IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kotłownia.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Radek
Nauczyciel Matematyki
avatar

Aquarius Liczba postów : 169
Join date : 13/10/2013
Age : 22
Skąd : Poznań

PisanieTemat: Kotłownia.   Pon Paź 14, 2013 1:48 pm

W kotłowni, dało się dostrzec pęczki rur, wspinających się zygzakowato po ścianach. Prowadziły gdzieś w górę, do bliżej nieokreślonego miejsca w ciemnościach. Jedynym oświetleniem pomieszczenia była lampa naftowa, stojąca zawsze na lewo od wejścia. Było to pomieszczenie, będące centrum systemu grzewczego całej szkoły, tak więc znajdował się tu wielki kocioł parowy. Główny panel, sterujący pracą kotła był oczywiście zapieczętowany magicznie, przez co niemożliwym dla normalnego ucznia było włamanie się i spowodowanie jakiejś awarii. Po dokładnej analizie ścian, kawałek po kawałku, można tu też było zauważyć kawałek ściany z wyrytą trupią czaszką.
Zwilgotniałą podłogę pokrywał zawsze wszędobylski kurz, podobnie zresztą jak wszystkie sprzęty i przedmioty w kotłowni. W rogach pomieszczenia, a także w innych strategicznych punktach, można było zauważyć lśniące od kropel wody pajęczyny nawet kilkucentymetrowych pająków. Ciszę i spokój w tym miejscu, zakłócały jedynie miarowe postękiwania kotła, który co jakiś czas wydawał z siebie jakby potępieńcze odgłosy, a także odgłosy kropelek wody, skapujących z sufitu na podłogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Sro Sty 01, 2014 7:03 pm

Podniósł głowę z ziemi i przetarł oczy, leniwie rozglądając się dookoła. Co on tu robił? Ile czasu minęło? Nie pamiętał nawet kiedy zasnął... Zawiesił zaspany wzrok na piecu, przy którym skulony leżał. Jak tu ciepło...
- Jakubie... Śpisz? - Położył drobną dłoń na rozgrzanym metalu i podniósł się do pozycji siedzącej. - Cemu mnie nie obudziłeś? - Powiedział z wyrzutem w kierunku żeliwnego pieca. Ale co on tu robił? Pamiętał że gonił... Coś... Chyba myszkę. Tak, myszkę. Widział jak biegła przez szkolny korytarz i chciał się z nią pobawić... I za nią pobiegł. Wtedy znalazł się tutaj... I poznał Jakuba. I rozmawiali razem, aż poczuł się zmęczony i zasnął. Tak... Tak to było. Wstał z ziemi i rozejrzał się. Pomieszczenie nie miało okien, nie wiedział stąd ani jaka pora dnia była, ani ile godzin spał. A dochodził już wieczór.
Skóra dłoni zaczęła go nieprzyjemnie piec od gorąca, cofnął ją od pieca, wykrzywiając usta w podkówkę.
- T-to boli, Jakubie! - pisnął nieszczęśliwym głosem i zaczął dmuchać na rękę. Mundurek brudny miał od ziemi na której leżał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cheff
Kucharz
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 29/12/2013

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Sro Sty 01, 2014 7:21 pm

Stuk, puk, bum.
Oczywiście wiedział gdzie idzie i po co. Celem kucharza było odnalezienie siekiery. Ostatnio dał ją woźnemu do naostrzenie i z tego, co ów osobnik mu powiedział została ona w kotłowni. Gdzieś za piecem.
O dziwo miał coś dobry humor, wstał prawą nogą i cały dzień przebiegał jakoś pomyślnie. Odzwierciedleniem jego nastroju był nawet sposób w jaki mężczyzna się poruszał. Nucił coś a na każde trzy kroki do przodu przypadał krok w tył.
Pewnie pchnął drzwi kotłowni krzycząc coś w stylu "Kamikadze", po czym zeskoczył ze schodów. Dopiero stojąc na ziemi zauważył, że nie jest sam. Spojrzał na chłopaka, który był dużo, dużo od niego niższy.
- O! Co tu robisz? - nie trzeba było ukrywać, że był nieco zdziwiony samym faktem odnalezienia ucznia w takim miejscu. Może miała tu miejsce jakaś dzika impreza albo orgia? Strój jego "rozmówcy" był głównym czynnikiem utworzenia tej teorii.
Białowłosy rozejrzał się po kotłowni za swoim narzędziem do pracy. Gdy tylko je dostrzegł na jego twarzy pojawił się uśmiech. Była oparta o ścianę, jakieś pół metra od niego. Dlatego też mężczyzna zrobił dwa kroki do przodu i pochwycił ją lewą ręką.
- Zresztą, nieważne. Podam cię dzisiaj na kolację! - po tych słowach na jego twarzy pojawił się dość psychopatyczny uśmiech. Dla podkreślenia powagi tej sytuacji uniósł on nawet lewą rękę podnosząc tym samym narzędzie.
Po chwili jednak ziewnął. Chwila ta była wystarczająco długa aby dostrzegł on reakcję ucznia.
- Żartowałem. Jestem Sebastian. - powiedział widocznie rozbawiony całym tym zajściem. Oczywiście dłoń z siekierą opuścił a swe ślepia skierował w stronę rozmówcy powoli i wnikliwie się mu przyglądając.

_________________

Aktualny ubiór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Sro Sty 01, 2014 8:11 pm

Gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi, spojrzał gwałtownie w tamtą stronę, przekrzywiając lekko na bok głowę, a źrenica zdrowego oka rozszerzyła się nieznacznie. Dziki okrzyk spowodował w nim jeszcze większy popłoch. W główce już narodziła się mu wizja o wielkim, strasznym potworze który pożre go żywcem, odrywając po kolei każdą kończynę i miażdżąc jego kostki między zębami. Jednak zamiast potwora, w drzwiach stanął białowłosy mężczyzna, którego - jak mu się zdawało - kojarzył ze szkoły. Nie wiedząc czemu, sam jego widok spowodował w Nicolasie nagłe rozbawienie. Ten uniform... Wyglądał jak wielki pingwin.
Zaciągnął przydługie rękawy swetra, ukrywając w nich rączki i obejmując nimi kolana, po czym zaczął nerwowo chichotać.
- Jakubie... Ten pan pyta się mnie co tu robię. - Powiedział rozbawionym głosem, jakby usłyszał coś niewiarygodnie zabawnego. Zdrowe oko wlepił w przybysza, wędrując za jego ruchami, jednak wzrok szybko przeniósł na siekierę którą wyjął. Jak to możliwe że nie zauważył jej wcześniej? Albo to ona nie chciała być zauważona, może była nieśmiała? Nie wyglądała na taką, ale "pozory mylą" - wszyscy tak mówią. Jednak w momencie, gdy pan w pingwinim uniformie uniósł nad nim jego niedoszłą przyjaciółkę z groźbą podania jako główny posiłek, pisnął i zakrył głowę rękoma, rzeczywiście bojąc się uderzenia.
Jednak gdy one nie nadeszło, podniósł przestraszony wzrok na mężczyznę i zamrugał kilkukrotnie.
- J-jestem Sebastian. - Powtórzył jego słowa piskliwym głosem, po czym znowu zachichotał, zapominając jakoby ten pan przed chwilą groził mu śmiercią. Podniósł się z brudnej podłogi i spojrzał w dół, na brudne od kurzu spodenki i przyglądał się nim, po czym przejechał palcem po kolanie, na którym - w jego mniemaniu - brud ułożył się w kształt królika, po czym znowu zachichotał, przenosząc wzrok na mężczyznę.
- Cy pan zna Jakuba? - Powiedział przechylając głowę na bok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cheff
Kucharz
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 29/12/2013

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Sro Sty 01, 2014 8:40 pm

Jakub? Jakub! Jakub. Jaki Jakub? Czy on znał jakiegoś Jakuba? Może Ja, kup. Co w dłuższym rozliczeniu dawałoby "Chce mi się kupę". Chociaż raczej nie o takiego Jakuba tutaj chodziło.
Czyli należało założyć, że jego mały - bynajmniej w porównaniu do niego - rozmówca miał coś nierówno pod sufitem. Tylko, no właśnie, co on do jasnej cholery robił w kotłowni? Było przecież tyle miejsc na zapodzianie się - park, korytarz, damska toaleta.
Pomijając fakt, że w damskiej toalecie chętnie by się zgubił co drugi szkolny zboczeniec. Zresztą. Raczej nie jego rozmówca, chłopiec może i był w wieku "mokrych snów" ale nie wyglądał na takiego, który chciałby dotykać kobiety wiadomo (a może nie) gdzie.
Kucharz cicho sobie westchnął, chyba nie dowie się z kim rozmawia.
- Jakuba? Nie znam. - dla pewności rozejrzał się po kotłowni jednak - tak jak myślał - nikogo tu nie było. Dopiero po chwili podążył za wzrokiem chłopca. Ku jego zdziwieniu chodziło o piec. Można sobie tylko wyobrazić jak wyglądała jego mina. Miał właśnie typowego mindfuck'a.
- Znam za to Matyldę, Tristanę, Izoldę, Beatę, Renatę, Mariolę, Zdzisława, Tadka i wielu innych. - brnąc w tok myślenia Jakub to piec zaczął wymieniać przyrządy i narzędzia kuchenne.
- Co zrobiłeś w rękę? - zadał to pytanie dopiero teraz. Dopiero teraz zauważył, że Nicolas spiekł sobie rękę, nie wiedział jednak jak. Włożył ją do ciepłej wody? Cóż, nic dziwnego, że kucharz pomyślał akurat o tym. W końcu połowę czasu spędzał w kuchni więc pierwsze co przychodziło mu do głowy to właśnie kuchenne problemy.
- Oj, oj. Chyba powinieneś się umyć mały. Niedługo kolacja a ty jesteś cały brudny. - po tych słowach klepnął "malca" dwa albo trzy razy w czuprynę - oczywiście prawą ręką - strzepując mu kurz z włosów. - Od razu lepiej!

_________________

Aktualny ubiór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Sro Sty 01, 2014 9:28 pm

Zaczął bujać się lekko na piętach, wysłuchując wyliczanki imion wymienianych przez pana Wielkiego Pingwina.
- Re-na-ta... Szma-ta. - Zaczął znowu chichotać, rozbawiony wymyślonym przez siebie rymem. Nie miał na myśli jednak wulgarnego określenia w kierunku płci pięknej, a sam przedmiot jakim szmata była. - Nie-dźwia-dek... Ta-dek. Mam na imię... Tadek. - Wyszczerzył ząbki w uśmiechu, po czym zaklaskał w dłonie i skrzywił się, zapominając o poparzonej łapce. Przyjrzał się jej z chwilową konsternacją.
- B-bo zasnąłem. - Powiedział przekręcając głowę i wyciągając rączkę, by mężczyzna mógł się jej przyjrzeć. Miał tym na myśli, że Jakub zezłościł się na niego za to, że zasnął podczas rozmowy i to była jego kara. Skrzywił się lekko w niezadowolonym grymasie, po czym potrząsnął główką i szybko cofnął rączkę.
- Kolacja? - Jego ton głosu ożywił się trochę, dopiero teraz, jak mężczyzna wspomniał o tym, przypomniał sobie jak głodny był. Przez tą wycieczkę ominął go obiad. - A będą naleśniki?
Uśmiechnął się rozkosznie, patrząc na pana Wielkiego Pingwina z błyskiem w oku gdy ten go otrzepywał. Poza słodyczami nie wiele było rzeczy, jakie mu smakowały. Ale naleśniki na słodko kochał nieomalże tak jak lizaczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cheff
Kucharz
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 29/12/2013

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Sro Sty 01, 2014 10:02 pm

Wypuścił siekierę z ręki. Przedmiot opadł na ziemię, trzonek oparł się na jego nodze. Zaczął grzebać w kieszeniach. Na poparzoną rękę warto było przyłożyć coś zimnego, żeby nie piekło.
Nic dziwnego, że znalazł w kieszeniach coś zimnego. w prawdzie nie była to kostka lodu ale łyżka też świetnie się nadawała do misji pod kryptonimem poparzenie. Szczerze? Wątpił, że chłopiec dobrowolnie poda mu dłoń. Złapał go za rękę i przyłożył do niej łyżkę. Tak dokładniej to do poparzonego miejsca.
- Musisz bardziej uważać gdzie zasypiasz. - prawie poczuł się jak starszy brat albo jakiś opiekun. Mimo tego, że nie pisał się na coś takiego właśnie zaliczył etat pielęgniarza. Gdy łyżka wystygła albo wziął ją chłopiec Sebastian po prostu wsadzi jedną rękę do kieszeni a w drugą weźmie siekierę.
- Naleśniki? W sumie. Czemu nie, nie mam jeszcze pomysłu co przygotować. Jakie naleśniki byś chciał? Ma panicz teraz okazję złożyć zamówienie u szefa kuchni. - już w trakcie wypowiadania tych słów na jego twarzy pojawił się uśmiech. Po czym poznać dobrego kucharza? Cieszy się, gdy jego potrawy sprawiają innym przyjemność. Taki właśnie był Sebastian. Uwielbiał gotować nie dla samej sztuki a dla faktu, że innym to smakuje.
Zdumiewał go sam fakt, że chłopiec mógł spać w takim pomieszczeniu. Było tu przecież dość głośno i brudno. Do tego przecież ktoś tu musiał co jakiś czas zaglądać, prawda? Więc dlaczego nikt go nie obudził? Eh... tak wiele pytań, a życie jest takie krótkie.

_________________

Aktualny ubiór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Czw Sty 02, 2014 4:00 pm

Z niemałą ciekawością obserwował, jak Wielki Pingwin grzebał po kieszeniach, by po chwili wyjąć z nich Panią Łyżkę. Czyżby pingwiny zawsze nosiły przy sobie sztućce? Może na wypadek niespodziewanego zaproszenia na kolację, albo do jakiejś zabawy, o której Nico jeszcze nie słyszał. Może sam zacznie nosić takie rzeczy ze sobą? Jednak nie miał własnej łyżki, więc musiałby ukraść. A tego robić nie chciał, nie chciał by komuś było przykro gdyby jego ulubiona łyżka nagle zaginęła. Jak następnym razem pojadą do miasta, pierwsze co zrobi to kupi sobie własną. Jeżeli nie zapomni. No, nieważne...
Bez protestów podał rękę i skrzywił się lekko gdy zimny metal dotknął poparzonej skóry, i wydymając lekko wargi w nieszczęśliwym wyrazie, patrzał co też pan Pingwin mu robi. Po chwili jednak przyjemne zimno zaczęło przynosić dłoni ulgę, a ból nieznacznie złagodniał.
- T-ta łyżka, to pana różdżka? - Spytał, gdy w jego główce pojawiła się myśl, że to jakieś zaklęcie na oparzenia.
Na wspomnienie naleśników wyraz jego twarzy znowu się rozweselił, lecz po chwili spochmurniał, zaciągając brwi i zatrzymując powietrze w policzkach, robiąc tak zwanego chomiczka. Nie mógł przypomnieć sobie z czym były najlepsze naleśniki jakie jadł, pamiętał tylko że były słodkie i że mu niesamowicie smakowały.
- Um... Z czerwonym nadzieniem. - Wymamrotał niepewnie, to co mu świtało w głowie na ich temat, był kolor tej papki w środku - wyglądał jak zmiażdżone koci mózg w krwawym sosie. Widział kiedyś takiego biedaka na ulicy... Chciał później tam wrócić i wziąć się nim zaopiekować, ale ktoś chyba go uprzedził i kotka już tam nie było.
- Truskawkowe! - Wykrzyknął radośnie, przypominając sobie tą nazwę. - Z ciekoladowym sosem. - Dodał od siebie po chwili. Nie jadł co prawda, jeszcze, tego połączenia, ale w jego umyśle kolor czekoladowego brązu na intensywnej czerwieni przedstawiał się dość apetycznie. Posłał Wielkiemu Pingwinowi szczęśliwy uśmieszek, chcąc nie chcąc, właśnie został jego przyjacielem. A przynajmniej tak wydawało się Nicolasowi. Pan Pingwin spodobał mu się, może wyglądał trochę groźnie, ale był miły i radosny, do tego obiecał że zrobi mu naleśniki - to niewątpliwie coś znaczy!
Po chwili zauważył nieznaczny ruch przy tylnej ścianie, odwrócił gwałtownie główkę, zabierając rękę kucharzowi i natychmiastowo tracąc nim zainteresowanie.
- Tu jesteś! - Krzyknął, kiedy mała, biała myszka przebiegła wzdłuż ściany. Podbiegł do niej, ale nim zdążył złapać gryzonia, ten czmychnął przez mały otwór w materiale budulcowym. Nie zdążywszy wyhamować, jego czoło spotkało się z jedną z rur, a głuchy dźwięk uderzenia rozniósł się po instalacji grzewczej, czy czegokolwiek do czego też ta rura doprowadzała. Zamrugał kilkukrotnie ogłuszony lekko i przyklęknął na ziemi, masując obolałe czoło.
- Chce się tylko po...pobawić... - Wymamrotał nieszczęśliwym głosem, wypatrując dziury w ścianie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Cheff
Kucharz
avatar

Liczba postów : 41
Join date : 29/12/2013

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Czw Sty 02, 2014 9:00 pm

Różdżka? Ta... takiego określenia na jego łyżkę do smakowania zup jeszcze nie słyszał. Było dość oryginalne. Jednak mu różdżka kojarzyła się z czymś innym, niekoniecznie z łyżką.
- Łyżka. To nie różdżka, to zwykła łyżka. Zatrzymaj ją sobie. Przyda ci się jeszcze nie raz. - w końcu chłopiec wspominał, że zasnął przy piecu. Czyli zapewne był dość niezdarny, taka łyżka była dobra nie tylko na oparzenia ale też na siniaki, o!
Gdy wysłuchał jego życzenia uśmiechnął się i pokiwał twierdząco głową mówiąc tylko krótkie "zrobi się". Klient nasz pan, skoro takie było życzenie to w międzyczasie kilka naleśników można zawsze przygotować, prawda? Może dzisiaj zrobi kolację na słodko? W sumie dzisiaj to już raczej za późno ale jutro. Jutro to dobry dzień.
Nim zdążył cokolwiek zrobić usłyszał głośne "jeb". Spojrzał zdziwiony na ucznia i pokiwał na boki głową. Ojej, tylko czy ten osobnik dożyje do kolacji? To było kluczowe pytanie.
Mężczyzna podszedł do dziecka i kucnął przy nim.
- Jeju, jeju, nie mam więcej łyżek. Może idź do pielęgniarki? Chociaż, mam pomysł jak zamaskować tego siniaka. - miał oczywiście na myśli czerwony plac, który zazwyczaj pojawiał się po zderzeniu z czymś twardy. Sebastian zdjął z głowy czapkę i założył na głowę Nicolasa. Taki kamuflaż, o!
- Tylko jej nie zgub! - oczywiście, śmiał się. Jednak po chwili przypomniał sobie o czymś bardzo istotnym. Tak ważnym, że jego twarz przybrała grobowy nastrój. Z jego ust padło tylko "o kurwa". Po czym szybko ruszył w stronę drzwi.
- Wybacz ale muszę jeszcze upolować kilku pierwszaków na kolację. Do zobaczenia. Uważaj na siebie. - po tych słowach opuścił to miejsce z nadzieją, że chłopiec po pierwsze nie zgubi jego czapki a po drugie zacznie na siebie bardziej uważać.

z/t

_________________

Aktualny ubiór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nicolas Olivier Amadeus
Klasa Pierwsza
avatar

Cancer Liczba postów : 33
Join date : 30/12/2013
Age : 21
Skąd : się biorą dzieci?

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Pią Sty 03, 2014 11:38 pm

Łyżkę przyjął z ogromną wdzięcznością w swoim czternastoletnim serduszku, ciesząc się na myśl że nie będzie musiał takowej kraść ani kupować. Jednak nadal nie wiedział po co, może to nowa moda? Z nasuwających się powodów do noszenia ze sobą sztućców, nie uwzględnił oczywiście tego, że stojący tu z nim osobnik był szkolnym kucharzem. Myśl o łyżkowych zapasach była znacznie zabawniejsza!
Jednak w momencie gdy stracił zainteresowanie Wielkim Pingwinem, pani łyżka również poszła w odstawkę i opadła na ziemię z brzdękiem, chwilę przed spotkaniem Nicolasa z metalową rurą.
Siedział więc na ziemi, trzymając się za bolącą głowę i czując głęboki żal do niechętnej do asymilacji z nim myszki. Przecież nie zrobiłby nic złego... Chciał się przywitać, trochę pobawić, nic więcej. Podniósł przepełnione smutkiem oczy - a właściwie przepełnione smutkiem było jedno oko, gdyż to sztuczne trudno by wyrażało cokolwiek - na mężczyznę, który znów podszedł do niego, i znów odezwał się tym pełnym pożałowania tonem. Jednak Nicolas i tak czuł się dumny, gdyż ktoś okazał mu zainteresowanie, a nawet troskę - to dla niego znaczyło naprawdę wiele. Nawet jeśli osiągał to przez robienie form tak durnych i godnych współczucia. Jednak tym razem nie zrobił tego specjalnie. Może gdyby częściej robił sobie krzywdę, ludzie częściej zwracali by na niego uwagę?
Pokręcił gwałtownie głową na wspomnienie pielęgniarki, co sprawiło że tępy ból zaognił się lekko w głębi jego czaszki, jednak pójście do gabinetu płaczu było ostaniom rzeczą jaką chciałby zrobić. Lekarze nie kojarzyli mu się z niczym dobrym.
Ze zdziwieniem spojrzał, jak Sebastian założył na jego głowę swoją czapkę. Siłą rzeczy była ona na niego za duża, więc nonszalancko zakryła całe jego czoło i oczy. Poprawił ją tak, by móc ogarnąć swoje pole widzenia.
- Nie zgu-bię! - Pokiwał na znak że zrozumiał jego życzenie, jednak pewnym nie było że to dotrzyma. Nie specjalnie, nie, nie, nie, był jednak tak roztrzepany, chaotyczny i niezdarny że... Wszystko może się zdarzyć. Przekręcił lekko głowę na bok, gdy Wielki Pingwin przeklął i mimowolnie uśmiechnął się, a czapka znowu zsunęła na jego oczy. Nieładnie tak mówić, tym bardziej przy dzieciach.
- Papa, panie Pingwinie! - Zaszczebiotał, gdy mężczyzna wypowiedział swoje słowa pożegnania. Zignorowawszy część o polowaniu na pierwszaki, pomyślał że to niezwykle miłe że kazał mu na siebie uważać. A do tego dał mu czapkę. No i... Właśnie, gdzie łyżka? Rozejrzał się po pomieszczeniu, aż dostrzegł połyskujący kawałek metalu leżący w miejscu, gdzie uprzednio stali. Przyczworakował do niego, szurając spodniami od mundurka po brudnej ziemi, i podniósł w palcach, unosząc na poziom swojego wzroku.
- Tu cię mam. - Powiedział radośnie, przyglądając się łyżce z uśmiechem. - Nazwę cię... Ania. Albo nie... Za proste... Matylda! Co o tym myślisz?
Szczebiotał wesoło do srebrnej łyżki, jakby było to co najmniej jakieś zwierzątko.
- Podoba ci się? - Bardziej stwierdził, niż spytał i wstał z brudnej ziemi, poprawiając czapkę. - To co, może pokażę tobie mój pokój? - Prowadząc energiczną dyskusję z Matyldą zapomniał już o Jakubie, o obiecanych mu naleśnikach, nawet o obrażeniach jakie zdążył odnieść w tej, bądź co bądź, krótkiej chwili. Podskakując z nogi na nogę opuścił zatęchłe pomieszczenie i radośnie przemawiając do nowej przyjaciółki, wrócił do swojego dormitorium.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Euphoria
Klasa Pierwsza
avatar

Liczba postów : 19
Join date : 24/10/2013

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Wto Kwi 22, 2014 9:52 pm

Tak naprawdę niechętnie wybrała się do tej wielkiej "piwnicy". Była tam z dwa razy. Pierwszy, gdy oprowadzano ją po szkole, a drugi jak miała lekcje alchemii, na której niedawno pozostawiła swoją pluszową przyjaciółkę - Marcelinę. Dziewczynkę dręczyły myśli, że zostawiła ją tam na dole samą, że przecież mogło się jej coś stać. Nawet jeśli była zwykłym misiem to Szkotka zbytnio nie potrafiła sobie wybaczyć tego błędu, zwłaszcza iż traktowała ją bardziej jako żywą personę, niżeli pluszaka. Więc odnalezienie Marceli było jedynym celem i motywacją Euphorii, aby zejść do tych strasznych lochów.
Dopiero zbiegając po schodach prowadzących do podziemi dochodziła do wniosku, że praktycznie nie pamięta gdzie znajduje się klasa alchemiczna. Oczywiście, mogła się spytać jakiegoś ucznia, ale jak tylko próbowała się odezwać to zbytnio jej to nie wychodziło. Na nieszczęście Euphorii, bo przecież jeden z domków miał tutaj swoje dormitorium. Toteż nadeszła ta chwila, że postanowiła zaufać swojej "nędznej" pamięci. Skręciła w prawo, szła prosto jakimś korytarzem i jak na razie była dumna, iż pamięta tą część drogi. Lekkie panikowanie zaczęło się kiedy nie potrafiła stwierdzić jakie drzwi są tymi właściwymi. Stwierdziwszy, że żadnych sobie nie przypomina poszła dalej. A to w lewo, prosto, w prawo i zaś w lewo, nim się zorientowała totalnie straciła orientacje gdzie się znajduje. Już miała zacząć się wyzywać od najgłupszych ludzi, gdy przed nią znalazły się drzwi, które wyglądały nieco znajomo. Słabe oświetlenie niezbyt pozwoliło odczytać Euphorii tabliczkę zawieszoną na nich, ale była desperacko przekonana, że pisze na niej "sala alchemiczna". Walnęła się z plaskacza w twarz aby się ogarnąć i nieco lepszego humoru, iż zaraz będzie z Marceliną, otworzyła drzwi. Patrząc na podłogę zrobiła kilka kroków naprzód. Doszła do wniosku, że nie znajduje się w odpowiednim pomieszczeniu, gdy wejście zamknęło się z wyraźnym hukiem. Skutkiem tego był donośny krzyk przestraszonej dziewczynki. Szybko podbiegła do klamki i zaczęła na nią naciskać próbując otworzyć osmolone drzwi. Zatrzasnęły się. Euphorii to zawsze wiatr w oczy. Bliska płaczu usiadła na brudnej, wilgotnej podłodze, tuż pod jedynym źródłem światła. Niechętnie oparła się o ścianę oglądając przy tym pomieszczenie. Przeraziła ją myśl, iż to właśnie w kotłowni się uwięziła. Było jej gorąco, nieprzyjemnie i ogółem dała sobie miano najbardziej nieumiejętnej poszukiwaczki sali alchemicznej na świecie. Zauważywszy na ścianie wyrytą trupią czaszkę tym bardziej się przeraziła, że ktoś tam już kiedyś umarł. Łzy mimowolnie zaczęły spływać po jej twarzy, a ona sama zaczęła bawić się (bardziej ciągnąć) włosami próbując się uspokoić.
Miała szczerą nadzieję, że ktoś usłyszy jej drastyczny płacz i jeszcze tego samego dnia otworzy te przeklęte drzwi. Jeszcze bardziej znienawidziła swoją wątłość, tłumacząc sobie, iż przez to nie może ich otworzyć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Sro Kwi 23, 2014 8:49 pm

Miała wrażenie, że wciąż jest obserwowana i doprowadzało ją to do szewskiej pasji. Nie mogła nawet wypalić w spokoju fajki, gdyż zaraz zjawiał się ktoś, kto przypominał jej o „właściwym zachowaniu w szkole”. Zapewne jako „niebezpieczny przestępca” musiała być pod stałą obserwacją, jednak na chwilę obecną nie planowała żadnych morderstw, zniszczeń ani nawet bójek. Jak nie nauczyciele i personel, to uczniowie patrzyli się na nią wilkiem. Poniekąd im się nie dziwiła. Sama nie mogła przywyknąć do tego, że jest mordercą. Nie tyle do faktu zamordowania kogoś, a właśnie do tego tytułu. Że wcześniej czytała o brutalnych morderstwach w gazetach i książkach, a teraz to o niej się czyta. Dziwne uczucie. Nie nieprzyjemne, ale dziwne.
Jack błąkała się po szkole, szukając miejsca, gdzie mogłaby się ukryć przed natrętnymi spojrzeniami wszystkich wokół. Nie wychodziła zbyt często, ale chyba do każdego ucznia zdążyły dotrzeć plotki o tym, że w ich szkole uczy się najprawdziwszy morderca. Teraz nie będzie mieć spokoju. Błąkała się dosyć długo, zanim nie zeszła na dół. Tłumy się przerzedziły. Właściwie, nie widziała na korytarzach już prawie nikogo. Nagle jej powieki zrobiły się ciężkie, a nogi zaczęły odmawiać posłuszeństwa, ogarnęła ją senność. Jedyne, o czym marzyła, to krótka drzemka. Takie już przekleństwo Jack – czego nie prześpi w nocy, musi odespać za dnia. A odkąd przybyła do St. Francesa, jej bezsenność tylko się pogłębiła. Szła jeszcze kawałek, aż wypatrzyła idealne miejsce na odpoczynek. Stara, osmolona tabliczka informowała, że drzwiami znajduje się „Kotłownia”. Dziewczyna ledwie odczytała napis w ciemnym korytarzu. Nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi, które wydały z siebie cichy pisk. Wewnątrz było ciepło i wilgotno, a w powietrzu dało się wyczuć lekki zapach spalenizny i stęchlizny. Nie było to wymarzone miejsce Jack na drzemkę, jednak przyjemna temperatura przesądziła sprawę. Dziewczyna usiadła w najciemniejszym kącie, zsunęła czapkę na oczy i niemal od razu zasnęła. Jej odpoczynek nie trwał jednak długo. Zgrzyt otwieranych drzwi jej nie obudził, ale donośne łkanie już tak. Początkowo tylko przeklęła w myślach, nie chcąc nawet otwierać oczu. Płacz jednak nie ustawał, a chęć Jack na dokończenie drzemki w spokoju rosła. W końcu bezszelestnie uniosła rękę i wsunęła czapkę na właściwe miejsce. Jej wzrok był już przyzwyczajony do ciemności, więc bez większych problemów wypatrzyła płaczącą pod ścianą, różowowłosą dziewczynkę. Przyglądała się jej przez chwilę, po czym przypomniała sobie, że przecież ją zna. Na usta Jack wkradł się wredny uśmieszek. Część pomieszczenia, w jakiej się znajdowała była zbyt słabo oświetlona, żeby Euphoria ją zauważyła. To wprost idealna okazja na mały psikus! Jack powoli wstała, po czym wydała z siebie przeciągły, przerażający jęk, najwyraźniej chcąc zapoczątkować legendy o straszliwym potworze ze szkolnej kotłowni.
Powrót do góry Go down
Euphoria
Klasa Pierwsza
avatar

Liczba postów : 19
Join date : 24/10/2013

PisanieTemat: Re: Kotłownia.   Czw Kwi 24, 2014 8:38 am

Powoli uświadomiła sobie, że pozostawiła Marcelę na pastwę losu. Oczywiście te myśli przyszły przez wyolbrzymianie oraz przywiązanie do misia. Była niemalże pewna, iż umrze w tej kotłowni, a było to bynajmniej absurdalne, bo przecież ktoś się zajmuje ocieplaniem szkoły. Pomimo tak oczywistego faktu Euphoria nie potrafiła sobie odpuścić i stwarzała w swojej głowie istny mętlik wobec dalszych losów pluszowej przyjaciółki. Bardzo chciała być teraz z nią i poczuć jej delikatny pusz, który tak łatwo ją uspokajał. Ale nie, wybrała złe drzwi. Na dodatek najwidoczniej takie, które lubiły się zatrzaskiwać. Aż chciało się płakać.
Specyficzny zapach panujący w kotłowni dokuczał Euphorii. Nie mogła znieść nie tylko tego odoru czy panującej tam duszności, ale i własnego szlochu. Dosłownie zaczął ją denerwować. A jako że była dla samej siebie irytująca to nie przestawała płakać, wręcz przeciwnie, zaczynała bardziej ronić te wszystkie łzy. Czternastolatka nigdy nie lubiła swojego płaczu. Zawsze przysparzał jej wiele kłopotów, zwłaszcza tych związanych z ukochaną mamą. Rodzicielka Szkotki wówczas nader nie znosiła wysokiego jęczenia córki, co równało się z patologicznymi konsekwencjami. Mamusia dziewczynki była bardzo kreatywna, więc  kary były różne. Długotrwałe wyzwiska, niemalże niewykonywalne prace, znęcanie się - psychiczne i cielesne, a wszystko to dawało Pannie Clarity niezły ubaw. W sumie nic dziwnego, przecież była porządnie stuknięta. "Pokuta" trwała tak długo dopóki Euphoria nie przestawała szlochać, lub dopóki ojciec nie ochronił jedynaczki.
Zaczęła się trząść z nerwów. Podciągnęła nóżki do siebie, po czym solidnie je otuliła. Schowała swoją głowę w kolana oraz mocno zacisnęła zęby, żeby choć trochę uspokoić swój szloch. W myślach wyobrażała sobie jakieś urocze stworzenia, które rzekomo pozytywnie wpływały na jej umysł. O dziwo ta metoda nieco poprawiła stan pierwszoklasistki.
Gdy jedna z rur na ścianie zatrzęsła się miała ochotę krzyknąć, jednak tylko bardziej przytuliła swoje nogi. Euphoria naprawdę starała się nie patrzeć na otoczenie, w którym się znajdowała, albowiem było dla niej nader przerażające, wręcz wyciągnięte z jakiegoś horroru. Lecz tym razem podniosła swój wzrok, który skierowała na kocioł parowy, zgrabnie omijając ciemniejsze miejsca w kotłowni. Właśnie wtedy zauważyła zarys kogoś lub czegoś w jednym z kątów. Automatycznie odwróciła wzrok, który zaraz to skierowała na brudną posadzkę. Próbowała siebie przekonać, iż to tylko jej wyobraźnia płata jej figle. Poniekąd zrobiła to, gdyby nie nagły potworny jęk. Tak się przestraszyła, że zbyt gwałtownie podniosła głowę i uderzyła się o ścianę. Wywołało to u niej nową falę płaczu. O mało nie zapowietrzyła się z tego wszystkiego. Schowała swoją głowę w dłonie, ponieważ nie chciała widzieć jak to przerażające monstrum wychodzi z cienia by ją zjeść. Dygocząc ze strachu zaczęła odliczać swoje ostatnie sekundy życia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kotłownia.   

Powrót do góry Go down
 
Kotłownia.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: St. Francesa :: Podziemia-
Skocz do: