IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kuchnia

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Cheff
Kucharz
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 29/12/2013

PisanieTemat: Kuchnia   Czw Sty 02, 2014 9:16 pm

First topic message reminder :

Królestwo szkoły, miejsce od którego zależy spokojny sen wszystkich istot w tej placówce. Jest to gigantyczne pomieszczenie, w którym jest dość duszno - mimo faktu, że nie ma tu żadnego grzejnika. Znajduje się tu kilka piecy, kuchenek, zmywaków, lodówek, zamrażalek itd poustawianych przy ścianach. Nad nimi wiszą liczne szafki. W samym centrum pomieszczenia znajdują się stoły, na których można odnaleźć liczne warzywa, owoce, przyprawy i artykuły spożywcze. Większość naczyń i sprzętów typu noże, patelnie, tasaki jest zawieszona na hakach przymocowanych do sufitu. Stojak z winami też się gdzieś znajdzie, prawdopodobnie obok zmywaka.

***

W kotłowni spędził za dużo czasu, nie miał go dzisiaj zbyt wiele. Szczególnie, że zostawił garnki na ogniu. Nie chciał ryzykować swoim stołkiem tylko ze względu na pogawędki z przypadkowo spotkanym uczniem.
Wpadł do pomieszczenia jak błyskawica rzucając siekierę w kąt ściany. Pierwszą jego czynnością było rzucenie się w stronę gotujących się garnków, jednak w swoim akcie działania zapomniał o stojącym na środku drogi krzesełku, które dało o sobie znać poprzez wytrącenie go z równowagi.
Bum! Następnie seria przekleństw. Gdy tylko wrócił do pozycji stojącej podbiegł do kuchenki tanecznym krokiem omijając kolejny stołek. Zmniejszył ogień i szybko dolał do garnka wody. Dobrze, że się nie spaliło. Powoli gotujący się gulasz wraz z zapachami pieczeni z piekarnika idealnie komponował się w powietrzu. Cóż, tutaj zawsze ładnie pachniało.
To uratowane, tamto zrobione! Całe szczęście. Z tych nerwów otworzył aż butelkę wina i nalał sobie trochę do odpowiedniego kieliszka. Usiadł wygodnie w swoim bujanym fotelu i zaczął spoglądać w stronę zegarka.
Tik-tak. Chlup. Tik-tak.
Co jakiś czas wstawał próbując smaku swoich potraw, niekiedy dodając do nich coś tam, co jest objęte ochroną ze względu na tajemnicę zawodową. Zmęczony kucharz siedząc w bujanym fotelu zaczął powoli przysypiać. Wszystko było gotowe, raczej nic nie powinno się spalić. Nawet jeśli, poda im do jedzenia warzywa i powie, że to zarządzenie oświaty.

_________________

Aktualny ubiór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
Jane
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 48
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Maj 20, 2014 9:32 pm

Jane obserwowała jak jej przyjaciółka obwąchuje i przygląda się pomarańczowemu ciastu. Trochę się obawiała, że jednak gdzieś w swoich rozmyślaniach popełniły błąd i to ono będzie zatrute, a następnego dnia ktoś znajdzie w kuchni trupy trzech uczennic z Diligens, co mogłoby go "lekko" przerazić. Warto jednak zaryzykować, w końcu chodzi o czyjeś życie. Nie wiadomo, czy Rudzielec nie cierpi, a jeśli tak to może nawet warto poświęcić 3 żywoty za skrócenie męki...
Gdy Sara ukroiła kawałek i zaczęła zjadać słodkość, Potter zrobiła to samo. Po pierwszych kęsach nie zauważyła niczego szczególnego, jedynie że ciasto jest całkiem smaczne. Mimo, że raczej zdrowo się odżywiała, doceniła jego smak i zapach. Pochwaliła w myślach Rudzielca za gust. Spojrzała się na Indię, gdyż podejrzewała, że ona także zje trochę wypieku. Jak umierać, to razem!
Zastanowiła się, czy kogoś bardzo poruszyłaby jej śmierć. Sarę, to na pewno, ale ona także w tym wypadku pozostałaby jedynie wspomnieniem. Był jeszcze Virtus, na nim zawsze mogła polegać. Zresztą miałby dwie osoby do opłakiwania, na co wskazywały słowa niebieskowłosej. A oprócz nich? Pewnie niektóre osoby z Diligens, które trochę znała. Byliby też ludzie, których by to ucieszyło... choćby Mai, z którą jeszcze niedawno walczyła.
Ale cóż mogła zrobić? Było już za późno zmieniać decyzję, a ona powoli jadła pomarańczowe ciasto...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
India Noailles
Klasa Druga
avatar

Libra Liczba postów : 200
Join date : 30/12/2013
Age : 19
Skąd : się biorą homosie?

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pią Maj 23, 2014 10:40 pm

Huh, najwyraźniej jej zaufały. To całkiem miłe.
Gdy obie złapały za ciasto nie chciała pozostać gorsza. Gdzieżby nasza India mogłaby być gorsza? No toż to niedorzeczne. Westchnęła i sama również odkroiła kawałek ciasta o smaku pomarańczowym. W pewnym momencie się zawahała. Czy to nie było zbyt oczywiste? Ponoć najciemniej pod latarnią...czy jakoś tak. Może właśnie popełniała największy błąd swojego życia, narażając żywot swój i jeszcze trzech innych osób.
-Chyba lepiej będzie jak sama mu to powiesz-mruknęła, słysząc słowa Sary.
Zrobiło się jej słabo, więc oparła dłoń na blacie. Drugą dotknęła czoła, przyglądając się swoim dwóm towarzyszkom. Obie zjadły i nie zaczęły się dusić, więc może jednak miała rację? Nabrała powietrza w płuca i drżącą dłonią przybliżyła kawałek do ust. Ugryzła...i poczuła słodki smak rozchodzący się po jej języku. Odetchnęła z ulgą, bo nie zaczęła się tarzać po podłodze. Jak na razie było okej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Maj 24, 2014 1:26 pm

    Zero efektu, jadła te ciasto jakby nigdy nic i nie czuła żadnego przebłysku, nagłej informacji, nic jej nie wpadło między zęby. Zamiast tego delikatnie jej się zakręciło w głowie, oparła się o blat. - To nie jest to ciasto.. - burknęła. Tak to jest, jak się wybiera na misję o kimś, kogo kompletnie się nie zna. Owszem, poczuła jak moc się z niej ulatnia, jej oczy zdecydowanie zrobiły się bardziej blade niż zazwyczaj. Jednak nie domyśliła się od razu o co chodzi. Wzruszyła ramionami. - Skoro nie jest zatrute, to mogę się zabrać za ten jabłecznik, który mnie kusił jako pierwszy! - odłożyła kawałek pomarańczowego ciasta na bok, za to ukroiła spory kawałek jabłkowego i zaczęła wcinać, tym razem bez żadnych pohamowań. Może trochę lekkomyślne, ale jabłeczniki są takie dobre.. Kiedy tak wcinała do kuchni weszły dwie pracownice szkoły. Sara nadal przeżuwając słuchała ich rozmowy z zaciekawieniem. Nawet wolną ręką odgarnęła włosy za ucho, aby wszystko dobrze usłyszeć. Nie trwało to długo, wyszły nawet nie zwracając na nie uwagi. - To jakaś kobieta? Lochy? Trochę zaczynam się bać. - burknęła, po czym wróciła do ciasta.

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Jane
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 48
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Maj 25, 2014 3:47 pm

Gdy zjadła ciasto, nie zauważyła żadnego efektu - ani negatywnego, ani pozytywnego, przynajmniej na początku. Po chwili zabolała ją głowa i poczuła osłabienie, niepewność... jakby nie mogła użyć swoich mocy przez dłuższy czas. Z jednej strony była zła, że źle wybrały, a z drugiej szczęśliwa, że to jedyny efekt trucizny. Po chwili ból złagodniał, ale nadal wydawało się jej, że jest bezbronna. Na razie jednak nie było potrzeby obrony, tylko trzeba było pomyśleć co dalej. Gdy chciała już wziąć kawałek jabłkowego ciasta, Sara ją wyprzedziła, więc ta odpuściła. Uśmiechnęła się lekko. Nagle do pomieszczenia weszły dwie kucharki, rozmawiające między sobą, ale nie zauważyły uczennic. Dziewczyna wsłuchała się w ich słowa, które bardzo ją zdziwiły. Umierający uczeń? Jakaś kobieta? Lochy? To nie brzmiało dobrze... teraz trzeba było wybrać, co dalej. Możliwe też, że kiedy Sara zje ciasto, coś jej się rozjaśni. Według Jane najlogiczniej byłoby pójść do kucharek po więcej informacji. Nie zajmie im to dużo czasu, a może nie wymieniły między sobą wszystkiego i kobiety wiedzą coś bardzo istotnego. Na razie jednak nie wypowiedziała swojej propozycji, tylko czekała na to, co się stanie po spałaszowaniu przez jej przyjaciółkę ciasta. Ona sama go nie spróbowała, gdyż ciasto pomarańczowe wystarczająco ją nasyciło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jane
Klasa Czwarta
avatar

Liczba postów : 48
Join date : 23/03/2014

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Cze 16, 2014 3:09 pm

Gdy tylko Sara zjadła ciasto, jasnowłosa zauważyła leżącą pod nim kopertę. Szybko ją otworzyła, czytając zawartość. Mówiła ona o tym, że za 48 godzin Rudzielec umrze, a także była zagadka. Mogły ją rozwiązać, owszem, jednak Jane stwierdziła, że to bezsensu. Skoro wiedzą, że muszą udać się do lochów niech tam od razu pójdą, ewentualnie spytają się kucharek o szczegóły. Nie miała ochoty myśleć, w końcu zajmie im to czas, którego jest niewiele.
- Nie rozwiązujmy już tego, no chyba, że od razu wymyślisz odpowiedź - zwróciła się do niebieskowłosej. - Ja nie mam pomysłu. Lepiej od razu chodźmy do lochów, ewentualnie do kucharek po szczegóły.
Po tych słowach uśmiechnęła się blado, czekając na jej odpowiedź. Byłoby dobrze, gdyby Sarcia rozwiązała zagadkę. Może ją gdzieś słyszała i znała rozwiązanie? Potter nie miała pomysłu, a nie chciała nad nią siedzieć. Czasu jest mało, więc lepiej iść do lochów i znaleźć chłopaka.
No chyba że kucharki coś wiedzą. Wtedy można iść się popytać, ale nie liczyła się tylko jej decyzja.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sarami
Klasa Trzecia
avatar

Scorpio Liczba postów : 676
Join date : 01/04/2014
Age : 20
Skąd : się biorą krasnoludki?

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Pon Cze 16, 2014 10:24 pm

Kochana Nepciu, wiedz, że całym serduszkiem mam ochotę obkopać Ci tyłek za to, że kazałaś mi rozpisywać specjalnie na kartce jakąś śmieszną zagadkę tylko po to, aby szybciej skończyć misję. Mimo wszystko wiedz, że Cię kocham, ponieważ zrobiłam to prędzej czy później SAMA!


    Sara zbyt zajęta pochłanianiem ciasta nawet nie zwróciła uwagi na kartkę, która leżała pod nim. W sumie od samego początku mogły popodnosić przysmaki zamiast je zjadać. Może wtedy nie czułaby tego głupiego pohamowania wewnątrz. Na kartce pisało jednak coś zupełnie innego, więc ciekawe co stałoby się, gdyby przechytrzyła sprawcę. Z zamyśleń wyrwała ją Jane. W sumie Sara na początku nawet nie wiedziała, o czym mówi dziewczyna dlatego też wolną ręką sięgnęła po kartkę którą blondyneczka trzymała i nadal przeżuwając zaczęła uważnie czytać. - O licho.. - uciekła jej myśl z pełnej buzi. Połknęła z trudem spożywany już kawałek, po czym ziewnęła. Zatrzepotała rzęsami jakby zdezorientowana, odłożyła resztę ciasta na tackę i wytarła rękę w pobliską ściereczkę. - Co za dziwna istota.. - zaczęła narzekać, odwracając kartkę tyłem. Zaczęła rozglądać się i krzątać po pomieszczeniu; zdecydowanie szukała jakiegoś przedmiotu. - Że też nie posiadam mocy związanej z runami.. Każda zagadka byłaby dla mnie taka prosta. - szukała czegoś do pisania. Jeżeli nie mogłaby znaleźć długopisu, to użyłaby chociażby keczupu i wykałaczki, czy jakiegoś innego sosu; cokolwiek do pisania! - Z drugiej strony.. To tylko matematyka. Nie musimy kombinować i szukać same po lochach, czy liczyć na dorosłych. Jesteśmy z najlepszego domu i idziemy ratować naszego kumpla; poradzimy sobie Janeś! - posłała blondyneczce nieco wspierający uśmiech i wzruszyła ramionami. Przecież Sarcia sama także należała do Diligens; najmądrzejszych dzieciaków w szkole. Matka Chanakyi była tutaj niezłą kujonicą; Sarah Rita Pratita wcale nie mogła być gorsza. Jej obowiązkiem było być osobą inteligentną i choć praktycznie rzadko potrafiła się popisać jakimiś rozsądnymi, mądrymi wyborami; to przedmioty ścisłe nigdy nie sprawiały jej większych kłopotów. Leniwą także ją nazwać nie można było; ona po prostu narzekała. Usiadła sobie na blacie i zaczęła dumać nad zagadką. Rozrysowała sobie zegar, po czym zaczęła odliczać po osiemdziesiąt minut w każdą stronę. 7:20 - 5:40, 8:40 - 4:20, 9:00 - 3:00, 10:20 - 1:40, 11:40 - 00:20, 01:00.. - MAM! - zerwała się na różne nogi po minucie, może dwóch. Zdecydowanie na jej buźce było widać zadowolenie. Zawsze to bliżej, niż jeszcze chwilę temu. - Chodzi o godzinę równo pierwszą w nocy. - powiedziała głośno, jeszcze upewniając się badając wzrokiem kartkę. Co teraz?

_________________

Forumowe osiągnięcia.
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://stfrancesa.forumpolish.com/t566-sakiewka-sary
Mr.Nobody
Klasa Szósta
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 06/06/2014
Skąd : z papieru.

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Cze 21, 2014 4:48 pm

Stał przed lodówką, wpatrując się w jej chłodne wnętrze, niczym psychopata, który dopiero co rozpruł swoją wybrankę serca. Delikatnie wyjmował organy, bacznie im się przyglądając, czy aby na pewno przydadzą mu się one. Nie lubił niczego marnować. Sznur serdelek zawieszony na ramieniu, niczym jelita, spływały mu po plecach, muskając nieco wystające łopatki. Biały patyk lizaka, wędrował z jedno krańca ust do drugiego, a truskawkowa kulka coraz to szybciej rozpływała się pod naporem języka chłopaka. W oddali było słychać przyciszone głosy dziewczyn i ich szybki krok, który tylko zirytował chłopaka. Nie przepadał gdy było głośno. A w szczególności nie w takim miejscu, jakim była kuchnia. Jego oaza. Kafelkowa forteca, w której centrum lśniła strażniczka, niczym dziewica w burdelu, nieświadoma, że ktoś może skosztować jej wdzięki.
Zamrugał parę razy, wpatrując się w jasne światełko, zapominając już o nieproszonych gościach, które wtargnęły tu nieproszone. Nie interesowały go. Nie podsłuchiwał ich, choć co poradzić skoro matka natura dała mu dobry słuch, a dziewczynom piskliwe głosiki, które mogłyby zbudzić każdą istotę baraszkującą z Morfeuszem. Wstrętny dziadyga! Tak czy siak Philipp nadal wpatrywał się w to co lodówka mu do zaoferowania, mimo, że ręce były trzymały już nielekki balast, a drzwiczki nie zamknęły się od szpica buta, który doskonale zna swoje przeznaczenie. Miał wszystko. Od Świerzych owoców, połyskujących w świetle lamp, przechodząc przez kawałki mięsa i na słodyczach kończąc. Na zarumienionych wypiekach jak i kolorowych nieco twardszych przysmakach. Nie przejmował się, że opróżniając szkolną lodówkę, kucharze i kucharki będą mieli kłopot z przyrządzeniem dań na następny dzień, a ma ustach będzie on – Złodziej jedzenia, niczym Kuba rozpruwacz, złodziej prostytutek. Oh! Biedny Londyn, tak pokrzywdzony!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Cze 21, 2014 6:46 pm

Różowo włosy chłopiec przerzucał zawartość szuflady pobrzękując sztućcami, szukając godnego następcy swojej najdroższej przyjaciółki, Matyldy, która niechcący umknęła mu z ręki gdy wrzucał wrzeszczące gałęzie do rzeki. Wkurzały go, bardzo wkurzały, gdy ktoś nieumyślnie nadepnął na jednego z ich braci, darły się niemiłosiernie swoim pękającym i trzeszczącym jak drewno krzykiem. Jednak nie miało to teraz znaczenia, to przez nie stracił Matyldę, gdy przypadkiem razem z patyczkiem do rzeki wpadła jego srebrna przyjaciółka. Trudno się mówi, wypadki się zdarzają. Wywalał z szuflady srebrne łyżeczki, przyglądając się każdej z osobna. Olgierd, nie, brzęczał jak stary kocur, nie miałby ochoty z nim rozmawiać. Elżbieta, była niedomyta ale wydawała się dość miła, przyłożył ją do policzka. Nie, to nadal nie to, Matylda była zimna i gładka, a Elżbieta wydawała się być zbyt chropowata, więc wrzucił ją z powrotem do szuflady. Horacy, o tak, ten wydawał się być idealny, chociaż rączka odlana z repusowanej w kwiaty formy trochę źle układała się w jego dłoni.
- Chcesz zostać moim nowym przyjacielem? - Nico zachichotał szczerząc małe, niedomyte ząbki przyglądając się łyżeczce i swojemu odbiciu w niej.
- Oczywiście panie Nicolasie, to zaszczyt. Ładna dziś pogoda, prawda? - Odpowiedział Horacy zniekształconym głosem dobywającym się z ust chłopca, który zakręcił kółeczko unosząc łyżeczkę nad swoją głową, nie zważając na bałagan jaki zostawił po sobie w sztućcowym domu. Przyjdzie mama łyżka to posprząta. Albo przyjdzie wielki pingwin i też posprząta.
Z tej pobrzękującej metalem radości wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi. Czyżby to pan pingwin przyszedł tak szybko? Odruchowo wskoczył spłoszony pod stół kuchenny, nasłuchując i przypatrując się jak wielkie, spiczaste buty clowna przemierzają podłogę.
- Cii, bo nas usłyszy. - Szepnął do Horacego wyglądając odrobinę spod stołu i patrząc jak wielki, zielonowłosy clown opróżnia lodówkę. Schował się znów i zastanowił chwilę. Przecież nikt poza panami pingwinami nie miał dostępu do krainy śmierdzącej mięsiwem i innymi niedobrymi rzeczami. Jednak niezależnie jak ohydna była ta kraina, nikt nie powinien bezczelnie jej okradać! Nieważne że sam przed chwilą wykradał srebrne łyżeczki, on szukał przyjaciół, tak? A na pewno nikt nie chciałby szukać przyjaciół w tym zimnym smrodzie który wykarmia mieszkańców akademii, a przy nim stał teraz i ograbiał ten zgarbiony clown. O nie, nie, nie, tak nie może być, nie kiedy on, Nicolas, jest w pobliżu. Nie myśląc wiele więcej, nie jest to w jego zwyczaju, wyczworakował szybko spod stołu, ściskając w piąstce srebrną łyżeczkę i rzucił się do nóg kradzieja, warcząc jak pies obronny i wgryzł zęby w nogawkę jego spodni na wysokości łydki, szarpiąc ją i śliniąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mr.Nobody
Klasa Szósta
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 06/06/2014
Skąd : z papieru.

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Cze 21, 2014 7:27 pm

Ale nie ma co płakać nad rozlanym Londynem. Ktoś go wytrze. W tym przypadku kucharki. W końcu co innego mogłyby robić? Miejsce kobiet jest w kuchni, przy kafelkach! Powinny być wdzięcznie, że istnieje ktoś taki jak on! Inaczej by nie miały co robić.
To nie tak, że Philipp dyskryminował dziewczyny, a w tym wypadku kobiety. Bardzo je lubił. Niemal tak bardzo jak... Jak... Lubił je! Jednak cóż poradzić skoro taka była prawda? Wątłe były, słabe, jedyne co potrafiły to gotować, sprzątać i dawać. Nic więcej. Oczywiście istniały wyjątki, jak o każdej reguły, ale cóż poradzić, to wyjątki.
W końcu czy to nie one były potęgą deszczowej wyspy?
Zlustrował jeszcze raz zawartość lodówki, myśląc czy aby na pewno o czymś nie zapomniał. Od samego wejścia tutaj doskwierało mu to uczucia. Ta myśl, swędząca cię od środka, której nie mogłeś podrapać, by sobie ulżyć. Westchnął zrezygnowany porażką. Już miał zamknąć drzwiczki swej drogocennej przyjaciółki, gdy poczuł ugryzienie? Wciągnął powietrze, jakby w głowie dostrzegł coś niewyobrażalnie pięknego. Cud. Przyszłość. Behemoth! To o nim myślał, to jego zapomniał i teraz zapewne nieszczęśliwy z dziurawej pamięci swego pana, gryzie go po nogach, aby ukarać go za tak haniebny czyn.
Podniósł nogę, wyginając się aby ujrzeć zieloną kulkę i nie upuścić drogocennych skarbów, jednak to co zobaczył, a może to czego nie zobaczył zaskoczyło go niewyobrażalnie. Zamiast zielonego pluszu, różowe włoski z różnokolorowymi refleksjami, zamiast okrągłego puszystego korpusu, było chudziutkie ciałko, odziane w szkolny mundurek, a kły jakby zmalały. To nie był jego Behemoth. To było dziecko, uczeń. Dziecko w fioletowym, zabrudzonym mundurku go gryzło w nogę...
- Co? - trudno było zadziwić chłopaka. Kogoś, kto potrafi zachować zimną krew w najbardziej stresujących sytuacjach. Jednak teraz po prostu oniemiał. Stał jak wryty, nie potrafiąc zrozumieć sytuacji w jakiej się znalazł; aż kilka lśniących skarbów zleciało - co... - powtórzył wpatrując się na chłopca, tym samym próbując go zrzucić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Cze 21, 2014 8:19 pm

- Ghrrrr. - Warczał szarpiąc nogawkę clowna niczym pies ze wścieklizną, aż strużka śliny spłynęła z jego brody, powoli ściekając po chudej szyi i niknąc za kołnierzykiem koszuli. W ręce wciąż ściskał Horacego, którym pobrzdąkiwał bijąc o kuchenną podłogę bijąc nierówny rytm wojennego marszu. Nikt, ale to nikt nie będzie okradał krainy smrodu kiedy to on, obronny pies Nico z pułku Srebrnych Żołnierzy stoi na warcie. Musi obronić królestwo Panów Pingwinów przed złym clownem, w końcu kto inny będzie mu robił naleśniczki z truskawkami na kolację i częstował drobnymi słodkościami, jak nie szkolni królowie patelni? A teraz ten Pan w całej swojej zielonej jak sałata, której nienawidzi, brzydocie śmie atakować z ukrycia pingwinią fortece? O nie, nie kiedy on, Nico jest tutaj! Obroni królestwo i na pewno dostanie w nagrodę coś dobrego i nie będzie musiał jeść ohydnej gotowanej marchewki na kolację. Nie jest ważne, że sam przywłaszczył sobie Horacego, go też na pewno dostałby w nagrodę.
Nie przewidział jednak, że Pan nie ulegnie tak łatwo pozwalając mu na jednostronny atak, bez żadnego rewanżu. Poczuł jak upuszczona przez zielonowłosego, śmiertelnie niebezpieczna bomba pszenna trafiła go w głowę i jak ten szarpie nogą, kopiąc go lekko po klatce piersiowej, co w końcu zmusiło go do oderwania zębów z nogawki spodni, teraz jeszcze bardziej wymiętolonej niż wcześniej i padł bokiem na ziemię dysząc, zmęczony tą szarpaniną. Rola psa obronnego jest nad wyraz męcząca.
- Kapral Nicolas... Zginął. - Wyjęczał nie będąc pewny co dokładniej oznacza "Kapral", ale brzmiało niezwykle pompatycznie i uniósł uroczyście nad głowę srebrną łyżeczkę wpatrując się w nią zdrowym okiem, leżąc głową na spiczastym bucie zielonego clowna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mr.Nobody
Klasa Szósta
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 06/06/2014
Skąd : z papieru.

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sob Cze 21, 2014 9:02 pm

Gdyby uczucia Philippa nie byłyby otulane wałami ziemi, gdzie pojedyncze kwiatki wyrastają, może nie poczułby wszechogarniającej go irytacji. Irytacji i zdziwienia, które jeszcze bardziej go irytowało. Zapewne rozczuliłby go fakt dawnego wspomnienia, kiedy pierwszy raz spotkał Behemotha, ale wspomnienie to i tak wystarczająco już wyblakłe, zniknęło tak szybko jak się pojawiło, zostawiając w wolno bijącym serduszku Philippa kwaśny smak. Powinien się czegoś napić. Albo coś zjeść. Albo to i to. Jednak z racji tego, że chłopak nie należy do pracowitych osób, czy też rozbrykanych, więc przeciwnie, spoglądał tylko zdezorientowany na Nicolasa. Jednak ze świecą szukać na jego twarzy oznaki tego. Jego nieco zadurza główka, względem korpusu, spoczywała na jego bucie, więc co ten mógł zrobić? Na co wpaść? Na co! Jedni by pewnie poczęstowali go jedzeniem, myśląc, że chłopiec jest po prostu głodny, że tak zawzięcie gryzł współczesnego Kubę w łydkę, jednak to nie tą osobą jest Philipp, a o samej wizji podzielenia się z nim czymkolwiek przycisnął do siebie jeszcze bardziej ów prowiant. Okropny czyż nie? Nawet się nie podzieli! Poruszył butem, przez co główka fioletowego ucznia sturlała się na lodowatą posadzkę. Zamrugał i wbił szpic w pulchny policzek malca, zastanawiając się kim u licha jest ten pokurcz, co obślinił mu spodnie. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy przypadkiem już go nie spotkał. Spojrzał na niego i łyżkę którą trzymał, nadal kując chłopca szpicem, odwracając go nieco, niczym zdechłą fokę.
- J-jesteś głodny? - spytał nieśmiało i może nieco...Niechętnie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Cze 22, 2014 8:02 pm

Leżał na ziemi w hańbie, po przegranej bitwie o godność Krainy Smrodu, prowadząc tym samym do upadku Królestwa Pingwinów i rozpadu Pułku Srebrnych Łyżeczek. On, Nicolas Olivier Amadeus, nie podołał walce ze złym, ogromnym clownem o włosach kolorze sałaty, który nikczemnie wykradł Śmierdzące Dobra i śmiał użyć ich jeszcze przeciwko dzielnemu Psu, który tak dzielnie bronił godności Królestwa. Tak przynajmniej wyglądało to w głowie Nicolasa, który stworzył sobie swój aktorski scenariusz, pełen glorii, walki i brokatu, a w rzeczywistości leżał w nogach zielonowłosego, zmęczony tą krótką szarpaniną.
- Au. - Pisnął jak gumowa kaczuszka, gdy Spiczasty But zepchnął jego główkę na zimną posadzkę, na której rozciągnął po chwili swoje chude kończyny i wypuścił Horacego, swego nowego przyjaciela w postaci srebrnej łyżeczki, na ziemię z cichym, metalicznym łoskotem. - Przegrałem... - Jęknął rozpaczliwie nadymając policzki i w tej chwili poczuł dotyk Spiczastego Buta który żłobił mu dołeczki w twarzy, przez co znów cichutko pisnął.
- Nie wie pan że to tak nie ładnie, Panie Spiczasty Bucie Złego i Zielonego Clowna? - Spytał z rozżalonym wyrzutem w głosie, sepleniąc nieznacznie i podniósł się powoli do pozycji siedzącej patrząc na parę Spiczastych Butów marszcząc pastelowe brwi i lekko wydymając usta, ignorując tym samym pytanie ich właściciela - może nie tyle co ignorując, co w tej chwili obuwie rozmówcy stało się dla Nicolasa bardziej interesujące od niego samego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mr.Nobody
Klasa Szósta
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 06/06/2014
Skąd : z papieru.

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Cze 22, 2014 8:53 pm

Tak. Zdecydowanie niechętnie. Philipp nie lubił się dzielić z innymi niczym. Czy chodziło o zwykłe urzędowanie w tym samym pomieszczeniu, czy choćby użyczenie atramentu. Jednak o jedzeniu nie było mowy. Jego skąpstwo i zachłanność było wielkie, choć nie pasował w tym wypadku do chrześcijańskiego grzechu - łakomstwo. Mówiło one bowiem, a przynajmniej tak chłopak je interpretował, że nie można potraw marnować i chyba to jedyny chrześcijański grzech, którym uczeń Saevy nie był obciążony, prawdziwy anioł. Powinni pochwalić go za próbę poczęstowania pierwszoklasisty, bo wątpił by ktoś ze starszych uczniów z łyżką w ręku gryzł innych po nogach. Zabawny malec. Dziwny, ale coś było w nim urzekającego pomyślał, nadal kując chłopca butem.
Przechylił lekko głowę, a przynajmniej na tyle ile pozwalała mu góra jedzenia trzymana przez niego w objęciach, słysząc jęki Nicolasa.
Nie wiedział kim jest chłopiec i nie było mu z tego powodu przykro. Po korytarzach pałętało się wiele pierwszoklasistów, hałasujących i pałętających się pod nogami, ale nie byli źle. Wszędzie jest potrzebna osoba mało ważna, słaba i mniejsza. Bez nich ci silniejsi, a przede wszystkim lepsi nie przetrwaliby i może było to okrutne stwierdzenie, jednak prawdziwe. Przynajmniej mniemaniu chłopaka. No bo kim by się wtedy zasłaniał?
Patyk drgnął. Najpierw delikatnie w lewo, potem w prawo by następnie znieruchomieć, nieco u góry.
- Czemu rozmawiasz z moim butem? - spytał jakby nigdy nic. Czyżby chłopak był chory? Spojrzał uważnie na Austriaka, na jego włosy, brudny mundurek z fioletowymi wstawkami i oczka, nieco różniące się od siebie. Może był chory? Dziwny, przeszło mu przez myśl, nie zauważając w sobie owych ujemności, które rzecz jasna posiadał. Gdy tak rozmyślał nad ułomną bystrością chłopca czy nad samą jego osobą, kilka skarbów poleciało w jego stronę, przez co Philipp szybko się wyprostował. Nie chciał zostawić w kuchni całego swego dobytku, wykradzionego, a raczej pożyczonego, w końcu i tak by to ktoś zjadł. Co za różnica kto i kiedy. Jednak co innego miał zrobić, nie mógł zostawić tych serników opływających w lukrze, tych torcików kuszących niczym sukkuby i pączków, które lada moment mogły eksplodować od nadzienia, którym zostały obdarzone i właśnie ów słodki wypiek przepadł. Przepadł w zimnych odmętach kafelek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Cze 26, 2014 10:08 am

Purpurowym okiem obserwował rozeźlony Spiczaste Buty, które tak niehonorowo skopały, i tak wystarczająco już zhańbionego przegraną, dzielnego, psiego strażnika. W tej opowieści on był bohaterem, a Spiczaste Buty i Wielki Zielony Clown aka. Pan Sałata paskudnym zbrodniarzem, który okradł Królestwo i śmiał jeszcze użyć przeciwko Śmierdzącą Broń, i nie wybraniała tego rzekoma anielskość zielonowłosego. Nicolas nie wiedział co miał teraz czuć, czuł hańbę, złość i kolokwialnego focha w kierunku Spiczastych Butów i ich właściciela, gdyż przez nich pewnie nie dostanie specjalnych naleśników na kolację, jeśli w ogóle kolacja odbędzie się po tym jak kucharze odkryją że część szkolnego prowiantu diabli, czyt. Pan Sałata, wzięli.
Sięgnął po leżącego na ziemi Horacego i włożył jego zimną, metalową główkę do ust, ssąc jak smoczek i siedząc tak na ziemi, podniósł głowę w górę, by zobaczyć Zielonego Clowna który coś do niego przemawiał i skupił wzrok na górze jedzenia które ten obejmował w czułym uścisku, i które parowało zgniłymi dla Nicolasa kolorami. Fuj.
-Fo fo? - Wymamrotał ze srebrną łyżeczką w buzi, marszcząc brwi gdy jego obnażonych kolan dosięgnęło turlające się po ziemi jabłko, które chwile wcześniej wypadło z góry skradzionego przez Philippa jedzenia. Kopnął je dalej. Nie lubił jabłek, tak jak nie lubił wszystkiego co mogło mieć nasiona i kiedyś żyło. Właściwie, nie lubił nic, poza niektórymi łakociami, między innymi tym, co Zielony Clown trzymał w ustach. Jednak z tej perspektywy nie widział jego ust, widział tylko stos śmierdzącego jedzenia zwieńczony u szczytu serniczkiem, jak królewską koroną. Zapomniał już o Złym Clownie i jego Spiczastych Butach, o Psie Obronnym z Pułku Srebrnych Łyżeczek i wyciągnął palec w kierunku serniczka, w buzi wciąż memłając łyżeczkę.
- Chfę. - Wyraził tym słowem swoją chęć do skosztowania ciasta. Póki żyła jego matka, takie pyszności jadało się w ich domu codziennie, jednak tego Nicolas już nie pamiętał. Pamiętał tylko, że serniczek jest dobry, bo jest słodki i dobry. Absolutnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mr.Nobody
Klasa Szósta
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 06/06/2014
Skąd : z papieru.

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Nie Cze 29, 2014 11:12 am

W odmętach kafelek, które niczym morze, połykały jego lśniące skarby, za które walczył nieświadomie z Tęczowym rycerzem Królestwa Pingwinów. Wojownika, który dzielnie bronił dóbr królestwa, które Philipp wykradł ze skarbca, stając się tym samym czarnym charakter w tej bajce. Rozbójnikiem, łotrem, najgorszym z najgorszym, przed którym matki zabierają swe dzieci i zamykają w niskich, kwadratowych wieżach, niczym biedne księżniczki wykradzione swoim rodzicom jak zapiekanki, które w wyobrażeniach małych chłopców Philipp zanosi do swej pieczary.
Jednak każdy przyszły rycerz wszelkich półek powinien wiedzieć, że jeśli już zrani smoka, że kiedy owa zapiekanka, jedna, samotna zapiekanka stoczy się z góry skarbów, musi wiedzieć, że w jej ślad pobiegnie reszta. Przez straszną nieuwagę złoczyńcy, ale i szczęście, choć tym szczęściem jest narrator opowieści. Nie. Nie narrator, a autor, bowiem narrator jest jedynie nic nie wartym sługą, dostającym jedynie kruszonkę. To dzięki autorowi wszystko dobrze się kończy, zapiekanki na nowo bawią się z rodziną, jedzą, kąpią (bo kto słyszał o wannie w jaskini). Zapiekanki się kąpią. Tak, one też mogą! Przecież nikt im nie zabroni!
Zgubiłem wątek.
Już mam! Leżał w lodówce, na prawo od mleka.
Leniwe spojrzenie złoczyńcy, które natychmiast się rozbudziło zdając sobie sprawę, że jego dobytek ucieka, jego wykradziona spuścizna. Musiał być zaspany. Zielony Clown nie jest tak nieostrożny. Jest przebiegły, niczym wąż, cierpliwy i... No akurat cierpliwy to on nie jest, ale to nie zmienia powagi tego zdania! Jego lewa ręka natychmiast sięgnęła po wypiek z wiśniowym krwiobiegiem, który już był stracony, którego śmierć niczym matka, rozkładała ramiona. Złapał go. W ostatniej sekundzie go złapał, gdy grawitacja była jeszcze jego sprzymierzeniec, a usta Tęczowego rycerza otworzyły się i wtedy wszystko przepadło. cały dobytek, cała ukradziona spuścizna. Wszystko zniknęło, zasypując Śmierć tak, że zgubiła powietrze, [które zabierała innym. Czy pan złodziej coś powiedział? Chciał, ale nie potrafił. Tak jak potrafił zachować trzeźwość umysłu w sytuacjach bez wyjścia, tak on - uczeń Saevy, niczym się nie przejmujący, kalkulujący wszystkie swoje postępowania, nie martwiąc się o dobro innych nie mógł poradzić sobie z zaistniałą sytuacją. Gałki oczne wpatrywały się puste na fioletowego chłopca, usta rozchylone, z którym wesoło wyglądał lizach, na wpół już roztopiony. Patrzył na chłopca w myślach mówiąc nie, jednak nie potrafił wydusić z siebie tego sprzeciwu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Wto Lip 01, 2014 6:40 pm

W wyobrażeniach Nicolasa Philipp nie był tyle rozbójnikiem, przerażającym porywaczem który więził bezbronne, kruszące się ze strachu bułeczki i opływające mięsnym potem kiełbaski, wykorzystującym je później do Bóg wie jakich celów, może nawet do napełnienia własnego żołądka. Nicolas nie myślał o tym, co będzie później, co z tym zrobi, do czego to doprowadzi, wiedział że w tej chwili Pan Sałata wykradał dobra należące do Królestwa Pingwinów, a to było poczynanie haniebne i wymagające natychmiastowej nagany, czy też gryzienia po łydkach. A przynajmniej o tym myślał chłopiec, póki nie zauważył swoich ulubionych słodkości na górze skarbów, które mrugały do niego zaczepnie ze szczytu, a których wie, że nie dostałby inaczej z byle powodu.
Już wyciągał rączkę by sięgnąć po swój wymarzony smakołyk, to, na co każde dziecko czeka ten raz w tygodniu w niedzielę, by po torturach jakimi jest przywdziewanie sztywnych, odświętnych ubrań, wypastowanych bucików cisnących w stopy i przemęczenia się w świętym milczeniu, gdy kaznodzieja za amboną głosi Słowo Boże - swoją drogą skąd on wie co chce powiedzieć Pan Bóg, może mówi mu to nocą do ucha - w końcu, po wyczekiwanym powrocie, dobrzy rodzice wynagrodzą dziecku to cierpienie, pewnie wcale nie mniejsze niż Droga Krzyżowa. Jednak Nicolas nie myślał teraz o bólu, łasce bożej i innych rzeczach, tak nieznaczących przy chwale serniczka z polewą lukrową. Gdy jego paluszki dosięgały powoli nasady ziejącej spożywczym smrodem góry, ta zaczęła się sypać przed oczyma chłopca, jak w zwolnionym tempie. Na posadzkę spadł wiśniowy torcik, którego czerwone nadzienie jak posoka, rozbryzgało się po podłodze, brudząc przy tym Szpice Butów, kwitnące sińcami nogi Nicolasa, jego mundurek, a także krople tej karmelizowanej krwi prysnęły mu na brodę, usta i policzek.
Głuchy odgłos uderzania mięsem o ziemie, ciche, chrupiące krzyki kruszących się pod wpływem siły uderzenia bułeczek, rozpacz lukrowanego serniczka który spadł na ziemię dnem do góry, rozbryzgując swoją serową chwałę na kafelkach i błagając, by nie widziały tego jego dzieci. Te, które w postaci zawiniętego w szary papier sera twarogowego rzuciły się w przepaść tuż za swoim rodzicem. Już nigdy nie dowiedzą się, że tak naprawdę były adoptowane, a Pan Lukrowany Sernik nie był ich prawdziwym ojcem. Nigdy.
Otworzył szerzej oczka, patrząc na tą feerię kolorów które wylewały się na białą niegdyś podłogę. Kąciki ust uniósł w lekkim uśmiechu. To był jego czas, on i pan Serniczek sam na sam, w jednym miejscu, na jednym poziomie. Nie musiał prosić, nie musiał kraść, teraz on sam rozkładał przed nim to, co ma najlepsze, tu - na kuchennych kafelkach.Teraz już nic się wokół nie liczyło. Czuł jego piękny, waniliowy zapach który unosił się razem z ulatującym, cukrowym życiem tego wypieku. Wyciągnął brudną dłoń i wsadził ją prosto w rozkruszone ciasto, przyciskając jego chłodne wnętrzności do ziemi i nabierając w piąstkę, którą przybliżył do ust, po uprzednim wypluciu z nich Horacego, który znów z metalicznym łoskotem padł na ziemię. Napchał buzię słodkim, mlecznym rajem, płynącym między zębami lukrem i wanilią, żując i oblizując łapczywie paluszki, jakby był to jego pierwszy posiłek od wielu tygodni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mr.Nobody
Klasa Szósta
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 06/06/2014
Skąd : z papieru.

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Lip 03, 2014 7:18 pm

Jego twarz jak zwykle nie wyrażała nic, nawet wtedy kiedy wszyscy pogrążeni są w smutku, Philipp jedynie ziewa, po czym mlaszcze, i choć w tym wypadku każdy ten co wtedy, w tej wymyślonej przeze mnie historii, wspomnieniu płakał, teraz nie zrobiłby tego. Jedzenie spada. Taka kolei rzeczy i choć trudno nam się z tym pogodzić, podnosimy ów przysmak, otrzepujemy, aby nie widzieć na nim żadnego włoska ani okruszka o nienaturalnej barwie i zjadamy. Prawa fizyki - grawitacja moi mili i choć ktoś kto owym prawem się "zajmuje" nie powinien być w szoku, widząc tego skutki. Jednak Philipp był. Tyle nieszczęścia go spotyka jednego dnia. Tyle smutku, tyle śmierci.
Jego oczy zrobiły się jeszcze większe niż dotychczas, a cienie pogłębiły się. Nie mógł nic zrobić. Wszystko tonęło w odmętach kafli, które przybierały coraz to innego koloru.
Upadł na kolana, wpatrując się na coś, co przed chwilą miał w rękach, co miał niedługo trafić i choć na kilka godzin się najeść. Spojrzał na sernik, który właśnie zostawał mordowany. On by nigdy tak z nim nie postąpił. Nigdy!
Przechylił głowę leciutko w prawo, nieświadomie, machinalnie, a jego oczy, które leniwie, nieco zaspanie patrzyły na świat stały się smutne? Ci, którym szóstoklasista zaszedł za skórę, a było ich wiele, zapewne życzyli mu jak najgorzej, jednak ten kto znał choć trochę Philippa wiedział, że jest źle. Jest bardzo źle. Brwi uniesione lekko do góry, luźno zwisająca szczeka, odsłaniająca szczerbę miedzy zębami.
Czyżby role się odwróciły? Czyżby skradziony skarb został skradziony złodziejowi i ten, który owego skarbu pilnować powinien zapomniał całkiem o tym? Czy to nie on teraz powinien zostać ukarany? Tęczowy rycerz, który niosąc klęskę zatracił się w mieniącym się lukrze i puchem twarożku.
Zmarszczył brwi, tym razem w przeciwną stronę, wpatrując się w chłopca. Chłopca, który brutalnie mordował jego należność chłopca ufaflanego krwią ofiary. Winny! Powinien ktoś krzyknąć. To nie Philipp, tylko on! Nico! Morderca i złodziej! I z całą swą goryczą, włożył kościste palce do resztek ciasta, unosząc je i resztki truchła rozsmarował po twarzy chłopca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Sro Lip 09, 2014 9:05 pm

Zatracał się w serowych wnętrznościach, pozwalając zmysłom rozpływać się jak lukier na podniebieniu. Anielski smak, jak puchaty obłok, delikatny płatek róży, lekkie płatki kokosa z reklamy Rafaello. Nie, nic z tych rzeczy nie równało się temu, jak puszysty, delikatny i lekki wydawał się smak serniczka, który drażnił każdy z Nicosiowych kubeczków smakowych swoją niesamowitą aparycją. Takie spełnienie nie dosięgnęło go już dawno, przynajmniej nie od czasu gdy na śniadanie dostał placki ziemniaczane z czekoladą zamiast zwyczajowego cukru pudru. To nie tak, że nie lubił cukru pudru. Gdyby dano mu zostać z nim sam na sam, Magiczny Pył zostałby wylizany ze słoiczka zanim Pan Philipp zdążyłby leniwie mrugnąć okiem. Jednak, gdyby został sam na sam z czekoladą, to Pan Philipp nie domknął by nawet powieki. Jednak, ani cukier puder, ani czekolada, a tym bardziej nie placki ziemniaczane, mogły się równać z cudownością, czystym ideałem, synonimem rozkoszy, jakim był Lukrowany Serniczek. Nie cieszył on tylko smakiem, bo czy coś mogło pachnieć równie cudnie? A brzmieć? Wyglądać? Oczywistym jest, że nie. Nic nie przedstawia się bardziej anielsko, niż ten idealny owoc kucharskich starań, duma Stworzyciela, który delikatnie pieścił laseczki wanilii, dając im szeleścić z rozkoszy w swych dłoniach, by później idealnie połączyły się z ubijaną wcześniej masą ze słodkiego twarożku, białą rozkoszą, która razem ze swoją aromatyczną kochanicą i miłością Ojca Stworzyciela dają owoc piękniejszy, cudowniejszy i bardziej boski, niż niepokalane poczęcie. A polane cukrową masą, gładszą i piękniejszą od najdroższego jedwabiu, tworzą razem obraz bardziej rozkoszny, niż wejście do niebiańskiego raju. A teraz, obraz ten rozciągał bezwstydnie swoje blade ciało na podłodze, obnażając swój każdy, najintymniejszy szczegół. Robił to przed nim, dla niego, w końcu kto lepiej mógłby zadbać o każdy milimetr tego serowego nieba, niż zrobiłby to Nicolas.
Chłopiec zadrżał z rozkoszy, zajadając się swoim największym pożądaniem. Oblizał każdy paluszek z osobna, nic nie mogło się zmarnować. Dla tego właśnie ciasta, gotowy był zhańbić się grzechem. Nic nie miało znaczenia, Królestwo Smrodu runęło, Pingwiny płaczą żałośnie za swoim dobytkiem, puste półki krzyczą "Dlaczego nas to spotkało?", a Nicolas je, i je, odpływa na swojej lukrowej łódeczce po oceanie serka twarogowego, a na sterze ma laseczki wanilii. Rzeczy doraźne nie mają znaczenia. Zielone kłęby smutku i wściekłości, cielesne niedogodności, rozpływają się gdzieś w atmosferze. Nic się nie liczy, niczego nie ma.
Wtem, poczuł na twarzy lepki dotyk czyiś palców. Czyżby to sam Pan Serniczek wyciągał do niego swoje anielskie ręce, oddając się bezwstydnie jego ustom? Otworzył szerzej wargi, wychylając z nich swój różowy języczek, którym dotknął ciepłej, sztywnej masy, by po chwili objąć ją wargami, spełniając życzenie Lukrowanego Serniczka, o kochaniu, i byciu kochanym. Jednakże, z perspektywy osoby trzeciej, to palce Pana Sałaty oferowały Nicolasowi skosztowanie tego niebiańskiego wypieku, roztytłanego niechlujnie po podłodze, i to je Nicolas zamknął w swoich ustach, wysysając z nich kremową słodycz, a wzrok, nieprzytomny w rozkoszy, wlepiając niewinnie w jego gniewną twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mr.Nobody
Klasa Szósta
avatar

Liczba postów : 44
Join date : 06/06/2014
Skąd : z papieru.

PisanieTemat: Re: Kuchnia   Czw Lip 10, 2014 6:38 pm

Cała jego rozpacz, gorycz i wściekłość została rozsmarowana po pucułowatej twarzy chłopca, której Philipp nienawidził. W tejże chwili Nicolas Olivier Amadeus von Ditrichstein, syn Freihhera Nicolasa Oliviera Johannesa von Ditrichsteina - zniesławionego czarodzieja i handlarza niewolników, zamordowanego w 1897 roku i Freihfrau Magdaleny Marii Luisy von Ditrichstein, z domu Schitzer - żydówki austriackiego pochodzenia, zmarłej na gruźlicę w 1889 roku, został wrogiem numer jeden Philippa. Arcywrogiem! Nemezis!
Może i nie był lubiany w szkole, może i nie przepadał za wszystkimi innymi, nawet ich nie znając, to nigdy do nikogo nie czuł tak gorącej nienawiści, złości, która wylewała się porów chłopca niczym rozgnieciona jagodzianka, z której wylewa się fioletowy, słodki mus.
Wpatrywał się w chłopca, który z niewinnością w oczach, w oku, spoglądał na Clowna, będąc cały ubrudzony od miękkiej, słodkiej krwi sernika. Jadł i jadł, ignorując, lub wręcz przeciwnie słysząc! Głośne skomlenia zjadanego wypieku, jego wrzaski, jego jęki i płacz, który z pewnym rytmem uderzał o posadzkę lodowego cmentarza.
Z każdym kęsem Philippowe brwi przybliżały się ku sobie i wtem nagle się zatrzymały. Nie pięły się w górę, po prostu stanęły, patyczek wyślizgnął się z ust i uderzył o kafle. Co go tak zaskoczyła? Przez co znieruchomiał? Co zatrzymało jego wściekłość? Ano pierwszoklasista przed nim, który zaczął ssać, a raczej oblizywać, palce chłopaka z resztek serniczka. Kpina. Istna zniewaga!
Nie dość, że całe jedzenie, które trzymał w ramionach, niczym matka swe dziecię, zostało zamordowane przez pierwszoklasistę, którymi chłopak w pewnym sensie gardził, to jeszcze uczeń z fioletowego domu zaczął zlizywać resztki jedzenia, które Tobiasowi zostały. Nie miał nic. Był ogołocony z dobytku. Był poszkodowany. Miarka się przebrała i choć twarz nie uległa wielkiej zmianie, nie licząc pojedynczej zmarszczki w okolicach brwi, w szóstoklasiście się wręcz gotowało, a fioletowy mus zaczął wręcz parować.
Rzucił się na chłopca przygwożdżając go do podłogi swym wychudzonym ciałem, kościstymi palcami pianisty oplatając jego delikatne nadgarstki i każąc chłopcu rozstawić nogi.
Dla osoby trzeciej wyglądałoby to jak wstęp do dobrego pornola, oh Philipp jako reżyser i aktor. Tyle pieniędzy, tyle jedzenia, ale nie. To nie był film dla tłustych, opływających w smalcu zboczeńców, sapających do małego ekranika komputera i oblizywać swe grube warki, umieszczone pod brudnym wąsem, w którym tkwią resztki chipsów przed paru dni, ani nie dla bardziej wyszukanych widzów w postaci dziewczyn, które niczym nie różnią się od swej poprzedniej, nieco starszej wersji. Ale wąsy są. W końcu one też chcą żyć.
Nie. Nic z tych rzeczy. To było tylko odebranie swojej własności.
Nic więcej.
Wepchnął język w drobne usteczka chłopca, a raczej nie pozwolił by te się zamknęły, bowiem "położył się" na nim w trakcie zlizywania twarożku z palca, kiedy to biała maź jeszcze nie dotarła do wnętrza jego ust.
Czy wyglądało to jak pocałunek? To już zależy od waszych zbereźnych myśli, kosmatych od brudnych wąsów. Zboczeńcy, którzy myślą, ze będzie coś więcej. Bo wiem powiadam wam, że nie! Nic nie będzie! Będzie tylko Tobias odbierający swą własność. Błądząc językiem szukając puchu w ustach chłopca, a gdy tylko je znalazł, znalazł wszystko co jeszcze nie zostało przełknięte oderwał się i zlustrował swymi przenikliwymi oczami brudną twarz Oliviera, siadając tym samym okrakiem na delikatnym ciałku chłopca, który nie wygląda jak by potrafił bez jęknięcia wytrzymać taki ciężar. Nitka śliny zniknęła, gdy Philipp się wyprostował, co oczywiście nie trwało zbyt długo. Ramiona na powrót zniżyły się ścigając się z podbródkiem o to kto będzie pierwszy. Jednak chłopak nie czuł tak wielkich, żywych uczuć jak jego ramiona, a jego wzrok nie zmienił się. Martwe oczy spoglądały na chłopca z wyższością, niczym lew broniący swej zdobyczy przed sępem, czy innym równie irytującym stworzeniem.
Wstał przy akompaniamencie trzeszczących kolan i wyszedł. Tak po prostu.

ży/ty
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kuchnia   

Powrót do góry Go down
 
Kuchnia
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Kuchnia Hotelowa

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: St. Francesa :: Pierwsze piętro-
Skocz do: