłońmi zarzuconymi na Twoją szyję; tylko się zgrywaliście? Wtedy, kiedy upiekła Twojego ulubionego placka i przytulałeś ją cały dzień, wychwalając także zgrywałeś się? Nigdy nie kochałeś mamy? A ja.. - oczy zaszkliły jej się, to zdecydowanie za dużo informacji jak nie jeden raz. To tak jakby ktoś staranował jej stały grunt pod nogami. Spadała w dół. - Nawet nie jestem dzieckiem stworzonym z miłości, tylko jakąś umową? - popatrzyła się na niego przez chwilę jakbym z pogardą w oczach. Pozwoliła powiedzieć to, co chciał. Nie rozumiała tego. Jak mógł mówić o tym tak spokojnie? Jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że wszystko w co wierzyła do tej pory runęło. Miłość mamy i taty zawsze była dla niej przykładem; opiekować się, być wiernym, czuć. Zachowywali się tak idealnie, to niemożliwe, żeby wszystko okazało się jakąś umową. Mama musiała być wcześniej aż tak bardzo samotna? Właściwie; Sara nie miała nawet żadnej babki, czy dziadka; jakieś ciotki czy kuzynostwo owszem, ale dosyć daleko i nikt z nimi kontaktu nie utrzymywał. Panienka Chanakya nawet nie pamięta, jak owi wyglądają. Mamo.. - Przez te pieprzone czternaście lat, kiedy byłeś obok mnie; to tylko dlatego, że ona Cie o to poprosiła dając coś w zamian? Nigdy mnie nie kochałeś? - podniosła głowę, ukazując przy tym szklanki w oczach. Uniosła lekko przed siebie swoje dłonie, po czym zaczęła wolno w nie klaskać. - Świetna gra aktorska. - pogratulowała mu. Tak naprawdę nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Z jednej strony chciała wiedzieć więcej, aby w końcu zrozumieć, a z drugiej im więcej wiedziała; tym bardziej pękało jej serce. - Co masz na myśli mówiąc, że nie jestem do końca człowiekiem? - spojrzała na wierzch swojej dłoni, rozłożyła palce po czym zacisnęła mocno w pieść. - Czuje się jak najzwyklejszy człowiek w świecie od zawsze. - wskazała palcem wskazującym na swoje opatrzone i zabandażowane ramię. - Rany nie goją mi się w jakieś sześć minut, tylko tygodniami. Ludzie nie bawią się ze mną w jakieś pakty. NIE, NIE BAWIĘ SIĘ LUDZKIMI UCZUCIAMI JAKBY BYŁY JAKIMIŚ PIEPRZONYMI ZABAWKAMI! - pod koniec nie wytrzymała, zdecydowanie uniosła się. Znowu przesadzała ze swoim zachowaniem, a dopiero co obiecywała sobie, że będzie spokojniejsza. Jak jednak ma człowieka szlag nie trafiać, kiedy ktoś próbuje Ci wmówić, że Twoja rodzina była udawana, a Ty nawet nie jesteś człowiekiem? Wzięła trzy głębokie oddechy, już nie miała odwagi spojrzeć na rzekomo swojego ojca, więc wzrok zawiesiła na swoich białych tenisówkach. Łzy swobodnie spływały po jej policzkach, po czym spadały na ziemię. - Uciekłam z domu, ponieważ nie chciałeś puścić mnie do tej szkoły. Pakt miał trwać do momentu, w którym pójdę do takowej szkoły? Dlatego chciałeś mnie zatrzymać w domu i uczyć prywatnie? - nadal szukała miłości w tym całym bałaganie, jakby nie mogąc pogodzić się z tym, czego dowiedziała się chwile wcześniej. - Poza tym.. Skoro Ty odszedłeś od razu po mojej ucieczce, to co się dzieje teraz z mamą? Byłam pewna, że z wami wszystko w porządku widząc, jak na moje konto regularnie wpływają pieniądze. - przyłożyła sobie rękę do czoła, będąc pewną, że to jest zbyt ciepłe. Nie, to nie czas na robienie z siebie cioty. Nie powiedziała głośno, kiedy zaczęło kręcić jej się w głowie. Zdarzało się; poboli i przestanie. - Co masz na myśli mówiąc "Oddam jej duszę niebieskiemu"? Właściwie co ona sobie myślała, wydając na świat dziecko czegoś, co nawet nie jest ludzkie! - wplotła swoje palce we włosy po czym zacisnęła mocno. Miała ochotę krzyczeć, po prostu krzyczeć. Niech ktoś ją stąd zabierze, jak najdalej od tego syfu. Całe jej dzieciństwo.. Co się właściwie stało?

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Śmierć

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 10/01/2014

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Sob Cze 07, 2014 10:42 pm

Tyle pytań, na które musiał jej odpowiedzieć. I to jedno, najbardziej istotne: czym jesteś. Zaraz do tego dojdą. Tylko powoli, pomalutku, wszystko w swoim miejscu. Spokojnie i dokładnie. Oczywiście nie chciał zbyt prędko poinformować jej o swojej roli na tym świecie. Zacznie od wprowadzenia ją w historię tego wszystkiego. Zaczynając od, paktu. Co by było gdyby i w ogóle.
- Chciałem? Gdyby do tego doszło, gdybyś nie trafiła do szkoły tylko byłabyś uczona przeze mnie prawdopodobnie pakt zostałby nadpisany. Rodzina, którą znałaś do tej pory istniałaby do twojej śmierci. - tak, do tego by doszło. Jednak ucieczka Pandzi sprawiła, że pakt nie został naruszony i wszystkie zawarte w nim punkty zostały spełnione. - Co też oznacza, że w trakcie tych czternastu lat coś musiało się we mnie zmienić. Wybacz ale nie znam uczuć, nie potrafię ich określać. Zaistniał czynnik, który sprawiał, że chciałem zostać przy tobie. - niech określi to w swojej główce tak jak chciała. On, wyprana z uczuć starożytna masa potężnej mocy nie potrafił. Tak to już było gdy ktoś nie posiadał ani uczuć ani duszy.
- Po zakończeniu paktu długoterminowego tracę wspomnienia z nim związane. Nie wiem dlaczego, zawsze tak było. Zawsze tak będzie. Jestem starożytną istotą dla której czas nie jest nieprzyjacielem. Nie posiadam także duszy, zaledwie okruchy tych które zawarły ze mną pakt, dlatego nie potrafię określić dlaczego sam chciałem nadpisać fakt. - to tak w streszczeniu o paktach i jego duszy. No i trochę o jego pochodzeniu. Jednak temat związany z jego byciem będzie za chwilę bardziej rozwinięty. O tym, za kilka chwil. Póki co, widząc jej załamującą się postawę złapał palcami za jej brodę i podciągnął lekko do góry. Tak, żeby wlepić w nią swoje fioletowe ślepia i... cmoknąć w czoło a następnie przytulić. Cóż, jak na istotę tego kalibru był ciepły. Idealna reprodukcja ludzkiego ciała oddawała nawet jego temperaturę.
- Nie wiem. Nie potrafię określić uczuć. Nigdy ich nie posiadałem. - wymruczał jej na ucho jakby nieco smutnym głosem? Cholera wie, może jego organizm sam wytworzył coś takiego. Nikt tego nie może wiedzieć. Tym bardziej on, nieco upośledzona umysłowo istotka. Taka biedna i smutna i w ogóle. Czo ten Śmierć miał za przechlapaną egzystencję!
Gdy przestał ją przytulać pochwycił za rękę i poszedł usiąść na ławkę. Usadowił ją na swoich kolanach chyba chcąc aby się przytuliła do niego jak do ojca. Gdzieś tam w głębi, któryś z ochłapów ludzkiej duszy na niego słabiutko oddziałał. Na pewno, innego wytłumaczenia nie było. Poza tym on sam nie zdawał sobie z tego sprawy. No więc, gdy już wygodnie się usadowili.
- Na świecie istnieją duchy, anioły, demony, nadludzie i ludzie i inne istoty. Jednak w całej tej hierarchii na jej końcu znajdują się dwie wszechpotężne istoty. Niebieska, nazywana też białą i czarna, znana jako czerwona. Posiadają one przeciwstawną moc. Jeden z nich włada mocą twórczą, drugi zagłady. Nadążasz? - ta, to w sumie zaczynało przypominać opowiadanie bajki na dobranoc. Jeszcze się Sara wczuje i mu obślini i mu koszulkę obślini. Oby nie. To będzie druga zniszczona dzisiejszego dnia. Ciekawe czy można to jakoś ubezpieczyć?
- Niebieski, czyli ten z mocą tworzenia to oczywiście Bóg. Teoretycznie posiadamy równą moc jednak osobiście jestem zdania, że jest on potężniejszy ode mnie. - zaczął delikatnie, spokojnie. Nawet wsunął dłoń w włosy córki delikatnie ją głaszcząc. No cóż, zaczynał zdawać sobie sprawę z tego, że dla dziewczynki musi być to nie lada szok. Właśnie dowiedziała się, że jest córką Śmierci. No za chwilę się dowie. Właśnie w tym momencie.
- Ja natomiast jestem Śmiercią. Żniwiarzem owianym złą sławą. Takowięc ty, jako moja córka nie jesteś człowiekiem. Jesteś nim zaledwie w połowie. Druga połowa... - tu urwał. Nie musiał chyba więcej tłumaczyć? Skoro on był Śmierć, jej matka człowiek to ona jest śmiercioczłowiek. Na szczęście nie zombie. Tego jako ojciec by nie zdzierżył.
- W większości przypadków ludzie oddają swoją duszę w zamian za zniszczenie czyjegoś życia. Wtedy taka dusza trafia do piekła, to co ludzkie zostaje moją własnością. Zdarzają się przypadki, tak jak na przykład twoja matka. Umierając prosiła o kilka lat normalnego życia, szczęście i dziecko dla którego będzie mogła żyć. Nie powinnaś jej winić za to, że nie miała kogo kochać, że nie chciała umierać w samotności. - taaak. To też było odnotowane w jego księdze, w języku demonów oczywiście. Żeby tacy ludzie jak Sara nie mogli dowiedzieć się tych pikantnych informacji zaglądając do wnętrza. Chociaż w przypadku Pandzi było to bardziej skomplikowane, widziała te znaki jednak ich nie znała. Musiała je widzieć, w końcu, heloł, była jego córeczką, tak?
- Czasami ludzie proszą o wyleczenie ich bliskich, uratowanie kogoś. Twoja matka była jedyną która prosiła o rodzinę. Dusze tych ludzi trafiają do nieba, zostaje mi z nich może kilka mały cząsteczek. - o tak. To teraz mamy wszystko i klarowne? Czy ich rodzina została usprawiedliwiona i chociaż delikatnie uratowana w oczach Sarci? Tego dowie się zapewne za kilka chwil. Chyba wszystko jak na chwilę obecną jej wytłumaczył? Czym są pakty, czym jest, dlaczego ona nie jest człowiekiem, oraz wspomniał o tym, że jest bezuczuciową pradawną istotą? Powinien dodać coś jeszcze? W sumie... w razie, co to na pewno go zapyta. Póki co poczuł ojcowski obowiązek i korzystając z tego, że była na jego kolanach wyjął butelkę z jej ręki i... wywalił. Za balustradę. Następnie objął ją dłońmi i przytulił do siebie całując po raz drugi dzisiejszego wieczoru w czoło. Tak, po ojcowsku.

_________________

KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 21
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Sob Cze 07, 2014 11:21 pm

    Nie zaprotestowała, kiedy usadowił ją sobie na kolanach. Bardzo dobrze wiedziała, że nie robi tego pierwszy raz w życiu. Przesiedzieli tak niejedną godzinę; czytając książki, bawiąc się czy po prostu zasypiając. Teraz jednak o spaniu mowy nie było; serce Sary biło regularnie, lecz zdecydowanie szybciej niż zazwyczaj. Bała się? Być może. Słuchała każdego słowa grzecznie tym razem nie przerywając, już nie podnosiła głosu. Zapewne gdyby on zaczął krzyczeć, to panienka Chanakya zaczęłaby rzucać przedmiotami, może nawet przypadkiem uaktywniłaby swoją moc? Jego ton głosu jednak pomagał jej w opanowaniu nerwów. Buziak w czoło, przytulenie. To były tak typowe czyny dla jej taty; już się bała, że nigdy więcej nie będzie mogła tego przeżyć. Wtuliła głowę w jego klatkę piersiową, mocno wdychając przy tym powietrze przez nozdrza. Tak naprawdę, po tym jak widziała, że jego ciało się rozpada; to myślała, że będzie śmierdział rozkładem i trupem. Nic jednak z tych rzeczy. Jedyne co poczuła, to dom, rodzinny zapach; ten, który czuła latami wpadając w ramiona swojego taty. Mimo, że zdążyła się nieco opanować; łzy po jej policzkach nadal spływały strużkami. Już nie mogła krzyknąć, że on kłamie. Pewne było, że to jest jej ojciec; Samael Chanakya Black. Moment. Sarah Rita Pratita Chanakya Black. Brzmiało dosyć dziwnie, ta czerń na końcu. - Więc to moja wina. - odparła krótko i cichutko, po czym przelotnie na niego spojrzała i szybko wróciła wzrokiem do swoich tenisówek. Oczywiście skoro już tak rozmawiają otwarcie, to nie miała zamiaru zostawiać go bez wyjaśnień; wręcz przeciwnie, chciała się z nim dzielić każdą swoją myślą. - Byłam wtedy tak strasznie uparta, chcąc wyjechać i móc uczyć się z innymi. Dlaczego nie powiedziałeś mi wtedy o tym, kim jesteś tato? To mogłoby coś zmienić. To musi być dosyć dziwne uczucie; czternaście lat ukrywać swoją naturę. - położyła dłoń na jego klatce, dokładnie po lewej stronie ciekawa, czy poczuje bicie serca. - Naturę.. Właściwie na czym polega Twoja natura, tato? Dlaczego przez siedemnaście lat nie czułam tego, że jestem inna? - czy nie czuła? Właściwie, to był to temat do dyskusji. Prawdę mówiąc zawsze czuła się na boku, smutniejsza od innych, czuła o wiele więcej; przede wszystkim samotności. Oczywiście przy tacie nigdy tak nie było, ale była w buntowniczym wieku; nikt nie chce być wtedy córeczką tatusia. Cała ta sytuacja sprzed kilku lat skończyła się najczarniejszym scenariuszem, jaki ktokolwiek napisał. - Pół człowiek, pół śmierć. Więc jestem do połowy martwa? Nie, to nie to. Czekaj! Tato! - wyprostowała się nagle i przyglądnęła uważnie jego twarzy, przy okazji wycierając z jednej strony swoje łzy. - To dlatego mając siedemnaście lat, wyglądam na jakieś czternaście? Ty nie starzejesz się wcale, a u mnie jest to jakoś.. spowolnione! - co prawda nie było widać nigdzie uśmiechu, ale cieszyła się jakoś na swój sposób ze swojego spostrzeżenia. Po chwili jednak wróciła do poprzedniej pozycji. - Pokażesz mi tą książkę? Chciałabym wiedzieć o Tobie więcej niż to, co dotychczas. - poprosiła, choć nalegać nie miała zamiaru. Wolną ręką odgarnęła kosmyk włosów z twarzy za ucho. - Jeszcze jedno.. - mówiła bardzo cicho, niemalże coraz ciszej. - Mama nie żyje, ponieważ umowa się skończyła? Umarła tuż po moim odejściu? - głos jej drżał. Niemniej jednak gdyby nie jej płaczące oczy, to wyglądałaby na opanowaną. Oczy zwierciadłem duszy, otóż to.



_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Śmierć

avatar

Liczba postów : 57
Join date : 10/01/2014

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Sro Cze 11, 2014 10:14 pm

No ale dlaczego od razu się obwiniać o jego odejście? Przecież nie wiedziała. Nie mogła wiedzieć bo gdyby jej matka powiedziała jej o tym prawdopodobnie Sara została by osierocona. Go natomiast obowiązywało coś w rodzaju lekarskiej tajemnicy zawodowej. Nie mógł jej powiedzieć, praca to praca, no może on nie pracował. Zazwyczaj gdy wychodził z domu rzekomo do pracy poświęcał się opierdalaniu i jedzeniu, co jakiś czas zawiązywał też krótkotrwały pakt z przypadkową osobą. Wiadomo, kolejna dusza dla niego. Kolejna niewinna istota w jego mocy. Tak! To było coś, czym przez wieki zajmował się Śmierć. Najcenniejsze były dla niego te niewinne, skołowane i zabłąkane duszyczki, tych ludzi, którzy nigdy nikomu nawet nie życzyli źle, tych, którzy nawet muchy nie potrafili skrzywdzić muchy. Tych, których cierpliwość dobiegła końca i w momencie całkowitego rozgoryczania postanowili postawić swoją duszę na szali i zrobić wszystko aby odpłacić się za lata cierpienia.
- Nie dziecinko, to nie twoja wina. Żadna ze stron zawierających pakt nie może o nim poinformować istoty, której on dotyczy. - o! To by było na tyle. Taka krótka informacja. Chyba przekazał jej wszystko, co powinna w chwili obecnej wiedzieć. Takie wady i zalety zawierania paktu. W gruncie rzeczy prawdopodobnie powiedział jej już wszystko, przedstawił dokładnie całą jego istotę i powierzchownie omówił na czym to polega i z czym się wiąże.
- Natura Śmierci? Wbrew pozorom to nie zabijanie, chociaż nie ma problemu. Jakby było trzeba potrafię przyspieszyć to ostateczne spotkanie ze mną. Jednak nie owijając w bawełnę. Jestem przewoźnikiem. Gdy ciało umiera albo nie jest już w stanie współpracować z duszą po prostu przeprowadzą ją do innego miejsca. oczywiście, zdążyła już poprosić go o jego wpisy z księgowości. Może to i nawet lepiej. Będzie miał czas na małą demonstrację. Tak też, w myśl tego z jego lewej ręki, którą położył na udach córki wierzchem do podłogi zaczęła zbierać się czarna materia. - Moja energia jest wszechobecna, towarzyszy każdej istocie od dnia poczęcia. Wypełnia przestrzeń. Sprawia, że jestem wszechobecny. Tak więc wykorzystując ten fakt mogę wykonywać swoje obowiązki jednocześnie będąc tu z tobą. Tak jak przed chwilą zmarła dwójka uczniów tej szkoły, ich dusze trafiły już do nieba. To coś w rodzaju, hm... porównajmy to do mycia zębów i myślenia nad jakimś problemem. - tak, oczywiście wspomniał o wybrykach jego starej znajomej, o owocach jej pracy i dwójce zamordowanych uczniów. Eh... biedne dzieciaki. No ale co zrobić. Zombie to zombie i to co robi to nie jego sprawa. Zresztą, czy powinno go to interesować? Miał to wszystko gdzieś, o!
No ale nie ma tego złego, w jego dłoni znajdowała się księga, czterokrotnie większa od poprzedniczki. Grubsza, bardziej obszerniejsza. Znajdował się w niej oczywiście rejestr większości paktów. Przeglądając go Sara na pewno natknie się na wszystkie znane jej z historii świata, tak zwane wielkie i genialne osoby. Między innymi Cezar, jego syn Brutus, Urlich von Jungingen i wiele, wiele innych. Same pakty dotyczyły dosłownie wszystkiego. Potęgi, władzy, śmierci, bycia niepokonanym, destrukcji, plag, zarazy, fortuny. No dosłownie wszystkiego! Według niej wielkie umysły tak na prawdę nie do końca były wielkie, po prostu wiele zawdzięczały Śmierci.
Gdy dziewczyna przeglądała stronę za stroną on po prostu pacnął ją w główkę. No cóż, nie słuchała go, tego co wcześniej do niej mówił. Proszę, proszę, podobno taka kochana i w ogóle córka z niej była. Przecież przed chwilą uprzedził jej pytanie. Z drugiej strony, nie powinien jej obwiniać. Mało kiedy dziecko dowiaduje się, że jego ojcem jest sam Śmierć. Może to przez szok i nerwy. Poza tym należał jej się szacunek za samo to jak jego córka delikatnie to przyjęła. O tak! Miała kolejne pytania! Dobrze, dobrze, za chwilę dziecko wszystkiego się dowie. Pozna pewne odpowiedzi. Będzie na pewno z nich zadowolona.
- Przecież mówiłem ci, że twoja mama wydłużyła także swoje życie do momentu śmierci naturalnej. Nawet podałem ci dokładną datę. Tak mnie słuchasz? - no i wystawił jej język. Ojcowski język za karę. O tak! Poza tym, z boku na pewno wyglądało to dość zaczepnie, jak flirt czy coś. W końcu osoba, która nie znała ich rodzinnych problemów uznałaby to za romans pomiędzy uczniami. Jakby nie spojrzeć Samael wyglądał na zwykłego, bladego, aczkolwiek przystojnego nastolatka.
- Prawdopodobnie tak. Mało tego, podejrzewam, że staniesz się niedługo zombie. Jeśli masz chłopaka to radzę ci uważać. Pewnego dnia, w niedalekiej przyszłości obudzisz się z cudzą krwią na rękach. Ba, mało tego, twoją pierwszą ofiarą będzie najbliższa ci osoba. - oczywiście jaja sobie robił. Jednak jego ton głosu był jak najbardziej poważny. Jakby każde jego słowo było w więcej niż stu procentach pokryte prawdą. Samą prawdą, tylko prawdą i czystą prawdą. Nieskazitelną jak łza. Po chwili poklepał ją po głowię i się uśmiechnął.
- To dlatego, że twoja dusza jest taka inna. Nie składa się z samej duszy. Fragmenty mojej energii sprawiają, że jest inna. Wygląda jak taka panda. No ale nie martw się, i tak będziesz moją córeczką. Nawet jako bezmózga, pragnąca krwi istota. - o tak. Teraz pewnie w jakimś stopniu zabezpieczył się przed poznaniem domniemanego zięcia. Jeśli Sara będzie myślała, że zamieni się w zombie i zabije partnera to prawdopodobnie zbyt prędko nie będzie chciała się wiązać. No a nawet jeśli to pozostaje jeszcze fakt poznania kandydata z teściem. Który zapewne córeczki łatwo nie odda. Skoro po ponad trzech tysiącach lat istnienia miał dziecko, jedno i to w dodatku jedyne, na domiar złego córkę. To trzeba było się o nie zatroszczyć i dbać, tak?

_________________

KP
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 21
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   Sob Cze 21, 2014 2:31 am


    Przerzuciła oczami, karcąc przy tym samą siebie w myślach. Owszem, wspomniał o jakiejś dacie; która nastąpi za jakieś pięćdziesiąt lat. Przypomniała sobie jednak o tym nieco po tym, jak zadała pytanie. Nikt nie powinien jej się dziwić. Ledwo potrafiła oswoić się z każdą informacją, uwierzyć w nią. Owszem, żyją w magicznym świecie ale żeby do tego stopnia, że ona sama narodziła się ze śmierci? Jasna cholera, trochę straszne. - Za dużo informacji na raz.. - burknęła, łapiąc się przy tym za bok głowy. Owszem, ta zaczęła już ją nieco pobolewać. - Przestań ich przeprowadzać i zamieńmy ten świat w The Walking Dead. - odparła nieco żartobliwie. W sumie jej oczy także przestały zalewać się łzami. Już nieco powoli zaczęła wychodzić z fazy początkowej aka dołka. Zapał do żarcików jednak szybko zniknął, kiedy dowiedziała się o śmierci dwóch uczniów. Mam nadzieję, że nikt znajomy.. Przegryzła wargę. Może i w szkole nie znała każdego, ponieważ uczniów było bardzo wiele; mimo to każdego kto choć wymienił z nią spojrzenia było jej szkoda. Nikomu nie życzyła śmierci. Nikomu nie życzyła spotkać się z nią. Z drugiej strony gdyby tak było; tatko mógłby czuć się nieco samotny. Rany, znowu wszystko traci sens! Westchnęła, zamknęła oczy i policzyła spokojnie do dziesięciu. Ochłoń.. Uspokój się.. Mama żyje, tato mimo tego kim jest; teraz będzie zawsze blisko Ciebie. Jest dobrze.. Uspokój się.. Ale jak człowiek ma być spokojny, kiedy śmierć mówi, że zamienisz się w krwiożerczą istotę! Słysząc te słowa po Sarze aż ciarki przeszły. - NIE! - wrzasnęła, zrywając się na równe nogi. Małymi kroczkami oddalała się od ojca, jednocześnie zbliżając do krawędzi budynku. - To dlatego moją mocą jest przemiana w bestię? Pewnego dnia stracę nad nią kontrolę? - kiwała głową na boki, nie wiedziała gdzie podziać wzrok. Nawet jeżeli to był tylko żart, kłamstwo; ona znalazła w nim ziarno prawdy. Od zawsze nienawidziła swojej mocy. Kto chciałby przemieniać się w wampira o cechach zwierzęcych. Nigdy nie rozumiała, dlaczego inni kontrolują wodę czy ogień; a ona musi być potworem. Zazdrościła im, zazdrościła wszystkim. Ból... Nienawiść.. Zazdrość.. Zranienie.. Przecież sama tak bardzo nienawidziła zranienia, a teraz miała wyrządzić krzywdę najbliższym?! Przyjaciele... Jaquelin.. Mały krok za kroczkiem, metr od krawędzi.. Sara czasami pod wpływem emocji naprawdę traciła kontrolę nad własną mocą. Przemieniała się, jednak nie była żądna krwi. Po prostu musiała znieść jakiś czas w swoim agresywnym wcieleniu, oswajając w nim wszystkie negatywne myśli. Tak też miało stać się teraz. Panienka Chanakya, córka Śmierci pod wpływem zbyt wielu różnych emocji odchyliła głowę mocno do tyłu, na chwilę zasłonił ją jakby oślepiający cień, a kiedy spojrzało się ponownie; była bestią. Kły wysunięte, pazury ostre, włosy potargane, sukienka krwistoczerwona, krew blada jakby już była martwa. - Musisz ranić, albo zostaniesz zraniony... - przypomniała sobie cytat z jakiejś książki, którą kiedyś czytała. Było jej piekielnie przykro. - Nie chcę ranić moich bliskich, nie zasłużyli na to. Jaquelin to dobry chłopak. Skoro mogę go zranić, muszę odejść. Poradzi sobie, jest wspaniały. - głos jej drżał. Mówiła jakby bardziej do siebie, próbując upewnić się w tych słowach. Krok, krok, tip-top. Pół metra. - Przepraszam tato, wiem, że dopiero co wróciłeś, ale ja boję się ranić, czy być zraniona. To ponad moje serce.. Nie chcę być potworem. Kocham Cię, tato. - ostatnie słowa z trudem przeszły jej przez gardło. Jak dawno temu powiedziałam to po raz ostatni? Kroczek, tip-top, krok, tip-top. Krawędź..

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dach ogrodzony balustradą.   

Powrót do góry Go down
 
Dach ogrodzony balustradą.
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: St. Francesa :: Trzecie piętro-
Skocz do: